W dwóch odbywających się właśnie w czeskiej Pradze turniejach – World Poker Tour i European Poker Tour, udział bierze niemal sześciuset graczy z całego świata, w tym kilkudziesięciu Polaków. Główną nagrodę w WPT już wygrał jeden z nich – Marcin Wydrowski z Gdańska. Jego konto zasili 420 tys. dol. W pokera gra zawodowo i nie ukrywa, że to jego główne źródło dochodu. Ale zanim zarobi, musi zainwestować.

We wpisowe, czyli opłatę za możliwość udziału w turnieju, bilety lotnicze czy hotele – wylicza. Zaczął grać w pokera kilka lat temu w internecie, jeszcze zanim weszła w życie ustawa zakazująca uprawiania e-hazardu w Polsce. Od zmiany przepisów uczestniczy w rozgrywkach na żywo organizowanych na całym świecie. Najbliższy turniej? – Już w styczniu w Londynie – odpowiada. Podobnie jak on po Europie, a nawet całym świecie jeździ coraz więcej polskich pokerzystów. I odnoszą coraz większe sukcesy. Na praskim WPT wysokie 18. miejsce i 20 tys. dol. nagrody zdobył Wojciech „Łozo” Łozowski, wokalista popularnego zespołu Afromental.

Ta pokerowa turystyka zaczęła się rozwijać na początku 2010 r., tuż po nowelizacji ustawy hazardowej, uznającej pokera (także tego turniejowego w odmianie „teksański klincz”) za grę losową. Od tamtej pory w Polsce grać w niego można tylko w kasynach, które na 30 dni przed datą turnieju muszą zgłosić do Ministerstwa Finansów pełną listę uczestników rozgrywki. Ponadto gracze płacą podatek od wygranej, a nie – jak ma to miejsce w światowych rozgrywkach – od wpisowego.

Jak tłumaczy najbardziej znany i utytułowany polski pokerzysta Marcin „Góral” Horecki, te ograniczenia sprawiają, że dla zawodowców gra w Polsce staje się nieopłacalna. Bo poker nie jest dla nich hazardem, lecz inwestycją, i dokładnie kalkulują, czy włożone środki w dłuższym okresie im się zwrócą. W Polsce nie ma na to szans, więc uciekają za granicę. – Wśród polskich pokerzystów bardzo popularna jest właśnie Praga – blisko położona i stosunkowo niedroga – wyjaśnia Horecki. Zaraz dodaje jednak, że nawet na turniejach rozgrywanych za oceanem uczestniczy po kilkudziesięciu graczy znad Wisły. 90 proc. z nich to zawodowcy. – Tacy sami jak szachiści czy brydżyści. Po prostu mamy talent do takich gier – podsumowuje.

Talentem coraz częściej wykazują się zwykli Polacy, dla których poker nie jest jedynym źródłem dochodów. Na miejscu mają etatową pracę lub prowadzą firmy, a w wolnych chwilach biorą udział w zagranicznych turniejach. – Grałem już między innymi na Cyprze, Maderze czy w Monako. Te wyjazdy nie zawsze przynoszą zysk, ale w rocznym podliczeniu wychodzę na swoje – opowiada 23-letni Daniel z Warszawy. Zarobić na pokerze mógłby również polski budżet. Gdyby tylko ci, którzy nim zarządzają, wykazali się szczyptą zdrowego rozsądku i wyciągnęli wnioski z efektów, jakie przyniosła ustawa hazardowa.