>>> Zobacz galerię zdjęć: Rycerskim szlakiem przez Litwę

Merecz

Wspinaczka po drewnianych schodach na szczyt położonej 30 metrów nad doliną Góry Zamkowej jest dość forsowna, ale rozciągający się stamtąd widok wynagradza trud. W leniwe wody Niemna wpada Mereczanka, gubiąca swój bieg wśród zielonych pól i lasów. Wartki nurt największej rzeki Dżukii zachęca do spływów kajakowych, zwłaszcza że niedaleko stąd do Druskiennik – doskonale znanego Polakom uzdrowiska i znakomitej bazy na jednodniowe wypady.

Dziś o historii grodziska w Mereczu przypomina jedynie drewniana tablica u stóp wzgórza, bo z twierdzy górującej nad wodami Niemna nic się nie zachowało. O tym, że przed sześciuset laty przez Merecz przechodzić mogły wojska podążające na Grunwald, świadczą ślady wałów obronnych. Pierwsza wzmianka, pokazująca rolę, jaką drewniany zamek obronny pełnił w czasach walk z Zakonem, pochodzi z 1377 r. – o zdobyciu twierdzy zwanej przez krzyżaków Merkenpille przez Gotfryda von Lindena donoszą kroniki krzyżackie.

Najeźdźcy niszczyli zamek jeszcze dwukrotnie. Podobno właśnie tutaj, po przyjęciu chrztu przez Litwę w 1387 r. Jagiełło wraz z Witoldem chrzcili zebranych mieszkańców osady. Po zwycięstwie grunwaldzkim i wojnie trzynastoletniej twierdza straciła znaczenie militarne, ale przez lata okolice Merecza były ulubionym miejscem polowań książąt litewskich i królów polskich.

Pobliskie miasteczko szczyci się średniowiecznym rodowodem. W 1388 r. Jagiełło ufundował pierwszy murowany kościół w Mereczu, zniszczony w czasie walk z Krzyżakami i odbudowany przez Witolda. Przebudowany w stylu barokowym, z obrazem Madonny Mereczańskiej z XVI w. stanowi jedną z atrakcji turystycznych liczącej dziś niespełna półtora tysiąca mieszkańców miejscowości. Choć jeszcze w XVI w. Merecz był jednym z najważniejszych centrów południowej Litwy, po szwedzkim najeździe gród nigdy nie odzyskał utraconej pozycji. O dawnej świetności przypominają postawione w 1579 r. słupy, które niegdyś wyznaczał granice miasta, a jego stara część została uznana za pomnik urbanistyczny.

Birsztany

Wzdłuż całego Niemna znajdowała się sieć zamków obronnych – birsztańskiego nigdy nie udało się Krzyżakom zdobyć. Po bitwie grunwaldzkiej twierdze straciły rację bytu, ale z powodu swojej wyjątkowej lokalizacji zamek w Birsztanach - po raz pierwszy wymieniany w kronikach z 1382 r. - pełnił rolę rezydencji książąt. Witold zapraszał tu na polowania możnych z całej Europy. Gęste lasy w zakolach Preny do dziś nazywane są Lasem Zwierzynieckim – naganiacze wpędzali zwierzynę w pętlę rzeki, która uwięziona w naturalnych wnykach stanowiła łatwy łup dla myśliwych.


Gęste lasy w okolicach Brisztan do dziś robią wrażenia. To tutaj rosną najwyższe sosny na Litwie, osiągające nawet 80 m. Nie pod sosną jednak, ale pod wiekowym dębem zwykł podobno odpoczywać zmęczony polowaniem książę. W 2005 r. huragan Erwin obalił legendarne drzewo, ale jego ogołocony pień wciąż leży obok ścieżki, która służy kuracjuszom pobliskiego miasta jako trasa spacerowa i rowerowa. Popularnym miejscem przechadzek jest Park Witolda otaczający grodzisko, na którym 30 metrów nad powierzchnią wody wznosił się niegdyś drewniany zamek. U podnóża Góry Witolda znajduje się monumentalny pomnik władcy dłuta Giediminasa Jakubonisa (1998 r.)

Przez całe stulecia okolice Birsztan cieszyły się złą sławą. Dopiero w 1852 r. skorygowano mapy tych terenów – na długości 65 km Niemen płynie tutaj we wszystkich czterech kierunkach, zamiast obrać najkrótszą dziesięciokilometrową trasę. Dzieje się tak, ponieważ nurt rzeki podąża za przełomami tektonicznymi. Ale jak przez wieki sądzili miejscowi tutaj Niemen dostaje „zawrotów głowy” i dlatego jest zupełnie nieobliczalny. Flisacy nie potrafili zrozumieć, dlaczego spławiając z nurtem rzeki drzewo od wczesnego ranka, o zachodzie słońca znajdują się praktycznie w tym samym miejscu. Wzgórze, najwęższe miejsce oddzielające zakola Niemna, na którym stało niegdyś grodzisko, nazywane było przeklętym zamkiem.

Odkrycie w XIX w. leczniczych wód - które Birsztany zawdzięczają tym samym zjawiskom geologicznym co meandrujący Niemen - spowodowało, że miasteczko zaczęło przyciągać spragnionych odpoczynku kuracjuszy. Wytworne towarzystwo chętnie korzystało z najsłynniejszego ujęcia wody znajdującego się u podnóża Góry Witolda. W 1928 r. zaprojektowany został okap chroniący ujęcie wody – miał kształt długiej na 6 metrów ryby, z której pyska tryskała woda. Wypoczywający w Birsztanach obowiązkowo pozowali do pamiątkowej fotografii przy źródle.

W 1959 r. wybudowana w Kownie elektrownia wodna spowodowała podniesienie się poziomu rzeki i ryba zniknęła pod wodą. Pamiątką po birsztańskim wielorybie jest stworzony w latach 90. herb miasta, na którym widnieje. Dziś kuracjusze korzystają z ujęć w centrum miasta, a butelkowaną w najstarszej w kraju rozlewni (działa od 1924 r. ) wodę mineralną „Vytautas”,czyli Witold, można raczyć się również poza Birsztanami.

Dziś Birsztany starają się odzyskać dawną świetność i dorównać popularnością Druskiennikom. Drewniane wille są remontowane, ścieżki odnawiane, znajduje się tu nawet profesjonalne boisko do gry w boule, na których rozgrywki może prowadzić jednocześnie 10 drużyn. Niewielki stok narciarski umożliwia aktywny wypoczynek tym, którzy zawitają do Birsztan zimą. Najlepiej jednak wypocząć można tutaj latem – zielona ściana lasu, podrywające się znad brzegów Niemna dzikie ptaki, zapach ziół i senna atmosfera miasteczka.

Najbliższy most znajduje się 10 km od Birsztan, ale w sezonie letnim na drugi brzeg Niemna można dostać się korzystając z bezpłatnego promu. Piękno tych okolic ocenić można należycie tylko, jeśli zobaczy się je z lotu ptaka. Z pobliskiego lotniska w Pociunai organizowane są półgodzinne przeloty samolotami. Jeśli pogoda sprzyja, można też podziwiać krajobrazy z kosza balonu – co roku odbywają się tu mistrzostwa lotów balonami na gorące powietrze.


Kłajpeda

Najdalej na północ wysunięty niezamarzający port Bałtyku to jedyna brama morska Litwy. Niegdyś nieduża twierdza drewniana nad rzeką Dangi – wybudowany w 1252 r. zamek krzyżacki Memelburg – umożliwiała kontrolę nad Zalewem i Mierzeją Kurońską, którędy wiódł szlak komunikacyjny między zakonem krzyżackim a zakonem kawalerów mieczowych. O dawnej potędze świadczą fragmenty XIV-wiecznej twierdzy, która w XVI w. została wzmocniona dodatkowymi bastionami. W wieku XIX do obrony portu powstała twierdza pruska – dziś znajduje się tu muzeum morskie, a położone tuż obok delfinarium przyciąga rzecze turystów.

Choć Witold starał się udowodnić przynależność tego terytorium do Żmudzi, po pokoju toruńskim do Litwy należała tylko Połąga, a Kłajpeda pozostała w rękach Zakonu. Żmudzińską nazwę wyparło określenie niemieckie. Dopiero po 1923 r., kiedy Kłajpeda przeszła w ręce litewskie, przywrócono nazwę używaną przez litewskiego władcę. Burzliwe losy miasta w XX wieku spowodowały, że niewiele ocalało z dawnej zabudowy. Zniszczony w 90 procentach podczas II wojny światowej Memensburg stał się portową Kłajpedą, miastem przemysłowym, robotniczym, które niechętnie wracało do niełatwej przeszłości. Dopiero po odzyskaniu niepodległości przez Litwę zaczęto zbierać okruchy historii.

Dziś dzięki wybudowaniu terminalu statków pasażerskich Kłajpeda odżywa jako atrakcja turystyczna. Port zmienia swój charakter – stare budynki stoczni są przerabiane na instytucje kulturalne, w hangarze do remontu statków otwarto w ubiegłym roku teatr i scenę koncertową. Niewielka, ale przepięknie zrekonstruowana starówka zachęca do niespiesznego spaceru – to między budynkami z pruskiego muru, to nad kanałem, na którym ćwiczą wioślarze.

Zdziwienie budzi rzeźba wspinających się po stromym dachu kominiarzy – podobno jeśli komuś w Nowy Rok uda się dotknąć guzika na ubraniu jednego z nich, szczęście go nie opuści. Dużo łatwiej pogłaskać rzeźbę myszki, która przycupnęła na bruku albo znieruchomiałego z wyprężonym ogonem kota z brązu. Na placu teatralnym, w sercu starówki często słychać ulicznych grajków, którzy wygrywają miłosne melodie pod pomnikiem Aneczki z Tharau. Piękna dziewczyna, bohaterka piosenki, była ukochaną Simona Dacha, niemieckiego poety urodzonego w Kłajpedzie.

Połąga

Letnia stolica Litwy położona jest 25 km na północ od Kłajpedy. Dawna wioska rybacka jest dziś tętniącym życiem kurortem, a o skromnych początkach przypomina nazwa: podobno niegdyś domki rybaków były tak blisko morza, że fale i wiatry zasypywały je piaskiem aż po parapet (palange). Połąga to miasto pełne legend, o których przypominają rozsiane po całym mieście pomniki. Usłyszeć można opowieść o miłości boginki morskiej Juraty do rybaka Kastytisa, córki rybaka Egle do króla węży Żylvinasa, księcia Kiejstuta do wajdelotki Biruty.


Sława o pięknej kapłance, która w pogańskiej świątyni doglądała wiecznego ognia, sięgała dalekich Trok, w których rezydował książę Kiejstut. Władca zakochał się w Birucie i gdy nie zgodziła się na zamążpójście, porwał ją do swojego zamku. Ukochana urodziła mu syna Witolda. Dzisiaj miejsce, w którym znajdowała się pogańska świątynia i dawne obserwatorium nazywane jest Górą Zamkową. Odkąd w ustaleniach pokoju toruńskiego przyznano okolice Połągi Litwie, przerwany został szlak komunikacyjny między Zakonem Krzyżackim a Inflantami – na straży granic stał drewniany zamek, dziś na szczycie znaleźć można jedynie niewielką XVI-wieczną kapliczkę poświęconą św. Jerzemu. U podnóża najwyższej w okolicy wydmy znajduje się współczesne rzeźba poświęcona matce Witolda.

Okolice dawnej twierdzy to dziś wspaniały park krajobrazowy otaczający pałac wzniesiony przez Feliksa Tyszkiewicza w 1897 r. W rezydencji zasłużonej dla rozkwitu miasta rodziny znajduje się dziś muzeum bursztynu - kolekcja ponad czterech tysięcy kawałków kamienia, wiele z nich z zatopionymi owadami i fragmentami roślin. Latem taras pałacu zamienia się w scenę – oprócz koncertów muzyki poważnej urządzane są również wieczorki poetyckie. Sceneria jest niesamowita – liczący 100 ha park zaprojektował francuski architekt krajobrazu i botanik Eduardo Fransua Andre, który spędził w Połądze trzy lata, kierując pracami. Niemal 500 gatunków roślin sprowadzono z ogrodów botanicznych całej Europy.

Najwięcej wczasowiczów wybiera jednak nie piaszczyste ścieżki pomiędzy starymi sosnami, ale spacer ulicą Basanaviciausa, zwaną niegdyś bulwarem Tyszkiewiczów. Główna arteria Połągi prowadzi wzdłuż zamienionych na restauracji drewnianych willi na wspaniałe molo. Liczący 470 metrów pomost zbudowano w 1998 r. – ten pamiętający czasy Tyszkiewiczów zniszczony został przez fale morskie i wiatr. Można tutaj podziwiać zachód słońca, rozkoszować się morskim powietrzem albo podziwiać zręczność miejscowych wędkarzy, łapiących na wędkę zwinne belony.

Kowno

Drugie co do wielkości miasto Litwy słynie z najdłuższego w Europie bulwaru… dla niepalących. Licząca ponad 1,6 km Aleja Wolności to główny deptak Kowna. Podczas przechadzki miniemy wzniesiony w 1932 r. pomnik Witolda, który zburzony za czasów sowieckich, został zrekonstruowany po odzyskaniu przez Litwę niepodległości. U stóp księcia umieszczone są cztery postacie: Rusin, Tatar, Krzyżak - pokonani wrogowie – oraz Polak, który zasłania ręką twarz. Usamodzielnienie się Wielkiego Księstwa Litewskiego i koronacja Witolda były przecież policzkiem dla Polski.

Pierwsza wzmianka o Kownie pochodzi z 1361 r., kiedy runął - rekonstruowany dziś częściowo - zamek wzniesiony u zbiegu Wilii i Niemna dla obrony przed Krzyżakami. Osada, która powstała wokół twierdzy dała początek miastu. W 1408 r. Witold nadał Kownu prawa miejskie. Kiedy zagrożenie ze strony Zakonu zniknęło, życie przeniosło się na miejski rynek, a ratusz stał się ważniejszy od wielokrotnie zdobywanej twierdzy. Potężna budowla, zwana „białym łabędziem” do dziś przyciąga spojrzenia i jest najczęściej chyba fotografowanym zabytkiem Kowna. Do pamiątkowego zdjęcia przed budynkiem ustawiają się młode pary składające w przysięgę w znajdującym się w ratuszu pałacu ślubów.


Wystarczy trochę zboczyć z uczęszczanego traktu, by podziwiać wspaniałe gotyckie zabytki. Najsłynniejszym jest kościół Wniebowzięcia NMP nazywany Kościołem Witolda. Książę ufundował świątynię w podzięce za uratowanie życia w bitwie z Tatarami. Warto też zwrócić uwagę na „Dom Perkuna”, wybudowany przez hanzeatyckich kupców. Nazwa zabytku pochodzi od tego, że w XIX w. w ścianie budynku znaleziono posążek pogańskiego bożka. Dziś należy do gimnazjum jezuitów.

Troki

Niespełna 30 kilometrów na zachód od Wilna położone są Troki, częsty cel jednodniowych wypadów za miasto. Sosnowe lasy, błękit jeziora, czerwień cegieł gotyckiego zamku – pocztówkowa uroda miasteczka sprawiła, że turyści przybywają tłumnie. Przerzuconymi nad wodami jeziora Galwie mostami dostać się można do bram twierdzy, w której dziś znajduje się muzeum historyczne. Dekoracje są skromne– ceglane mury, gobeliny, proste witraże. W podziemiach podziwiać możemy kolekcje numizmatyczne, w odrestaurowanych salach pałacu książęcego, do których wokół wewnętrznego dziedzińca wiodą drewniane galerie, mieszczą się zbiory poświęcone średniowiecznym dziejom grodu, a także kulturze trockich karaimów.

Nazywany „małym Malborkiem”, za względu na podobieństwo stylu zamek wielokrotnie odpierał ataki krzyżaków. Dzięki zainstalowanym w muzeum terminalom komputerowym poznać można burzliwe dzieje zamku: od wzniesienia w strategicznym miejscu przez Kiejstuta (ojca Witolda), aż po niemal całkowite zniszczenie twierdzy podczas wojen ze Szwecją i Rosją w XVII w. Odbudowany w 1962 r. w stylu gotyckim jest wierną rekonstrukcją stanu z XV w. Choć w 1323 r. Troki przestały być stolicą, zamek na największej z trzech wysp jeziora Galwie pełnił funkcję rezydencji książąt litewskich. Niedaleko stąd przyszedł na świat Witold, który zmarł w trockim zamku w 1430 r.

Jeśli pogoda dopisuje, możemy obejrzeć zamek z pokładu spacerowego statku lub żaglówki. W sierpniowe niedziele na tarasie pałacu, który w XIX w. wzniósł hrabia J. Tyszkiewicz w Zatroczu, na wybrzeżu jeziora Galwie, posłuchać można koncertów muzyki kameralnej.

Równie interesujące jak średniowieczne dzieje zamku są losy osiadłych w Trokach Karaimów, kilkuset rodzin sprowadzonych przez Witolda z Krymu jako osobista ochrona księcia. Dziś mieszka ich na Litwie ok. 250, a wspólnota w Trokach jest niezwykle prężna. Wędrując uliczkami miasta miniemy wiele malowanych na kolorowo drewnianych domów, zwróconych szczytami do ulicy. Mają po trzy okna – karaimowie jako wierni wywodzącej się ze Starego Testamentu religii i oddani władcy poświęcali jedno z nich dla Boga, drugie dla Księcia, dla gospodarzy zostawało trzecie z nich. Świątynia – kienesa – jest centrum życia wspólnoty.

Jeśli stołować się w Trokach, to tylko w karaimskiej karczmie, w której możemy spróbować specjałów miejscowej kuchni. Chociaż tłumy turystów powodują, że obok tradycyjnych dań z baraniny, na stołach zaczyna gościć wieprzowina, wciąż można znaleźć miejsca, w których pracochłonne dania są przygotowywane według sprawdzonych receptur. Mięso na kibiny sieka się, a nie mieli, pierożki serwuje prosto z pieca, a najlepiej smakują rozgryzane, a nie krojone. W gospodzie Kybynlat można spróbować swoich sił i razem z ubranymi w ludowe stroje kucharkami wałkować ciasto i lepić kibiny, które później wędrują do chlebowego pieca.