Samorządy pozamykały dużą część kąpielisk z nich z kilku powodów. Wszystkie one mają jednak wspólny mianownik – pieniądze.

Od dwóch lat, aby stworzyć kąpielisko, nie wystarczy wysypać na brzegu wywrotki piasku. Gospodarz jest zobowiązany do nadzoru wody na własny koszt: w sezonie cztery razy, w odstępach nie dłuższych niż 30 dni. Wcześniej woda była badana co dwa tygodnie, ale koszty pokrywał budżet państwa – mówi Witold Tomaszewski, zastępca głównego inspektora sanitarnego. Na kąpielisku należy też zatrudnić ratowników, wyposażyć ich w łodzie ratunkowe, zapewnić środki łączności między stanowiskami ratowniczymi. Trzeba też zadbać o infrastrukturę, jak toalety czy natryski i przebieralnie.

Wszystko to wiąże się z koniecznością zatrudnienia ochrony, a to kolejne wydatki. Z naszych wyliczeń wynika, że przygotowanie i utrzymanie kąpieliska przez dwa miesiące kosztuje 40 tys. zł – wylicza Lidia Stępkowska z wydziału promocji Urzędu Miejskiego w Wyszkowie, gdzie do 2010 r. funkcjonowało kąpielisko. W obliczu nowych regulacji miasto z niego zrezygnowało.

Eksperci wskazują jednak, że Niemcom czy Duńczykom, gdzie pogoda jest taka sama jak w Polsce, udostępnianie ludziom jezior czy rzek się opłaca. I to na jeszcze bardziej restrykcyjnych warunkach. Wstęp może być za opłatą. Można czerpać zyski z wynajmu lokali handlowych i gastronomicznych – radzi Tomaszewski.

Brak kąpielisk dziwi tym bardziej, że Polska może pochwalić się jednymi z najczystszych kąpielisk w Europie. Z danych Europejskiej Agencji Środowiska wynika, że 67,3 proc. z nich spełnia najbardziej rygorystyczne normy. Jesteśmy lepsi od Węgier, Szwajcarii czy Belgii.

Ale gminy mają jeszcze inny powód, by zamykać komunalne plaże. Pobudowały za unijne pieniądze pływalnie i aquaparki – w kraju jest ich już 1200. I muszą zachęcić ludzi, by z nich korzystali, bo koszty utrzymania obiektów są wysokie. A klient, który w słoneczną pogodę ma do wyboru plażę nad rzeką z darmowym wstępem albo dwie godziny na basenie za kilkadziesiąt złotych, w większości przypadków wybierze to pierwsze.

Przykład płynie z Małopolski. W całym województwie działa tylko jedno kąpielisko, bo – jak usłyszeliśmy od jego przedstawicieli – mieszkańcy i turyści mają do dyspozycji kilkanaście aquaparków.

Problem można zatem rozwiązać tylko w jeden sposób – wybudować kąpieliska, pobierać na nich opłaty, a z wpływów finansować działalność nierentownych pływalni. I wilk będzie syty, i owca cała.

PRAWO

Ciężkie życie organizatora

Do obowiązków organizatora kąpieliska należy m.in. oznakowanie go za pomocą tablicy informacyjnej, na której zamieści swoje dane, numer telefonu, datę uchwały wyznaczającej kąpielisko, bieżącą ocenę jakości wody, opis wody w kąpielisku. Do tego organizator poniesie odpowiedzialność, jeśli użytkownicy kąpieliska zatrują się pochodzącą z niego wodą. Chyba że zamieścił ostrzeżenie w widocznym miejscu o tym, że nie nadaje się ona do picia i kąpieli, oraz powiadomił właściwe organy o swoich podejrzeniach. Poniesie też odpowiedzialność za wypadek, jaki miał miejsce na jego terenie, chyba że dochował należytej staranności, czyli np. ostrzegł o śliskich posadzkach w toaletach czy pod natryskami. W przeciwnym razie będzie musiał wypłacić odszkodowanie z ubezpieczenia OC.