Szukając sposobów na obniżenie kosztów, wzięły na celownik współpracujących z nimi pośredników. Kosztują ich krocie, bo biorą około 10 proc. od każdej sprzedanej przez siebie wycieczki. Na taki luksus touroperatorzy nie mogą już dziś sobie pozwolić, dlatego zrywają z nimi umowy i stawiają na własną sieć sprzedaży.

– Koszt utrzymania własnej placówki to wydatek rzędu 12 – 20 tys. zł miesięcznie. Trzeba na to przeznaczyć 7 – 8 proc. z każdej wycieczki. To mniej, niż płaci się pośrednikowi – mówi Grzegorz Baszczyński, prezes Rainbow Tours. Zdaniem Piotra Czornieja z Exim Tours własne, dobrze zlokalizowane placówki są nawet dwa razy wydajniejsze od najlepszego pośrednika. Najlepsi z nich, jak wynika z ustaleń „DGP”, sprzedają nawet po 2 tys. wycieczek w sezonie. W punkcie biura można więc sprzedać 4 tys.

TUI ma dziś 64 własne centra, a w przyszłym roku chce uruchomić 10 – 15 nowych. Exim Tours planuje podwoić liczbę własnych biur w 2012 r. – do 36. Z kolei Neckermann stawia na franczyzę. – Przewidujemy otwarcie minimum dziesięciu biur – mówi Rafał Buczak, dyrektor sprzedaży w firmie Neckermann Polska, która ma 22 własne biura i 47 prowadzonych na zasadzie odsprzedaży licencji.

Rainbow Tours w tym roku zwiększył własną sieć o ponad 20 punktów, do 60. – Będziemy otwierać nowe, ale planujemy zmniejszyć tempo. Własne biura to mimo wszystko spory wydatek – tłumaczy Grzegorz Baszczyński.

Pośrednicy muszą przygotować się na ciężkie czasy, a klienci – na to, że sieć sprzedaży wycieczek nie będzie już tak gęsta jak kiedyś. W branży działa teraz około 2,5 tys. pośredników, ale z każdym miesiącem ich liczba się zmniejsza. Szkodzą im nie tylko kryzys i oszczędności touroperatorów, lecz także internet. Jak szacuje branża, aż połowa wycieczek poszukiwana jest w sieci. W biurach dokonywana jest tylko rezerwacja.