Przez długie lata Albania pozostawała jednym z najbiedniejeszych krajów w Europie, a to powodowało, że wiele osób bało się wyjazdu do tego kraju spodziewając się m.in. słabej infrastruktury. To, podobnie jak podejście przyjezdnych do bałkańskiego kraju dynamicznie się zmienia. Do Albanii przyjeżdża coraz więcej osób, a wzrosty mogą naprawdę imponować.

Jeszcze w 2007 roku do Albanii przyjeżdżało około miliona osób w ciągu roku. Ciężko było stwierdzić, czy byli to turyści, czy osoby podróżujące w interesach. Już w 2014 roku wzrost był bardzo widoczny - oficjalne statystyki potwierdzały przyjazd ponad trzech milionów turystów. To bardzo dużo, bo sama Albania wielkim krajem nie jest. Jej powierzchnia wynosi 28, 742 km kwadratowych - aż jedenaście razy mniej niż liczy Polska. W Albanii żyje trzy miliony mieszkańców - a ponieważ prognozy za rok 2016 mówią o wzroście o ponad 30 procent (w ciągu 10 lat o 400 procent) przyjezdnych w stosunku do roku 2014, można stwierdzić, że do kraju przyjechało więcej osób, niż w nim mieszka.

Do Albanii można się wybrać bez względu na porę roku. Jednak wiele cech przemawia za wiosną. - Na przełomie maja i czerwca zaczyna się ruch i wiele miejsc jest już otwartych po zimowej przerwie. Bardzo lubię ten moment, kiedy jeszcze nie ma tłumów i jest spokojniej, ale nie jest nudno - mówi autorka bloga mojalbania.com Izabela Nowak-Tomczyk, która od wielu lat pracuje w Albanii jako jako pilot, przewodnik i rezydent. Za tą porą roku przemawiają też ceny dojazdu lub przylotu.

Dojechać czy dolecieć?

Podróż jest długa - popularne systemy nawigacyjne sugerują, że samochodem z Warszawy do Tirany jechać będziemy od 21 do 23 godzin. Do pokonania mamy prawie dwa tysiące kilometrów.  Koszt dojazdu autem wynosi więc minimum 1400 złotych (estymacja ze stycznia 2017, koszt benzyny 4,70 zł, średnie spalanie 4,70 złotego, nie wliczone koszty winiet i płatnych autostrad), bez wliczania ewentualnego noclegu.

Alternatywą jest oczywiście przelot. Cena biletu na maj z Warszawy do Tirany dla dwóch dorosłych osób wynosi około 1100-1200 złotych. (dane z opłatami transakcyjnymi z Fru.pl, 2 luty 2017). Lot odbywamy z przesiadką, ale według doniesień z jesieni 2016 roku LOT rozważa uruchomienie bezpośredniego połączenia z Polski do Albanii.

Ceny połączeń najdroższe są - co zrozumiałe - w drugiej połowie czerwca, lipcu i sierpniu, potem ich cena spada do poziomu wiosennych.

Czym przyciąga Albania?

Linia brzegowa Albanii wynosi 476 kilometrów. To wystarczająco dużo, byśmy mogli zarówno znaleźć się w miejscu, które kojarzyć będziemy z kurortami w "zachodnim" stylu, jak i urokliwe puste plaże, które stworzone są do robienia pięknych pamiątkowych zdjęć.

Atutem jest piękno przyrody. Na terenie stosunkowo niewielkiego kraju znajduje się aż piętnaście parków narodowych. Warto wybrać się do tych, które chronią piękne jeziora. Trzy z nich - Shkodra, Ohrid i Prespa należą do największych i jednocześnie najstarszych jezior w południowej Europie. W tutejszych rezerwatach możemy zobaczyć (jak będziemy mieli furę szczęścia) orła przedniego (symbol narodowy Albanii), rysie, wilki, kozice i niedźwiedzie.

Czymś, co przyciąga turystów są też ceny - zarówno hoteli, jak i jedzenia w restauracjach. Rezerwując w styczniu lub lutym hotel nad morzem możemy zapłacić (standard trzy gwiazdki, klimatyzacja) nawet około 1100 złotych za 13-14 noclegów (dane booking.com, 2 luty 2017).

Na miejscu oczywiście znajdziemy też drogie, ekskluzywne hotele i restauracje. Jedząc na przyzwoitym poziomie w lokalnych restauracjach (jedzenie sieciowe też jest w Albanii obecne) zapłacimy przykładowo około 7-8 złotych za zupę, około 13-15 złotych za danie zrobione z owoców morza. Smakoszy przyciąga też wino, którego hodowla jest jedną z najstarszych na świecie.

Wzrok turystów przyciągają też starożytne budowle. Albania, ze względu na swe położenie ma zarówno ślady budowli greckich, jak i rzymskich. 

Wiele osób twierdzi, że trzeba się spieszyć, by zobaczyć Albanię dziką, zanim zostanie zdominowana przez wielki przemysł turystyczny - W Albanii faktycznie widać taki syndrom, bo gdzieś podskórnie każdy rozumie, że Albania nie może być wiecznie opisywana epitetami: dzika, nieodkryta, dziewicza - mówi dziennik.pl Izabela Nowek-Tomczyk.  - Sieciówek jeszcze nie widać, ale obraz kraju zmienia się niezwykle szybko. Powstają resorty z basenami i całą infrastrukturą, drogi budowane są w tempie ekspresowym. Jednak wciąż są to zmiany chropowate i nierówne chociaż nie są to „Indie Europy” jak lubili je nazywać niektórzy backpakerzy. To powiedzenie nie było do końca trafne, ale podsyca mit i legendę.