Od granicy do głównej miejscowości Tatr Wysokich, Tatrzańskiej Łomnicy, samochodem dojeżdża się w zaledwie pół godziny. Ponieważ jest jeszcze przed sezonem, a z wyjazdem wstrzymywaliśmy się do ostatniej chwili, nie zadbaliśmy o nocleg, bo - jak zapewnili nas często bywający tu przyjaciele - na miejscu bez problemu coś znajdziemy.

>>> Ważne informacje o Tatrach Wysokich

I rzeczywiście. Noclegów jest tu co niemiara, ale wzdłuż magistrali wiodącej kolejno przez Tatrianske Matliare, Tatrzańską Łomnicę oraz Stary i Nowy Smokowiec usadowiły się chyba wyłącznie dość drogie jak na naszą kieszeń penziony. Dlatego zbaczamy nieco w bok, do Nowej Leśnej, niewielkiej miejscowości, która - jak się później okazało - jest tanią (ok. 30 zł za nocleg) bazą wypadową dla wielu młodych ludzi wyruszających stąd na piesze poznawanie Tatr Wysokich.

Podniebny szczyt Łomnicy

Zrywamy się z samego rana, żeby jeszcze przed południem (ponoć potem widoczność bardzo się zmniejsza) wjechać na Łomnicę (2632 m n.p.m.), po Gerlachu drugi co do wielkości szczyt w Tatrach. Kolejka linowa na wierzchołek góry to bezapelacyjnie największa atrakcja turystyczna Tatrzańskiej Łomnicy. Wjazd odbywa się w dwóch turach: najpierw niewielkimi gondolkami do Skalnatego Plesa, potem 15-osobowymi na sam szczyt. Na tym drugim odcinku kolejka zawieszona jest na linie o długości 1867 metrów i bez żadnych wsporników pokonuje różnicę wzniesień 868 metrów.

Mieliśmy podwójne szczęście: po pierwsze bez problemu udało nam się zdobyć bilety (w sezonie bez wcześniejszej rezerwacji nie ma na to praktycznie żadnych szans), po drugie - trafiła nam się wyśmienita słoneczna pogoda prawie bez śladu chmur. Dzięki temu Łomnica zafundowała nam bajeczny widok na okoliczne szczyty (np. sąsiadujący Kieżmarski Szczyt), polskie niziny rozciągające się ponad Tatrami Bielańskimi, a w przeciwnym kierunku - niemal jedną piątą terytorium Słowacji. Wszystko to można tu oglądać, chodząc po wytyczonych chodnikach chronionych barierkami, a na koniec, sycąc zmysły wyśmienitymi trunkami w kawiarni Dedo.

>>> Ważne informacje o Tatrach Wysokich

Na Łomnicy jest też stacja meteorologiczna, najwyżej położone na Słowacji miejsce pracy. W latach pięćdziesiątych XX wieku dobudowano do niej stację astronomiczną dla pracowników Laboratorium Fizyki Promieniowania Kosmicznego oraz Zakładu Astronomii Słowackiej Akademii Naukowej.

Parene buchty po słowacku

Po ok. 35 minutach sycenia oczu tatrzańską panoramą zjeżdżamy do Skalnatego Plesa. Na chwilę zatrzymujemy się przy obserwatorium astronomicznym, a potem, zamiast pojechać dalej do Tatrzańskiej Łomnicy, ruszamy czerwonym szlakiem w dół, w kierunku Hrebienoka. Po drodze mijamy Łomnickie Schronisko (w środku znajdują się fotografie i plakaty z Laco Kulangiem, długoletnim gospodarzem schroniska, który wielokrotnie bił rekordy wielkości ładunków wniesionych na plecach do wysokogórskich schronisk), a następnie, po około godzinie łagodnego schodzenia, mijając po drodze walące głośno wodospady, docieramy wreszcie do Zamkowskiego Chaty, wybudowanej w latach 40. ubiegłego wieku przez Stafana Zamkowskiego, znanego węgierskiego taternika.

Ruch jak na Marszałkowskiej. Mamy wrażenie, że ściągają tu całe rzesze zmęczonych wędrówką i wygłodniałych piechurów. Mimo to bajkowy wygląd schroniska i pyszne zapachy skutecznie zachęcają nas do zasiądnięcia w cieniu drzew, niedaleko szemrzącego potoku.

>>> Ważne informacje o Tatrach Wysokich

Zamawiamy przepyszny kapuśniak i czosnkową, a na deser fundujemy sobie niebiańsko pyszne parene buchty (rodzaj pampuchów z sosem owocowym, bitą śmietaną i czekoladą) i delektujemy się wolnością. Bo z tym właśnie kojarzy mi się Słowacja. Chociaż tak blisko stąd do Polski i w pewnym sensie wszystko jest tu podobne, np. jedzenie, ludzie czy język, to z drugiej strony w cudowny sposób można oderwać się od codziennej rzeczywistości i poczuć jak na końcu świata. Bliskość Słowacji sprawia, że czuliśmy się tu niesamowicie bezpiecznie i swojsko, ale też obco, to w końcu inny kraj, w którym - jeśli chcesz się dogadać, zrobisz to bez problemu, a jeśli nie, wystarczy nie wsłuchiwać się w rozmowy innych ludzi i być pewnym, że oni też nie będą wiedzieli, o czym mówimy. Bardzo wygodny układ.

Pod mistrzowską skocznią

Pieszą wędrówkę kończymy na Hrebienoku. Tu wsiadamy w nowoczesną naziemną kolejkę, która dowozi nas do Starego Smokowca. Podobnie jak Tatrzańska Łomnica robi on wrażenie niemalże alpejskiego kurortu. Pełno tu bogato zdobionych budynków, obecnie wykorzystywanych na kameralne, luksusowo wyglądające pensjonaty. Jest też Grandhotel, który od wybudowania w 1904 r. prawie nic nie stracił ze swojego blasku.

Wsiadamy w samochód i jedziemy kilkanaście kilometrów na zachód, do Szczyrbskiego Jeziora. To najwyżej położona (na wysokości 1315 -- 1385 m n.p.m.) tatrzańska osada, która usadowiła się nad malowniczym, drugim co do wielkości jeziorem w słowackich Tatrach o tej samej nazwie. Lodowata woda (6 st. C) prawie nigdy nie nagrzewa się powyżej 15 st. C, trudno więc spotkać tu miłośników pływania. Można natomiast wypożyczyć łódkę wiosłową. Już po chwili jesteśmy na środku akwenu.

>>> Ważne informacje o Tatrach Wysokich

Rozciąga się stąd widok na najładniejszą część osady, stylowe sanatoria z przełomu XIX i XX w. położone przy południowym brzegu i wielką, nieczynną już skocznię narciarską, którą wybudowano z okazji mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w 1970 r. Dziś organizowane są tu skoki bungee. Całość otacza las świerkowy, mocno przetrzebiony przez huragan sprzed pięciu lat. Mimo to nie brakuje chętnych do spacerów wokół jeziora. Do niezbyt forsownych należy chociażby wycieczka do Popradskiego Stawu, przy którym działa schronisko Chata kpt. Morawku. Inna trasa, żółtym szlakiem, prowadzi do malowniczego wodospadu Skok. Aż żal bierze, że na wszystko zabrakło czasu. Na szczęście Słowacja jest tylko rzut beretem od Polski.