Szczyrk, położony w dolinie między grzbietami Magury, Klimczoka, Kotarza i Skrzycznego, niemal w oczach staje się kurortem z prawdziwego zdarzenia. Jest czysty, zadbany i spokojny. Mnóstwo tu pensjonatów, hoteli, kwater z miejscami noclegowymi na każdą kieszeń i potrzeby. Przy ulicy Beskidzkiej, głównym deptaku, pełno restauracji i kawiarni. Wzdłuż rzeczki Żylicy ciągnie się trakt spacerowy z ławeczkami, piaskownicami, sprzętami do zabaw. A nieopodal dwóch igielitowych skoczni na zboczach góry Skalite, gdzie skakał Małysz, mamy kompleks sportowy z boiskami, kortami, bieżniami i basenem.

Można zostać w Szczyrku i góry oglądać z daleka, spędzając czas w klubach, dyskotekach, salonach masażu i odnowy, w jacuzzi, na rowerze, wreszcie spacerując i zwiedzając – na przykład drewniany kościół parafialny z końca XVIII w., murowane kaplice i przydrożne figury kamienne.

Unieść się w ciszę

Ale jeśli ktoś naprawdę kocha góry, to ma je przecież w zasięgu ręki. Z głównego deptaka wychodzi się wprost na porośnięty świerkowym lasem szlak. Wędrują nim zarówno kilkulatki z rodzicami, jak i emeryci.

Ze Szczyrku prowadzą szlaki piesze różnej długości i o rozmaitym stopniu trudności. Jeden z najpopularniejszych wiedzie przez Skrzyczne (1257 m npm). Można się tam dostać na dwa sposoby. Pierwszy to droga pieszo, szlakiem zielonym lub niebieskim (2 godz. 15 min.). Wyzwanie dla początkujących: spora stromizna, skały, kamienie, korzenie – nazajutrz mogą boleć mięśnie. Konieczne mocne buty, peleryna i butelka wody.

Drugi sposób to wyciąg krzesełkowy. Tu też gwarantowane przeżycia. Gdy unosimy się, uliczny gwar stopniowo milknie, a my zanurzamy się w leśnej ciszy. Nasze stopy muskają gałęzie świerków. Pół godziny prawdziwego relaksu. Przy przesiadce na Hali Jaworzyna można dalej pójść pieszo – to godzinny spacer-wspinaczka.

A na szczycie rozkosz dla oczu: przepiękna panorama Beskidu Śląskiego i Żywieckiego. Widać stąd miasto Żywiec i Jezioro Żywieckie, Babią Górę, a gdy pogoda dobra, to nawet Tatry. Ze szczytu zlatują lotniarze, wypełniając wiatrem kolorowe czasze swych pojazdów.

My idziemy w prawo zielonym szlakiem, na dwugodzinną wycieczkę przez Małe Skrzyczne, na Malinowską Skałę i z powrotem. Droga to łatwa, biegnie łagodnie przez las, w sezonie pełen jagód. Tylko przed samym szczytem Malinowskiej natrafiamy dość ostre, kamieniste podejście. Potem już można odpocząć na skalnych stopniach wieńczącego górę ogromnego głazu.


Trasy dla ambitnych

Inna trasa to szlak zielony, prowadzący ulicą Górską, potem przez Biłą i przełęcz Siodło na Klimczok. Czas: dwie godziny. Droga prowadzi pod górę, a przed szczytem spotka nas dość długie podejście po kamieniach. Można się zmęczyć. Ale za to niemal cały czas widać panoramę Szczyrku i górującego nam nim Skrzycznego.

Ambitniejszy cel to Barania Góra. Wyciągiem można dostać się na Skrzyczne i stamtąd ruszyć w trzygodzinną trasę na szczyt Baraniej. Droga nietrudna, ale sporo na niej wzniesień i spadków. Na szczycie nagroda: wieża widokowa, a z niej panorama Beskidu Śląskiego z Tatrami w oddali.

Zejście wzdłuż Czarnej lub Białej Wisełki – tak czy tak, jest to fantastyczny spacer wśród stuletniego lasu i potężniejącego szumu górskiego potoku, który niżej staje się Wisłą. Dochodzimy do miasta Wisła i stamtąd autobusem do Szczyrku.

Warto jest zrobić jeszcze jedną wyprawę na ten szczyt – trasą odwrotną, wiodącą wzdłuż Czarnej albo Białej Wisełki. Czarna ma 9 km, Biała 6 km, ale każda trasa zajmie ok. 8 godz. i dla osób nie wprawionych w chodzeniu po górach może być męcząca. Znaczna część drogi prowadzi po kamieniach lub wystających korzeniach, trzeba więc pamiętać o mocnym obuwiu. I oczywiście o napojach – zwłaszcza w ciepły dzień.

Wzdłuż Czarnej Wisełki

By przebyć pierwszą z tras, jedziemy z Wisły ul. Wyzwolenia na Szczyrk. Mijamy zaporę i Jezioro Czerniańskie, gdzie spotykają się obie Wisełki i skręcamy w prawo w ul. Czarne. Po lewej siedziba Leśnictwa Czarne, obok niestrzeżony parking. Można tu też dojechać autobusem.

Od parkingu wiedzie czarny szlak – jest wygodną asfaltową drogą biegnącą lekko pod górę. Po prawej w skalnym korycie szumi Czarna Wisełka. Tablica informacyjna głosi, że do schroniska PTTK na Przysłopie idzie się stąd godzinę i 45 minut.


Wędrujemy wśród świerkowego drzewostanu, liczącego grubo ponad sto lat. Miejscami są to potężne buki i jodły. Uważny obserwator z pewnością dostrzeże wypływające wprost spomiędzy warstw skalnych źródełko, tzw. wykap. Odbijająca w prawo droga wiedzie wzdłuż ponadkilometrowego potoku Ciepła, który podobno nie zamarza nawet w największe mrozy.

Po półtorej godzinie wędrówki mamy dwie możliwości: albo dalej asfaltem, albo żegnamy Czarną Wisełkę i skręcamy w lewo na ścieżkę wiodącą w górę po skałach. To dość forsowne podejście, ale po 10 minutach dotrzemy do schroniska. Dwieście metrów przed nim stoi budynek leśniczówki, liczący sobie równo 140 lat. Był miejscem noclegowym dla myśliwych polujących na głuszce. Możemy tu obejrzeć okazy roślin i zwierząt z okolicznych lasów oraz dawną kancelarię leśniczego.

W schronisku na Polanie Przysłopiańskiej można zjeść pyszną kwaśnicę oraz przybić na mapie pieczątkę z widoczkiem gór. Obok schroniska mieści się muzeum turystyki. Z polany kolejny wspaniały widok na Beskid Śląski.

A potem już prosto na szczyt Baraniej, szlakiem czerwonym po skałkach, kamieniach lub splątanych korzeniach. Zajmie to 1 godz. 15 min. Może być męczące. Ale po kilkudziesięciu minutach trudu szlak lekko skręca w lewo i pozostaje nam już tylko kilkaset metrów, prosto jak strzelił, na szczyt. Teraz nogi niosą nas same.

Można też iść na Białą

Druga trasa, też z Wisły, wiedzie przez miejscowość Czarne Fojtula nad Jeziorem Czerniańskim. Wspinamy się gęstwiną pierwotnego lasu, który ma dwieście lat. Towarzyszy nam Biała Wisełka – z rwącego potoku, przedzierającego się przez skały spienionymi kaskadami, stopniowo zmienia się ona w leniwie ciurkający strumyczek.

Jakiś kwadrans przed szczytem, gdy szlak ostro skręci w prawo, zobaczymy po lewej tablicę – nie przeoczmy jej, o co nietrudno, gdyż niecierpliwi wędrowcy wydeptali tam skrót. Tablica wskazuje miejsce, gdzie z wysokości 1100 m npm wypływa Biała Wisełka. Jest też głaz z napisem: „Wantule im. L. Zejszera przy źródle Białej Wisełki 1984” (wantule to osypisko skalne). I zaraz mamy szczyt.

Bażant z mnichem dodadzą sił

A jeśli ktoś już teraz zamarzy o zimie, wystarczy udać się ze Szczyrku do Ustronia (15 km za Wisłą), a tam wyciągiem krzesełkowym pojechać na Czantorię, gdzie działa... letni tor saneczkowy. Jest to metalowa rynna, po której pędzą wózki na rolkach, wychylając się efektownie na ostrych zakrętach. Potem warto pójść wiodącym wzdłuż granicy polsko-czeskiej łatwym szlakiem na szczyt Wielkiej Czantorii (15 minut), gdzie stoi 27-metrowa wieża, wybudowana przez Czechów i do nich należąca. Z jej górnej platformy roztacza się przepiękna panorama.

Ze Szczyrku blisko do granicy ze Słowacją. Można stąd zrobić jednodniową wycieczkę poza Beskidy: przez Zwardoń, Żylinę, Terchową (miejsce urodzin Janosika) do parku narodowego Mała Fatra. Szczyty tego pasma oglądaliśmy już wcześniej z Baraniej Góry. W malowniczej Vratnej Dolinie podziwiamy piętrzące się grzebienie postrzępionych skał.

W schronisku skosztujmy słowackich dań i piwa Zlatý Bažant lub Smädný Mnich. Potem dobrze jest wjechać kolejką wagonikową na szczyt Snilovske Sedlo – gdzie czeka nas kolejna wspaniała panorama. Następnie zdobywamy szczyty Chleb (1647 m npm) oraz Velký Kriváň (1709 m npm) – i znów podziwiamy widoki.

Jeśli z powrotem skierujemy się na Korbielów, to po drodze, w miasteczku Oravsky Podzamok (Podzamcze Orawskie) na wysokiej skale dostrzeżemy imponujący średniowieczny zamek książąt orawskich. Można go zwiedzać.