Dotychczas prowadzone akcje skupione były przede wszystkim na przedstawieniu walorów Polski i zachęceniu zagranicznych turystów do jej odwiedzenia. Ostatni etap promocji przed mistrzostwami wprost odwołuje się do Euro 2012. Jednak futbol jest przedstawiony tylko jako pretekst, by zobaczyć nasz kraj – mówi Rafał Szmytke, prezes POT. Jak dodaje, celem całej kampanii jest przede wszystkim zwiększenie znajomości polskich produktów turystycznych, zaznajomienie z nimi turystów i spowodowanie, by trafiły do osób, którym są dedykowane.

A większe zainteresowanie polską ofertą turystyczną przekłada się na ruch turystyczny. Według danych Instytutu Turystyki liczba turystów w zeszłym roku wzrosła o 6 proc. Co ważne, ta tendencja utrzymuje się już kolejny rok z rzędu. Przedsiębiorcom zależy na tym najbardziej. Oczekują tego szczególnie hotelarze, którzy w ciągu ostatnich czterech lat wybudowali przeszło 300 nowych obiektów. Brak napływu turystów oznacza dla nas straty. A nie po to zainwestowaliśmy oszczędności życia – tłumaczy jeden z inwestorów spod Poznania.

Zdaniem przedsiębiorców największe ożywienie pod względem turystycznym Polsce może przynieść kampania produktowa. Tej jednak – w opinii branży – było najmniej. Dominowała wizerunkowa.

Wizerunkowa jest niezbędna, bo na tych samych zagranicznych kanałach telewizyjnych walczymy o klienta z Tunezją i Marokiem. By jednak wyróżnić się na tle konkurencji, trzeba też przedstawić konkretne produkty, dla których warto przyjechać do Polski i na które warto wydać pieniądze – uważa Jacek Piasta, ekspert hotelarstwa, doradca inwestycyjny.

Na taką kampanię wciąż jest jeszcze czas, warto o niej pomyśleć i wystartować z nią w trakcie Euro. Tyle że inicjatywa powinna należeć tu przede wszystkim do samych zainteresowanych.

Trzeba stworzyć produkty, które będzie można sprzedać kibicom już podczas Euro 2012. Może to być biesiada pod Warszawą, koncert jazzowy w jednej z knajp czy walka rycerska, podczas której bogaci kibice biznesmeni będą mogli kupić zbroję za 40 tys. zł. Trzeba im też pokazać, że jesteśmy w stanie zorganizować nie tylko mistrzostwa Europy, lecz także ich urodziny. Mają więc po co wrócić w następnych latach – wyjaśnia Krzysztof Łopaciński, wiceprezes Instytutu Turystyki. Według niego nie byłoby więc przesadą, by kibiców z najważniejszych dla nas krajów: Niemiec, Anglii, Włoch i Francji, potraktować jak VIP-ów, dla których zostałaby zorganizowana osobna impreza, np. koncert z udziałem ich lokalnego zespołu.

Szczególnie że potencjał Polski wciąż jest niewykorzystany, o czym świadczą chociażby wydatki zagranicznych turystów. Podczas swojego pobytu zostawiają oni u nas średnio 400 dol. Za granicą jest to o 200 dol. więcej. Widać więc, jakie pieniądze co roku, kiedy do Polski przyjeżdża ponad 12 mln turystów z zagranicy, nam uciekają.

Największe zyski przyniosłoby jednak Polsce rozreklamowanie jej jako najlepszego kierunku dla spotkań biznesowych. Klienci instytucjonalni zostawiają bowiem nawet dwa razy tyle pieniędzy, ile indywidualni.

POT w ramach swojej kampanii reklamowała przemysł spotkań i jego potencjał w naszym kraju. Trzeba jednak pamiętać o tym, że miała zaledwie rok, by zmienić obraz Polski. Jej dzieło po Euro powinny kontynuować inne organizacje i przedstawicielstwa.