Z nurtem nigdy nie kończącej się przygody
Oto opowieść o polskich zdobywcach naszych czasów, którzy samotnie lub w zespołach stawili czoła potędze natury: żeglarzu Leonidzie Telidze, polarniku Marku Kamińskim oraz kajakarzu Piotrze Chmielińskim. Przypominamy, że do 20 października wybieramy najlepszą polską wyprawę XX wieku.
- Wybierz najlepszą polską wyprawę
- To było dwudziestolecie polskich odkrywców
- Polaków zawsze gnało w Himalaje
- Henry Rollins o genie wojownika na National Geographic
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 5°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Czas na trzecią i ostatnią część cyklu, opisującego niezwykłe podróże nominowane do finału konkursu Polskie Złote Wyprawy XX wieku, odbywającego się w ramach 11. Explorers Festival. Zwycięzcę tej niecodziennej rywalizacji poznamy w listopadzie, w trakcie samego festiwalu.
>>> Tutaj możesz zagłosować na najlepszą polską wyprawę
Bezkresne oceany, wzburzone rzeki i lodowe pustkowia od wieków rozpalały wyobraźnię odkrywców, także w XX stuleciu. Nie zabrakło wśród nich Polaków. Każdy z wymienionych na swój własny sposób zmierzył się z bezwzględnym żywiołem, jednak wszyscy udowodnili, że bez względu na przeciwności losu warto realizować marzenia i dokonywać rzeczy niezwykłych.
Życie jako wyzwanie
"Nie marnować czasu, nie czekać" - tak powiedział kiedyś Leonid Teliga, próbując w kilku słowach określić sens życia. On sam z pewnością nie zmarnował swojego czasu. Któregoś dnia postanowił, że zbuduje jacht pełnomorski, nazwie go "Opty" (tak jak "optymizm") i samotnie opłynie kule ziemską.
Jak postanowił, tak zrobił. Kapitan i jednocześnie jedyny członek załogi 25 stycznia 1967 r. wyruszył z Casablanki na zachód w trwającą dwa lata i 13 dni włóczęgę przez morza i oceany. Wyspy Kanaryjskie, Barbados, Galapagos, Tahiti… W trakcie swej podróży odważny żeglarz odwiedził najbardziej odległe od Europy porty na Ziemi. Kiedy okazało się, że nie otrzyma wizy wjazdowej do Australii, zdecydował się na rejs bezpośrednio do Casablanki. To 15,5 tys. mil morskich (prawie 25 tys. km) nieustającej żeglugi pośród zdradliwych prądów i nieprzewidywalnej pogody.
Podróż Teligi była walką nie tylko z żywiołem. Wyruszając w swój wielki rejs, żeglarz prawdopodobnie cierpiał już na rozwijającą się chorobę nowotworową. Gdy zbliżał się do Nowej Gwinei, przyszedł nagły szkwał a rozhuśtany bom uderzył Teligę w podbrzusze, co dodatkowo pogorszyło stan jego zdrowia. W trakcie przejścia przez Cieśninę Torresa okazało się, że płynie złym kursem. Podczas awaryjnego kotwiczenia omal nie wypadł za burtę. Pomimo tych trudności Teliga opłynął Przylądek Dobrej Nadziei i wydostał się na Atlantyk.
...czytaj dalej








































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!