Tunezyjski Douz nazwano bramą pustyni, stąd wyruszają wycieczki na Saharę, najczęściej są to krótkie przejażdżki, turyści dostają pasiaste stroje i chusty, wsiadają na wielbłądy, robią kilka okrążeń, w ruch wchodzą kamery i aparaty. Po kilku minutach koniec przygody. Następna grupa, następna przejażdżka, następne fotki. Dziś prawdziwych karawan już nie ma.

Wyruszam na całodzienną wędrówkę ze starym berberyjskim przewodnikiem. Suniemy powoli, wokół tylko piach unoszony przez lekkie podmuchy wiatru. Fantazyjne wydmy zaskakują różnorodnością, ich kształty formuje wiatr - raz je wygładzając, innym razem fałdując, tworząc delikatne albo wyniosłe fale na oceanie piachu. Kolory też się zmieniają, jaskrawożółty przechodzi w szary, czerwony, beżowy.

Za kolejną wydmą krajobraz staje się surowszy, a miękki piach zamienia się w twardą przeoraną bruzdami skorupę. Gdzieniegdzie kępka traw i żarnowce przypominają, że niegdyś rozciągała się tu sawanna, na której żyły słonie i żyrafy, dziś ich miejsce zajmują skorpiony i gazele. Na horyzoncie kilka drzew palmowych. Życiodajna woda ze strumienia czyni cuda na pustyni.

Zatrzymujemy się przy trawach, które są obiadem dla naszych wielbłądów. Starzec wysypuje mąkę, dodaje do niej odrobinę wody z butelki, wyrabia ciasto, przysypuje je żarem z małego ogniska. Po chwili podaje mi pachnący i chrupki placek. Smakuje wybornie! Potem czas na gorącą miętową herbatę. Tylko taka dodaje sił i jak wierzą ludzie pustyni - strzeże przed chorobami. Berber kładzie w cieniu krzaka kolorowy dywanik i ustawia na nim pięknie zdobione wysokie szklaneczki. Picie herbaty to ceremoniał i czas uświęcony.

Powozem do pałacu

Tozeur jest dużym miastem z plątaniną ruchliwych ulic, sporym bazarem i XIV- wieczną mediną. Wąskie uliczki połączone ze sobą grubymi sklepieniami w kolorze ochry, placyki, patia, korytarze, misterne zaułki zachwycają fasadami o koronkowej strukturze. To prawdziwy majstersztyk. Za kolejnym zakrętem - jak w labiryncie - wchodzi się w bramę meczetu, ślepą uliczkę albo do... prywatnego mieszkania.


Średniowiecznym budowniczym nie brakowało talentu w tworzeniu geometrycznych wzorów, zagłębień, okienek, łuków. Ceglane ornamenty służą do dziś jako wzór dla miejscowych tkaczy dywanów i gobelinów. Można je kupić na rogatkach mediny.

Główną ulicą miasta dochodzi się do ślicznej oazy w dolinie kamiennych wąwozów. Widać stąd morze palm - rośnie ich tu ponoć ćwierć miliona! Tutejsze daktyle "świetliste palce" słyną z wyjątkowego smaku, są delikatne i przezroczyste, tak nasączone cukrem, że przebijają światło słoneczne. W sąsiedztwie palm dojrzewają pomarańcze, figi, granaty, cytryny, winogrona, melony, arbuzy i warzywa. Dzięki systemowi nawadniania tu, u bram Sahary, rozciągają się połacie bujnej roślinności.

Przy gaju palmowym znajduje się postój konnych powozów caleche. Tym oryginalnym pojazdem docieram do muzeum Dar Asz Szarait, w którym zgromadzono zabytkowe meble, biżuterię, broń, stroje. Ta ogromna orientalna budowla pośród egzotycznej roślinności przywodzi na myśl pałac z 1001 i jednej nocy: wspaniałe dekoracje, woskowe sceny z życia dawnej Tunezji, mnóstwo eksponatów, wieczorne pokazy światło i dźwięk, edukacyjna ścieżka w kilku językach, a nawet sala strachów.

Po takich emocjach przyda się wizyta w tutejszej restauracji. Olśniewa wystrojem: czerwone sofy, kolorowe poduchy, ciężkie kotary, srebrna zastawa, fajki wodne. W tak wytwornym wnętrzu podają pyszny kuskus i wyjątkowo mocny ziołowy likier Thibarine.

Wodospad w oazie

Nefta to centrum religijne i pielgrzymkowe południa z meczetami i grobami świętych mężów-marabutów. U wrót 800-hektarowej oazy stoi grobowiec Sidi Abu Alego, założyciela jednego z bractw sufizmu (mistyczny nurt islamu). On również rozpoczął uprawę daktyli w tym regionie. Rajski widok rozpościera się z wyżyny na słynny corbeille (koszyk)- kolistą nieckę porośniętą palmami.


Stąd wyboistą drogą docieram landroverem do malowniczych oaz przy granicy z Algierią. Zachwyca Chebika z gęstym gajem palmowym i urokliwym wąwozem przeciętym zimnym potokiem. Na wilgotnych kamieniach widać ślady skorupiaków i muszli, miliony lat temu było tu morze. Ze szczytu roztacza się widok na wąwóz i ruiny wyludnionej wioski. Silna ulewa 40 lat temu zniszczyła ją, mieszkańcy opuścili swe gliniane domki, które dziś stanowią o niepowtarzalnym uroku tego miejsca. Ślady podobnej osady znajdują się też w Tamerzie.

Spalone słońcem góry, kanion, przylepione do skał malownicze ruiny opuszczonej wioski, piękna oaza z tryskającym wodospadem i nawiązujący do berberskiej architektury, wkomponowany w otoczenie hotel Tamerza Palace. Na końcu drogi jest jeszcze jedna oaza Mides, której ogromne ściany skalne wyżłobiła okresowa rzeczka. Nad wąwozem pochylają się palmy, jakby chciały dotknąć jego dna.

Z górniczego miasteczka Metlaoui (wydobycie fosforów) kursuje zabytkowy pociąg Lezard Rouge- Czerwona Jaszczurka. Pochodzi z lat 20. ubiegłego wieku, niegdyś należał do beja z Tunisu, ma piękny stylowy wystrój. Trasa prowadzi przez wyżłobione w skałach tunele, oazy, misterne wąwozy i urwiska dochodzące do 150 metrów po obu stronach. Ich ściany czasem niemal dotykają wagonu.

Przez słone jezioro

Z Tozeur jadę na południe do Kebili wieloosobową taksówką - louage, pamiętającą chyba czasy francuskich kolonizatorów. Kierowca czeka aż zbierze się komplet pasażerów - sześć osób i dopiero wtedy wyrusza. Przezornie trzymam mocno klamkę, bo mam wrażenie ze za chwilę odlecą drzwi. Po chwili zatrzymujemy się, bo nadeszła pora modlitwy.

Mężczyźni obmywają dłonie wodą z butelki, przyklękają w kierunku wschodu i pochylają się monotonnie powtarzając słowa sury. Stoję z boku urzeczona tym widokiem. Takich scen w zeuropeizowanej i skomercjalizowanej Tunezji jest coraz mniej. Tu, na południu kraju czas płynie wolniej, a życie biegnie jak za dawnych czasów, jego rytm odmierzają modlitwy, których porę wyznacza położenie słońca.


Ruszamy w dalszą drogę po grobli przedzielającej największe na Saharze słone jezioro - Chott El Jerid. Woda zalewa nieckę tylko po deszczu, w suche dni wypełnia ją bagniste błoto z nalotem solnym i grubymi płytami solnymi. Obrazy drgają, fatamorgana jest na porządku dziennym. Przy spękanej gliniastej ziemi rozłożono kramy z dywanikami, mosiężnymi naczyniami i z tutejszym wytworem natury - różami pustyni. Ukształtowane przez piasek kryształki z wapnia i soli przybierają niepowtarzalne formy, są często nabywaną przez turystów pamiątką.

W Kebili przesiadka do następnej starej toyoty i wśród suchych bezdroży jazda do Gabes. Pustynia sąsiaduje tu z morzem, a właściwie z jego zatoką, która obfituje w tuńczyki, krewetki i sardynki. Miasteczko słynie z uprawianej tu powszechnie henny. Z pobliskiego wzniesienia roztacza się widok na rozległą oazę z tysiącami palm nad brzegiem morza.

Piaszczysta ścieżka za hotelem Chenini Club prowadzi w głąb gaju palmowego. Z kolejnej oazy El Hamma wracam autostopem: wozem konnym, woźnica popędza konia batem i okrzykami: "Baramszi" (naprzód). Ależ zwariowana jazda! Zdążę na ostatni autobus do Matmaty.

W wiosce troglodytów

Tak określił Matmatę grecki historyk Herodot prawie 2500 lat temu. Region słynie z domostw głęboko wydrążonych w miękkiej skale. Wieczorem, gdy już nie ma wycieczkowiczów, w spokoju można podziwiać urodę tego miejsca. Ogołocone wzniesienia o obłych kształtach i sąsiadujące z nimi doliny podziurawione są wgłębieniami, wyglądającymi jak kratery. Jeden z nich to muzeum, w innych mieszczą się sklepiki, ale większość zamieszkała jest przez rodziny berberyjskie.

Spoglądając z wysokości kilku metrów na podziemne domostwa można zobaczyć kobiety mielące ziarno w starych, tradycyjnych żarnach i tkające kolorowe sukna. To nie jest skansen. Do pomieszczeń prowadzą schodki, korytarze i tunele. Z dziedzińca wchodzi się do sypialni, jadalni, spichlerza i pomieszczenia dla zwierząt. Takie jaskiniowe mieszkania mają naturalną klimatyzację, w lecie dają ochłodę, zimą utrzymują ciepło.

Oglądając tzw. domy troglodytów w tym iście księżycowym krajobrazie rozumiem dlaczego George Lucas wybrał tutejsze okolice do realizacji "Gwiezdnych wojen". Pamiątek po tym słynnym filmie jest sporo na południu Tunezji, w kilku zostały makiety stanowiące dziś nie lada atrakcję turystyczną. Kinomani znajdą tu również plenery, w których nagrywano "Jezusa z Nazaretu" , "Poszukiwaczy zaginionej arki" i "Angielskiego pacjenta", a także przedwojenny "Głos pustyni" z Eugeniuszem Bodo jako szejkiem Abdullahem.

Nocuję w wydrążonym w skale hotelu, jak na jaskinię panują tu dobre warunki, padam ze zmęczenia i nie pamiętam, czy śniłam gwiezdne wojny.


Jak dotrzeć
Najtaniej i najszybciej samolotem czarterowym do Tunisu lub Monastiru. Stąd autobusy (np. Monastir- Douz- ok. 20 DT) i pociągi (np. Tunis- Gabes- ok. 18 DT). Z lotniska w Tunisie kilka samolotów dziennie do Tozeur, przelot trwa godzinę i kosztuje 50 euro. Warto kupić pakiet (samolot, transfery, hotel z wyżywieniem np. w Monastirze lub na Dżerbie) w biurze podróży z późniejszym biletem powrotnym aby móc na miejscu zorganizować tydzień lub dwa na Saharze.

Podróż po pustyni
Autobusy i nieco tańsze louage, np.: Douz-Tozeur- 6 DT, Tozeur- Kebili- 5 DT.

Pociąg Lezard Rouge kursuje na trasie Metlaoui- Selja- Metlaoui (całość trasy 1godz. 45 min, można wybrać jedną drogę- ok. 10 euro)

Wycieczka bryczką po oazie- 5 DT

Godzinna przejażdżka na wielbłądzie- 5-25 DT (w zależności od miejsca i zdolności targowania się)

Całodzienna wędrówka z noclegiem w namiocie + kolacja przy ognisku- 30 DT

W Tozeur, Gabes i Sfax- wypożyczalnie samochodów zarówno znanych sieci, jak i lokalne. Wynajęcie na dobę samochodu 4x4 z ac-od 250 DT.

Wypożyczenie quada (1 godz.)- 50 DT

Wycieczka jeepem do oaz górskich- 30 DT

Godzinny lot balonem nad pustynią- 80 DT.

Gdzie spać
Luksusowe hotele, np.:

Palm Beach, Dar Chraiet, Tamerza Palace- od 240 DT/pokój

Średniej klasy,np.: Continental, Yadis Oasis- od 48 DT

Skromne i najtańsze: Aicha, Essaada, Splendid, El Habib- od 5 DT.

Safari zorganizowane
Lokalne biura podróży w kurortach organizują krótkie (2 lub 3 dni) zwiedzanie południa: ruiny El Jem, Tozeur, górskie oazy- ok. 145 DT.

Biura wyspecjalizowane organizują wielodniowe safari, np. tygodniowe (codziennie maks. 30 km) z wyżywieniem przygotowywanym pustyni i noclegami w namiotach -- ok. 650 DT.

Kiedy przyjechać
Sezon trwa tu cały rok ale najprzyjemniej podróżuje się po Saharze wiosną i zimą. W lipcu i sierpniu temperatury przewyższają 40 st. C.