Marcie Białek, lektorce j. angielskiego z Warszawy, w tradycyjnych formach sprzedaży ofert turystycznych, zawsze najbardziej doskwierał brak możliwości zweryfikowania reklamowych zapewnień o wspaniałości propozycji.

"To i tak zawsze było kupowanie kota w worku. Bo od sprzedawcy nie sposób się było dowiedzieć, jaka jest rzeczywista jakość oferty. Wszystko było <świetne> i zawsze <klienci bardzo sobie chwalili ten hotel>" - tłumaczy Marta Białek. Dla niej więc zbawieniem okazał się rozwój portali e-turystycznych.

"Nie chodzi tylko o to, że na takich Wakacjach.pl można znaleźć znacznie bardziej szczegółowe oferty. Że od razu można obejrzeć kilka-, kilkanaście zdjęć hotelu wykraczających poza katalogową laseczkę z drinkiem z palemką i przeskoczyć linkiem na jego stronę. Tam po prostu są prawdziwe opinie klientów - i naprawdę nie zawsze pochlebne!" - dziwi się Marta Białek.

Jej zdziwienie może wydawać się zrozumiałe. Bo na pozór cóż to za interes pozwalać na krytykowanie oferty na stronie internetowej sprzedawcy? "Nie kupujcie wycieczek u rezydenta - to jakiś przekręt ponieważ, gdy uzbiera się grupa, to np. Meteory kosztują ok. 100 euro, a jak nie to poniżej 15 osób 140 euro, choć katalog podaje 100" - tego typu wpis można na przykład znaleźć na Wakacjach.pl w dziale "wspomnienia" dotyczącym pewnej oferty w Grecji. Czyżby samobójstwo ze strony portalu?

Absolutnie nie. Bo to właśnie możliwość szczegółowego zbadania propozycji wyjazdu, długiego śledztwa, czy aby na pewno oferta jest warta zainteresowania, to właśnie jeden z podstawowych atutów e-turystyki. I jedna z podstawowych przyczyn, dla której klienci skłaniają się ku tej formie sprzedaży ofert.

Normą są więc na portalach e-turystycznych specjalne działy, w których turyści sami oceniają ofertę. Przy tym zaś zamieszczają mnóstwo przydatnych informacji o otoczeniu, których nie znajdziemy w żadnym przewodniku. To właśnie z takich wpisów dowiemy się w którym z sycylijskich hoteli ktoś z obsługi mówi po polsku, na której ulicy w Kairze zdołamy kupić coś więcej niż typowy chłam dla turystów, wreszcie które z knajpek na wyspie Hrvat są godne polecenia.

"Ja na tym zresztą nie poprzestaję" - mówi Paweł Knapik, wrocławski freelancer z branży reklamowej. "Od razu klikam link z lokalizacją hotelu, co przekierowuje mnie na widok satelitarny Google Maps. Nie dość, że przyjrzę się okolicom, zobaczę ile naprawdę jest metrów do plaży i czy czasem nie jest od tego hotelu bliżej do autostrady, to jeszcze mam do wyboru mnóstwo zdjęć zrobionych przez zwykłych ludzi i mnóstwo ich opinii. Nie będzie tam podkoloryzowanych obrazków rodzinnego szczęścia kupionego na tydzień za 2199, tylko prawda o miejscu, do którego się wybieram" - mówi Knapik.

Szczególną kategorią ocen są też rekomendacje doradców wakacyjnych pracujących dla danego portalu. Na ogół podpisują się oni pod nimi imieniem i nazwiskiem, więc można być w miarę pewnym, że jeśli już coś polecają, to wiedzą, co robią.

W miarę upływu czasu zaś, dzięki forom internetowym przypiętym do portali, stają się one źródłem coraz głębszej i coraz lepiej zweryfikowanej wiedzy o krajach, do których mamy zamiar się wybrać. I znów - także w tym zakresie - portale e-turystyczne mogą z powodzeniem konkurować z przewodnikami. Bo na forach znajdziemy wiedzę o tym, co zabrać do danego kraju, o jakich lekarstwach nie zapomnieć, jakie są ograniczenia w ruchu drogowym, ile kosztuje porcja krewetek i które z win warto wybrać w miejscowym sklepie.

Dlatego właśnie wizyta na takim portalu to nie tylko zakup turystycznego towaru, lecz także wstęp do prawdziwych przygotowań do wyprawy.