Budowa "miasteczka nad Tamizą" na przedmieściach Szanghaju kosztowała 800 mln dolarów. Miasto do złudzenia przypomina angielski pierwowzór. Ulice mają angielskie nazwy, przez środek płynie sztuczna rzeka. Można tam nawet zobaczyć pomnika Harrego Pottera i Winstona Churchila.

Mieszkania gotowe są pomieścić 10 tys osób. Ale apartamenty w kilkukondygnacyjnych budynkach w stylu wiktoriańskim okazały się zbyt drogie - na zakup nie stać było typowego Chińczyka. Kupowali je więc głownie zamożni obywatele, którzy traktowali to jako lokatę kapitału. Niewielu zdecydowało się jednak na przeprowadzkę. Thames Town straszy pustkami. 

Stąd łatka "miasteczka widma", jaka przylgnęła do architektonicznego dziwadła w dzielnicy Songjiang.

Co ciekawe, miasteczko nad Tamizą to nie jedyna tego rodzaju "podróbka". Chińczycy mają już m.in. własną Wenecję, Paryż z kopią wieży Eiffla, a nawet Manhattan. Ich fascynacja Zachodem jest tak daleko posunięta, że w 2003 r., gdy zaczynała się modernizacja Pekinu przed olimpiadą, aż 70 proc. nowo oddanych domów zawierała europejskie, albo amerykańskie motywy architektoniczne.

W Pekinie siheyuany, stare chińskie domy z dziedzińcem, kupują i odnawiają wyłącznie obcokrajowcy lub Chińczycy z Hongkongu czy Singapuru.