"Nie szukam śmierci, idę do przodu"
Co pcha śmiałków do zdobywania miejsc, na których nie stanęła jeszcze ludzka stopa? Czy boją się wyruszając w nieznane, czy żądza przygody przesłania im myśli o niebezpieczeńśtwie? Oto wywiad z Geoffreyem Somersem, uczestnikiem pionierskich wypraw.
- Na kołach między fiordami
- Kukiz na Wigilii u prezydenta. Kto jeszcze?
- Oto największy statek świata
- Symfonia piasku, wiatru i wody. Oto Mierzeja Kurońska
- Czy na pewno wiesz, gdzie jest Olsztyn?
- Beskid Śląski i Szczyrk - wspaniałe miejsca nie tylko zimą
- Oto zwycięzcy gry o wyjazd na lodowiec
- Kolejka na Kasprowy Wierch nieczynna
- Z nurtem nigdy nie kończącej się przygody
- Holenderscy turyści cudem uratowani
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-02-15

temp. min -14°C max. 3°C
opady:
umiarkowane opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
TOMASZ GRZYWACZEWSKI: Organizowałeś ekspedycje zarówno na bieguny, jak i na pustynie. Czy lubisz ekstremalne temperatury?
GEOFFREY SOMERS: Nie, zdecydowanie nie lubię skrajnych temperatur. Jednak fascynują mnie te dziwne pustkowia, gdzie mam poczucie, że jestem zupełnie sam. Stanowią one dla mnie wielkie
wyzwanie. Umiejętność przetrwania w tym groźnym środowisku, podróż w nieznane i możliwość zobaczenia tego, czego nikt wcześniej nie miał okazji podziwiać, stanowi dla mnie niezwykłe
doświadczenie. Na pewno jest ono warte poświęcenia.
Po co podróżować na krańce świata, narażając się na niebezpieczeństwa i niewygody?
To nie jest tak, że ja szukam śmierci. Jednak pokonywanie tych niebezpieczeństw daje mi ogromną satysfakcję: wiem, że mogłem przekroczyć swoje granice i przetrwać. Ale na co dzień nie
lubię np. jeździć szybko samochodem albo włóczyć się nocą po mieście.
No dobrze, ale czy mimo wszystko warto ryzykować życie?
Tak naprawdę cały czas ryzykujemy życie: idąc do pubu na piwo, paląc papierosy. Ja czuję się zdecydowanie bezpieczniej w dzikich ostępach niż w normalnym, cywilizowanym świecie.
Nie boisz się, że umrzesz samotnie na jakimś pustkowiu?
Czasami nawet bardzo. Kiedyś na australijskiej pustyni poszedłem szukać wielbłądów, które oddaliły się za pożywieniem. W pewnym momencie okazało się, że nie mogę odnaleźć nie tylko
wielbłądów, ale, co gorsza, również drogi powrotnej do obozu. Im bardziej próbowałem być spokojny, tym bardziej panikowałem. I nagle zorientowałem się, że zrobiłem ogromne koło i jestem
tylko o minutę drogi od namiotów... Strasznie bałem się również w trakcie burz śnieżnych na Antarktydzie. Na biegunie północnym też zdarzały się przerażające chwile, kiedy musieliśmy
przechodzić przez bardzo kruchy albo nawet ruchomy lód. Z perspektywy czasu widzę jednak, że te doświadczenia bardzo mi pomogły. Z każdą kolejną ekspedycją byłem coraz bardziej pewny
siebie.
A czy wyjeżdżając na wyprawę, bierzesz pod uwagę, że być może z niej nie wrócisz?
No pewnie! Wiele razy zastanawiałem się, czy wrócę do domu. Ale takie jest życie podróżnika, czasami się nie wraca. Jednak zawsze jestem bardzo ostrożny, w zasadzie nigdy nie miałem wypadku
i wszystkie moje ekspedycje kończyły się szczęśliwie. Może dlatego teraz bardziej boję się ewentualnej porażki.



















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!