Wycieczki droższe o 20 – 30 proc. niż rok temu, brak atrakcyjnych promocji last minute, wycofywanie w ostatniej chwili z oferty niektórych kierunków – tegoroczne wakacje z biurami podróży przynoszą same rozczarowania. Touroperatorzy tłumaczą to trudną sytuacją na rynku, słabym popytem i wysokim kursem euro, który miał znacząco wpłynąć na ceny. Ale czy można im wierzyć, w sytuacji gdy porównywalne wycieczki wykupywane w Niemczech okazują się znacznie tańsze niż te oferowane przez polskie biura podróży?

Jak sprawdziliśmy, średnie ceny wycieczek do krajów egzotycznych są w Niemczech o 15 – 20 proc. tańsze niż u nas. A te do popularnych krajów europejskich nawet o 40 proc. Tygodniowy pobyt w czterogwiazdkowym hotelu na Rodos dla rodziny z jednym dzieckiem i w opcji all inclusive z niemieckim biurem podróży kosztuje mniej niż 5 tys. zł. W Polsce za podobną ofertę zapłacimy prawie 8 tys. zł. Podobną kwotę, czyli 3 – 4 tys. zł zaoszczędzimy, rezerwując za zachodnią granicą wyjazd na Kubę lub Dominikanę. W praktyce oznacza to rodzinne luksusowe dwutygodniowe wczasy w tropikach za około 15 – 17 tys. zł, a nie ponad 20 tys. zł.

Ale nie do wszystkich miejsc z Niemiec polecimy taniej. Więcej wydamy na urlop w krajach arabskich – zaznacza Marcin Błaszczyk z biura Amigos specjalizującego się w organizowaniu wycieczek z niemieckimi biurami podróży. Przykładem może być tygodniowy wypoczynek w hotelu Jungle Aqua Park w Egipcie – w polskim biurze zapłacimy za niego 3,4 tys. zł od osoby, podczas gdy w niemieckim 1 tys. euro. Z reguły jednak w Niemczech jest znacznie taniej, co jest efektem dużo większej siły negocjacyjnej tamtejszych touroperatorów. Rocznie wysyłają za granicę nawet 35 proc. społeczeństwa, czyli ok. 30 mln turystów. Tymczasem w Polsce wczasy za granicą spędza niespełna 2 mln osób, czyli 5 proc. społeczeństwa.

Oczywiście, żeby wylecieć na urlop z Berlina, Duesseldorfu, Frankfurtu czy Hanoweru, trzeba tam jeszcze dojechać. To jednak jest coraz mniejszym problemem. Po otwarciu całej autostrady A2 podróż do Berlina samochodem powinna zająć 5 godzin, parking przy tamtejszych lotniskach kosztuje 10 – 15 euro za dzień. Niezmotoryzowani mogą wybrać autobus – te z głównych miast naszego kraju kursują nawet kilka razy dziennie. Z Warszawy bezpośrednio na lotnisko w Berlinie z Polskim Busem dostaniemy się za 150 zł od osoby w dwie strony, a z Poznania za 120 zł.

Alternatywą jest też pociąg. Ze stołecznego Centralnego skład do Berlina odjeżdża nawet cztery razy na dobę. Cena biletu z miejscówką to około 200 zł od osoby dorosłej. A może samolot? Proszę bardzo, ale rezerwując dzisiaj bilet na połowę lipca, zapłacimy około 700 zł od osoby. Ale i tak warto, bo nawet wówczas urlop będzie kosztować nas mniej niż ten wykupiony w Polsce.