Obawiając się pańszczyzny, w 1670 roku wyprawili do Warszawy najbardziej wygadanych sąsiadów, by wmówić niezbyt rozgarniętemu Michałowi Korybutowi, że sto lat wcześniej Stefan Batory nadał im prawo do osiedlania pod Giewontem. Misja zakończyła się sukcesem i mieszkańcy wsi (w istocie kilku gospodarstw rozsianych po Kotlinie Zakopiańskiej) mogli cieszyć się pełną wolnością w majestacie królewskiego prawa.

Komiczny epilog historia dopisała kilkaset lat później, gdy góralską blagę uczcili w 1978 roku komunistyczni włodarze, urządzając miastu 400. urodziny.

Kręgosłup Zakopanego

Bruk na Krupówkach, jednym z najsłynniejszych polskich deptaków, szlifuje rocznie kilka milionów turystów; sklepy, restauracje i kluby pękają w szwach. Gros przybyszów odwiedzających zimą Zakopane, przyjeżdża tutaj na narty. Czekają na nich stoki Gubałówki, Nosala i Kasprowego, na który od niedawna można wyjechać wyremontowaną kolejką. Po szaleństwach na śniegu poprzestają zwykle na kiełbasie z grilla, w najlepszym wypadku zamawiają kwaśnicę na gęsinie lub moskole z bryndzą w którejś góralskich karczm.

Całe słynne Krupówki można przemierzyć ich szlakiem: Gazdowo Kuźnia (Krupówki 1), Po Zbóju (Krupówki 2), Sabała (Krupówki 11), Staro Izba (Krupówki 28), Zbyrcok (Krupówki 29), Stek Chałupa (Krupówki 33), Karcma Zapiecek (Krupówki 43), Bacówka (Krupówki 61)...

Ulica poza tym, że jest jedną z najdroższych i najbardziej znanych, od lat międzywojennych uchodzi też za... najbrzydszą. Ktoś napisał, że jest zabudowana tak szpetnie i bez konceptu, że aż tworzy pełen uroku styl, w którym mieszczą się zarówno tyrolski dom malarza Walerego Eliasza, pierwszego niegórala, który zamieszkał w Zakopanem na stałe, jak i pseudonowoczesne koszmarki w stylu McDonalda.

Spadek Witkiewicza

Oprócz sklepów i restauracji swoje siedziby mają na Krupówkach hotele, banki, a także galerie sztuki i Muzeum Tatrzańskie im. dr. Tytusa Chałubińskiego - jedno z najciekawszych i najstarszych w kraju.

W swoich zbiorach ma kolekcję minerałów, eksponaty prezentujące bogactwo przyrodnicze i kulturowe Podhala, Spiszu oraz Orawy, dzieła sztuki, literaturę o Tatrach; placówka wydaje też „Rocznik Podhalański”.

Jednym z oddziałów Muzeum Tatrzańskiego jest willa Koliba przy ulicy Kościeliskiej, gdzie oprócz rękodzieła i sprzętów góralskich na pięterku wystawiane są zwykle obrazy i fotografie Witkacego.

Sam gmach muzeum jest pierwszym domem (1893 r.), jaki wzniesiono w stylu zakopiańskim wymyślonym przez ojca autora „Szewców” – Stanisława Witkiewicza. Artysta wzorował się na budownictwie podhalańskim, wzbogacając tradycyjną góralską ciesiołkę o secesyjną ornamentykę. Dwuizbową góralską chatę rozbudował do rozmiarów drewnianego dworku na podmurówce o charakterystycznym spadzistym dachu.

Szukając inspiracji, uważnie oglądał siedziby najstarszych zakopiańskich rodów stojące przy ulicy Kościeliskiej. Część z nich zachowała się do naszych czasów, dlatego po zwiedzeniu Koliby warto bliżej przyjrzeć się otoczeniu willi. W przeciwieństwie do Krupówek nie ma tu tłoku i można spacerować do woli.


W góralskiej chacie

Witkiewiczowskie domy (Pepita, Skoczyska, Staszeczkówka, Oksza, Zofiówka, Nałęcz, Pod Jedlami) zrobiły furorę. Polska inteligencja uznała je za styl narodowy, a jego propagowanie za swój patriotyczny obowiązek. Śladami Stanisława Witkiewicza poszli Tadeusz Prauss, który zaprojektował schronisko nad Morskim Okiem, i Józef Kaspruś, twórca Atmy. Spod Giewontu zakopiańskie wille trafiły do Nałęczowa (dom Stefana Żeromskiego), Konstancina i Anina, a nawet do odległych Syłgudyszek na Litwie. Sława Zakopanego rosła, a stylowe drewniane domy szybko znajdowały nowych właścicieli.

– Harendę sfinansował mi pewien Anglik. Niejaki Szekspir – chwalił się Jan Kasprowicz, który swój dom pod Giewontem kupił za honoraria z przekładów literatury angielskiej. Dziś w Harendzie można zwiedzić niewielkie muzeum poświęcone autorowi „Hymnów”. Podobne urządzono w innych zakopiańskich rezydencjach. W Atmie działa Muzeum Karola Szymanowskiego, w Opolance – Kornela Makuszyńskiego, a w wykupionej w ubiegłym roku Okszy urządzono Galerię Sztuki XX wieku.

– Wreszcie mamy sale, w których możemy pokazać Malczewskich i Witkiewiczów z naszej kolekcji – cieszyła się Teresa Jabłońska, szefowa Muzeum Tatrzańskiego, gdy Starosta Powiatu Tatrzańskiego przekazał Okszę placówce.

Centrum sztuki i rozrywki

Wbrew obawom współczesnych w Zakopanem nigdy nie wiało nudą. W dwudziestoleciu międzywojennym w słynnej Złotej Sali hotelu Morskie Oko do upadłego bawili się Choromański, Żeromski, Rubinstein i Szymanowski, wcielając w życie obowiązując wówczas hasło: „Narty, dansing, brydż”. W 1933 roku na Krupówkach urządzono nawet karnawał na wzór nicejski z corso kwiatowym.

Jednak oprócz zaplecza rozrywkowego hotel Morskie Oko pełnił też rolę najważniejszego pod Giewontem ośrodka kulturalnego. Na hotelowej scenie swoje sztuki wystawiali Żeromski i Witkacy, a wśród aktorów brylowali Modrzejewska, Zelwerowicz i Solska.

Dziś tradycje sceniczne kontynuuje Teatr Witkacego założony w 1985 roku przez absolwentów renegatów krakowskiej PWST. Zamiast robić karierę na scenach komercyjnych wybrali niepewny los artystów niezależnych. Dość szybko wrośli w kulturalny pejzaż Zakopanego, tworząc teatr niezależny, artystowski, inspirowany teoriami swojego patrona.

- To taki teatr, w którym spotykają się różne dziedziny sztuki – tłumaczy Andrzej Dziuk, dyrektor i reżyser zakopiańskiej sceny.

W tegorocznym programie oprócz sztuk Themersona i Struga jest też „Dementia praecox Zakopianiensis”, spektakl opracowany na podstawie artykułu Witkiewicza syna. W tekście opublikowanym w 1919 roku w „Echu Tatrzańskim” artysta tłumaczy, na czym polega fenomen Zakopanego.


Patron zakopiańskiej sceny wychowywał się i mieszkał pod Giewontem, znał więc miasto jak własną kieszeń. Raz opisywał je krytycznie, kiedy indziej prawdziwie wielbił: „Nazwano niegdyś Zakopane duchową stolicą Polski. My nazwaliśmy je inaczej, generalną wytwórnią specyficznego, zresztą czysto polskiego narkotyku. Zakopianiny”.

Podobnych akapitów zimowa stolica Polski dorobiła się zresztą więcej, autorem bodaj najbardziej znanego jest Kornel Makuszyński: „Słynni geografowie z Romerem na czele twierdzą, że Zakopane jest to zapadła dziura; z lewej strony Giewont, z prawej Gubałówka, a w środku deszcz – pisał na łamach „Przekroju”.

Narty Koziołka Matołka

Autor „Przygód Koziołka Matołka” na stałe przeniósł się do Zakopanego po Powstaniu Warszawskim. Wcześniej bywał tu regularnie, goszcząc między innymi w domu rodziców swojej żony (willa Ustronie). Samemu kurortowi nie szczędził gorzkich słów, ale też niejednokrotnie dawał dowody wielkiej miłości. W 1931 roku doceniła to rada miasta, przyznając pisarzowi honorowe obywatelstwo Zakopanego. Imię Kornela Makuszyńskiego noszą dziś rozgrywany pod Giewontem turniej brydżowy oraz memoriał narciarski dla dzieci zwany popularnie zawodami Koziołka Matołka”.

Dawna „stolica duchowa” została dziś sprowadzona do roli stolicy zimowej. O jej dawnym znaczeniu przypominają sobie najczęściej rodacy za granicą. Bywa, że nie wzdychają tak tęsknie za rodzinnymi stronami jak za Zakopanem. Nie bez powodu Witkacy, najbardziej krytyczny wielbiciel tego miasta, nazywał je „wyrostkiem robaczkowym polskiego organizmu” albo... „metafizyczną dziurą”.