Tu niebo styka się z ziemią

Como. Miejscowość w północnych Włoszech, z ogromnym jeziorem i majestatycznymi Alpami, stromo wynurzającymi się z jego toni. Tuż obok jest już Szwajcaria. Przejmujący krajobraz, który pokochali wielcy tego świata. Mekka milionerów i wielbicieli piękna natury. Tu pochowano wynalazcę baterii Aleksandra Voltę. Tu medytowali obaj Piliniusze, a luksusową rezydencję posiada w pobliżu George Clooney. Raj pod palmami, spod których zielonych gałęzi widać ośnieżone szczyty gór.

Najgłębsze jezioro Europy

Samo miasto zachwyca dbałością o każdy skrawek zieleni oraz doskonale zagospodarowanymi brzegami pełnymi wszechobecnych przystani i kawiarenek. Włoskie specjały, jak na przykład Gnocchi (rodzaj drobnych kopytek w sosie pomidorowym, posypanych startym Parmezanem), popite poleconym przez kelnera winem, smakuje w tej scenerii wprost wybornie. Bardzo wyraźnie zresztą widać tu działanie zasady: „im bliżej jeziora, tym drożej”. Ceny za taką samą pizzę w restauracji na promenadzie, w porównaniu do ceny w nieco odleglejszym (o 50 – 100 m) zakątku nie posiadającym odpowiedniego widoku, mogą się różnić nawet o kilka euro. Napiwki, w standardowej wysokości 12 procent, z reguły wliczone są w rachunek.

Radość dla oczu

Dla zainteresowanych nie zabraknie również starszych, w tym również zabytkowych budowli. Niezwykłe wrażenie robi katedra Duomo Di Como, czy klasycystyczna rotunda Tempio Voltiano, upamiętniająca znanego na całym świecie naukowca. Warto odnaleźć przypominającą budynki parlamentarne Villę Olmo oraz Broletto - Stary Ratusz. Spragnieni silniejszych wrażeń i jeszcze bardziej efektownych widoków, mają do dyspozycji wodnosamoloty, które można wynająć samodzielnie lub z pilotem. To jednak jeszcze nie koniec.

Alpy

Szczyty pokryte są śniegiem do późnej wiosny, przez większą cześć roku umożliwiając jazdę na nartach. Od początku pobytu w okolicy nie można oprzeć się wrażeniu, iż przepotężne góry kończą się dopiero w niebie. Odczucie to zdaje się nasilać, gdy ich wierzchołki zaczynają obmywać chmury. Widać to znacznie lepiej, gdy podróżny zdecyduje się przemierzyć drogę do odległego o ok. 30 km Bellagio, znajdujące się na wierzchołku wspomnianego „Y”.

Od czasu do czasu napotykamy na tunel i placyk widokowy na górskim występie, na którym można przystanąć by podziwiać okolicę. W jednym z takich miejsc, na skalnej półce, zorganizowano niewielki cmentarzyk wraz z przylegającą kapliczką. Co ciekawe, wzdłuż drogi wyrosła ogromna ilość domów, osad i punktów gastronomicznych, do których dostawcy podjeżdżają po mrożących krew w żyłach, niemal 45 stopniowych podjazdach.

Wracając, nigdy nie wiadomo na pewno, dokąd zaprowadzą nas bardzo wąskie, starannie wybrukowane uliczki Bellagio. Nie powinno jednak dziwić, gdy w drodze do sklepu sprzedającego markę „Gucci”, o nogi otrze się nam najprawdziwszy perski kot, wolny niczym pospolity polski dachowiec.

Kończąc wizytę w Bellagio, koniecznie należy skierować się drogą na Mediolan. Gdy mamy pewność, że wiodąca ciągle pod górę asfaltowa serpentyna już się kończy, zaskakiwani jesteśmy kolejną, stromo wznoszącą się drogą. Zawroty głowy są niemal gwarantowane, zwłaszcza, że co jakiś czas spadające wraz z wysokością ciśnienie, daje o sobie znać w postaci charakterystycznych stuków w uszach.