Tunezyjskie MSW w komunikacie uzasadnia wprowadzenie jej "niepokojami, rabunkami i agresją przeciwko ludziom i mieniu, do jakich dochodzi w niektórych dzielnicach miasta".

Dzień wcześniej do Tunisu dotarła społeczna rewolta, w której od blisko miesiąca udział biorą głównie młodzi ludzie buntujący się przeciwko bezrobociu. Oficjalnie bez pracy jest 14 proc. Tunezyjczyków, lecz wśród młodych mieszkających poza zamożnymi rejonami turystycznymi odsetek ten jest znacznie wyższy.

W środę w Tunisie, w którym po raz pierwszy doszło do gwałtownych starć manifestujących z policją w centrum miasta, rozmieszczono wojsko.

Rząd prezydenta Zina el-Abidina Ben Alego usiłował uspokoić nastroje, dymisjonując ministra spraw wewnętrznych i zwalniając wszystkich aresztowanych podczas zamieszek, "z wyjątkiem tych, którzy dopuścili się wandalizmu".

Na południu Tunezji w Duz, 550 km od Tunisu, zginęło w środę podczas manifestacji dwóch cywilów. Według świadków jest to pierwszy przypadek takiego nasilenia przemocy w mieście znanym jako brama Sahary, skąd na pustynię wyruszają wycieczki.

W Safakis, dużym mieście portowym na wschodnim wybrzeżu, 300 km od Tunisu rannych zostało pięciu uczestników manifestacji; policja strzelała tam gumowymi kulami. W Safakis według źródeł związkowych ogłoszono strajk generalny.

W środę zatrzymany został szef nielegalnie działającej Partii Pracujących Komunistów Tunezji (POCT) Hamma Hammami, który w ostatnich dniach udzielił licznych wywiadów zagranicznym telewizjom i krytykował w nich tunezyjski rząd.


Przemoc w Tunezji obudziła niepokój społeczności międzynarodowej. Wysoka komisarz Narodów Zjednoczonych ds. praw człowieka Navy Pillay zaapelowała do tunezyjskiego rządu o przeprowadzenie dochodzenia w sprawie "nadmiernego użycia siły" przez siły bezpieczeństwa. "Nieproporcjonalne" użycie siły przez policjantów w Tunezji potępiła też rzeczniczka szefowej unijnej dyplomacji Catherine Ashton.

We wtorek wieczorem amerykańska sekretarz stanu Hillary Clinton mówiła o "zaniepokojeniu w związku z kłopotami i niestabilnością" w Tunezji.

W środę przed wyjazdami do Tunezji ostrzegło kilka państw. Niemcy ostrzegają przed "porwaniami i atakami", a Hiszpania wzywa swoich obywateli do omijania środkowej Tunezji i zachowania ostrożności w rejonach turystycznych na wybrzeżu.

Duńskie MSZ ostrzega przed niebezpieczeństwem ataków terrorystycznych na zagraniczne przedstawicielstwa w Tunezji i radzi turystom omijanie rejonów zamieszek.

Ogarnęły one podczas weekendu miasta środkowo-zachodniej części Tunezji - Regeb, Talę i Al-Kasrajn - i trwały w tym tygodniu. W tym ostatnim mieście w środę manifestowało ok. 3 tys. osób, żądających ustąpienia prezydenta.

Niepokoje miały miejsce także w miastach na wybrzeżu, które jest popularnym celem turystycznym. Doszło do nich w mieście Susa na wschodzie kraju i w Bizercie na północy.

Według władz w zamieszkach zginęły dotychczas 23 osoby, według źródeł związkowych od grudnia zginęło 50 osób.

Społeczna rewolta wybuchła 17 grudnia po samospaleniu młodego Tunezyjczyka. 26-letni Mohamed Bouazizi podpalił się przed budynkiem rządowym w Sidi Bouzid na znak protestu przeciwko bezrobociu; policja skonfiskowała mu wózek z warzywami i owocami.

Niepokoje w Tunezji nie mają precedensu od czasu, gdy 23 lata temu władzę objął obecny prezydent Ben Ali.