Historia TOPR sięga 1909 roku i wiąże się z nazwiskiem Mariusza Zaruskiego. Była to osoba nieprzeciętna, silnie związana i z morzem, i z górami. Do Zakopanego Zaruski przybył w 1907, by towarzyszyć swej żonie podczas jej pobytu zdrowotnego w tym mieście. Zachwycony Tatrami po pewnym czasie sam zaczął wytyczać nowe szlaki i szkolić przewodników górskich, którzy zasilili szeregi zorganizowanego przez niego pogotowia niosącego ratunek turystom w potrzebie.

Przez 5 lat był pierwszym naczelnikiem TOPR. Później, w czasie I wojny światowej, a następnie wojny polsko-bolszewickiej, służył ojczyźnie jako generał. Gdy nadeszły czasy pokoju, tym razem związał swój życiorys z żeglarstwem, organizując Yacht Club Polski oraz Ligę Morską i Rzeczną. Z jego inicjatywy zakupiono żaglowce szkoleniowe „Dar Pomorza” i „Zawiszę Czarnego”. Przez całe dwudziestolecie międzywojenne generał Zaruski był ikoną zarówno polskich żeglarzy, jak i taterników.

Ale wróćmy w góry. Nazwa szczytu, na który wyruszają taternicy – Dhaulagiri – oznacza w sanskrycie „Białą górę”. Należy do tzw. niskich ośmiotysięczników, czyli tych, które nie przekroczyły granicy 8,5 km. Główny z sześciu szczytów wznosi się na wysokość 8167 metrów n.p.m. Jest to jeden z najtrudniejszych szczytów Korony Himalajów i Karakorum. Został zdobyty dopiero w 1960 roku jako przedostatnia ze wszystkich ośmiotysięczników (ostatnia, Shisha Pangma, leży na terytorium Chin i ze względów politycznych przez całe lata była niedostępna dla himalaistów spoza tego kraju).

Nie będą to jednak pierwsi Polacy na Dhaulagiri. W pierwszej wyprawie, organizowanej przez Szwajcarów, brał udział polski taternik i ratownik TOPR Jerzy Hajdukiewicz. To właśnie jego osoba ma być łącznikiem między dawnymi sukcesami tatrzańskich ratowników a tegoroczną wyprawą ich młodszych kolegów.

Kierownikiem wyprawy jest Ryszard Gajewski, himalaista, który brał udział między innymi w historycznej, pierwszej zimowej wyprawie na Mount Everest w 1980 roku, a 4 lata później wraz z Maciejem Berbeką wszedł zimą na Manaslu (8156 m n.p.m.). Oprócz niego w podstawowym składzie będzie jeszcze 6 osób. Cała siódemka to ratownicy TOPR.

Uczestnicy wyprawy założą 3 obozy. Z ostatniego, leżącego na wysokości 7400, metrów będą prowadzone ataki bezpośrednio na wierzchołek góry. – Na szczyt będziemy wchodzić dwoma grupami. Jeden zespół zaatakuje drogą klasyczną, którą wchodzi większość wypraw na Dhaulagiri. Drugi będzie próbował dostać się na górę drogą japońską, zwaną też „drogą przez gruszkę”. Niestety będzie nas gonił czas. Chciałbym, żebyśmy zdążyli jeszcze przed majowymi opadami śniegu. W tym czasie jest on mokry i lepki, przez co ma tendencje do odkładania się. Jest to okres dużego zagrożenia lawinowego – opowiada Ryszard Gajewski.

Wspinaczka na Dhaulagiri jest uważana za trudniejszą niż na zadeptany przez turystów Mount Everest. Poza tym przez I połowę XIX wieku, ze względu na błędy pomiarowe, to właśnie ta góra była uważana za najwyższą na świecie. Tatrzańskim ratownikom życzymy, by zdobyli szczyt i wrócili w komplecie.