"Zgodnie z moją filozofią, jeśli ktoś mówi, że coś jest niemożliwe, mam potrzebę tego spróbować" - powiedział agencji AFP jeden z kucharzy Fridgeir Eriksson.

Na pomysł przygotowania kolacji na wulkanie wpadł 21 marca, gdy obudził się wulkan Fimmvorduhals pod lodowcem Eyjafjallajokull. Wraz z trzema kolegami zrealizował go we wtorek, serwując zupę z homarów, żabnicę oraz cebulę szalotkę. U podnóża wulkanu kucharze przygotowali jadalnię: stolik i dwa krzesła rozstawione na czerwonym dywaniku. Gości dowieziono helikopterem. Za nietypową kolację musieli zapłacić po 350 euro (1350 zł).

Reklama

"Nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać, więc wzięliśmy ze sobą maski i rękawice spawalnicze" - powiedział Eriksson. Nie wykorzystaliśmy tego sprzętu, ponieważ nigdy nie znaleźliśmy się niebezpiecznie blisko żarzącej się lawy" - zaznaczył.

Choć kucharze z hotelu Holt w Reykjaviku kolację na wulkanie zorganizowali wyłącznie dla dwóch klientów, przyrządzonych na lawie specjałów nie odmawiali również turystom. Otrzymali także propozycję z Hollywood, aby powtórzyć swój wyczyn przed kamerą.