"To cud, że przepłynąłem Wisłę w zimie podczas tak trudnych warunków" - powiedział Marek Kamiński. Przyznał, że "gdy startował w okolicy Oświęcimia, dawał sobie szanse bliskie zeru na przepłynięcie". Powiedział, że "było wiele sytuacji i zdarzeń, które mogły spowodować przerwanie spływu". Najtrudniej było w okolicy Zalewu Włocławskiego oraz przed Bydgoszczą, gdzie na rzece były duże fale. "Wisła to naprawdę duża rzeka i mogą na niej powstać wysokie fale, jak podczas sztormu" - dodał.

Podkreślił, że "fenomenem wyprawy była życzliwość ludzi, jakich spotykał na trasie. "Czekali na mnie na brzegu czasami godzinami, całe klasy nawet, dawali mi prezenty: ciasto, medale". Dodał, że wyprawa obudziła w ludziach wielką życzliwość i "to jest ważniejsze niż samo przepłyniecie".

Kamiński zapewnił, że po przefiltrowaniu, pił wodę z Wisły. Przyznał jednak, że przed Warszawą zrobił sobie zapas wody, aby w stolicy nie czerpać wody z rzeki. Powiedział, że podstawą jego pożywienia były ryby z Wisły. Według Kamińskiego, Wisła to "niesamowite dzieło natury". "Byłem w wielu miejscach, na krańcach świata, widziałem różne cuda. Wisła też jest cudem i warto zwrócić na nią oczy, korzystać z tego" - zachęcał podróżnik.

"Widziałem Amazonkę, pływałem po rzekach Alaski i Syberii i mogę powiedzieć jedno: Wisła w niczym im nie ustępuje, jest równie dzika i nieprzewidywalna. W dorzeczu Wisły znajduje się ponad połowa powierzchni Polski. Chcę pokazać, jak wielki skarb mamy w samym sercu Europy i jak bardzo nie wykorzystujemy drzemiącego w nim potencjału" - mówił Kamiński przed spływem.

Ekspedycja Marka Kamińskiego rozpoczęła się 6 marca w okolicach Oświęcimia na tzw. kilometrze zerowym Wisły. Kamiński przepływał ok. 90 km dziennie. Podróżnik nocował w namiocie na brzegach Wisły. Jego kajak, wraz ze sprzętem i żywnością, ważył ok. 150 kilogramów.

W celu przygotowania żywności na wyprawę Kamiński spotkał się na początku lutego z rybakami ze Świbna, którzy dali mu świeżo złowione ryby wiślane. Wspólnie z kucharzem jednej z gdańskich restauracji przyrządził z nich potrawy, m.in. zupę i gulasz rybny, kotlety mielone z ryb, które po poddaniu procesowi liofilizacji(suszenie do postaci granulatu), stanowiły podstawę diety Kamińskiego podczas ekspedycji.

Kamiński miał spot finder - urządzenie wskazujące na mapie dokładne położenie i wyposażone w funkcję wzywania pomocy. Dzięki temu na specjalnej stronie internetowej można było śledzić podróż Kamińskiego. Nie był to pierwszy spływ Wisłą Kamińskiego. We wrześniu 2009 r. podróżnik kierował trwającą miesiąc harcerską wyprawą po najdłuższej polskiej rzece. Wziął w niej udział m.in. niepełnosprawny miłośnik podróży z Gdyni.

Do mety w Gdańsku-Sobieszewie Kamiński dopłynął w asyście wielu motorówek, kajaków i łodzi pontonowych. Przywitało go kilkadziesiąt osób, głównie mieszkańców. Od władz Gdańska otrzymał flagę.

46-letni Marek Kamiński po raz pierwszy na świecie zdobył w jednym roku (1995) dwa bieguny Ziemi. Zasłynął także podróżą na bieguny z niepełnosprawnym chłopcem Jasiem Melą. Jest założycielem fundacji swojego imienia, która wspiera osoby dotknięte przez los.