Na wierzchołku stanęli: 57-letni Leszek Cichy, 48-letni Ryszard Rusinek, 44-letni Marek Kamiński, 42-letni Mirosław Polowiec i 25-letni student Uniwersytetu Jagiellońskiego Tomasz Walkiewicz.

Pierwsza w historii polska wyprawa na Lodową Górę "HiFlyer Polar Ice Expedition 2008", pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu, zaczęła się jak w filmach Hitchcocka, od trzęsienia ziemi, które z końcem maja nawiedziło Islandię.

"Jak się tak rozpoczęła, to musi dobrze się skończyć" - ocenił zdobywca Korony Ziemi Leszek Cichy po wylądowaniu w Reykjaviku.

Posłuchaj relacji Leszka Cichego (www.lodowagora.pl)

Leszek Cichy nie ukrywał dramatycznej sytuacji. "Zagrożeniem był brak widoczności. Nie mieliśmy punktu odniesienia, czy to jest metr czy 50 metrów. Do tego wiał silny wiatr, a śnieg zasypywał ślady. Nie było dyskusji. Choć szczyt był niemalże na wyciągnięcie dłoni, z wysokości 3420 m zaczęliśmy odwrót".

Jednak początek wspinaczki był dramatyczny. Marek Kamiński, jedyny człowiek na świecie, któremu udało się w jednym roku (1995) dojść samodzielnie do dwóch biegunów Ziemi, po dotarciu do bazy dziękował Bogu za szczęśliwe zejście: "Dobrze, że żyjemy". Pytany o warunki atmosferyczne w jakich odbywał się odwrót, przyznał, że "śmierć zajrzała w oczy". Jak dodał, dla niego trudność była tym większa, że od 10 lat raków nie miał na nogach.

Posłuchaj relacji Marka Kamińskiego (www.lodowagora.pl)

Ryszard Rusinek, który jesienią 2007 roku podczas wyprawy kierowanej przez Ryszarda Pawłowskiego na szóstą górę świata pod względem wysokości Cho-Oyu (8201 m) przeżył podobne warunki, wspomniał, że przy pierwszej próbie wejścia na Lodową Górę zabrakło około godziny.

"Wiedzieliśmy, że zbliża się załamanie pogody, ale liczyliśmy na krótszy czas wspinaczki. Przeliczyliśmy się i trzeba było uciekać przed śmiercią, zwłaszcza, że do bazy mieliśmy minimum pięć godzin marszu" - dodał Rusinek.

Mimo że Gunnbjorns Fjeld nie jest wysoką górą, to jednak na jej szczycie stanęło dotychczas niewiele osób, niespełna czterdzieści. Leszek Cichy podkreślił, że nie wysokość, a warunki atmosferyczne decydują o powodzeniu.