Czym się kierujesz, przyjmując rolę?

Anna Dereszowska: - Najważniejsze jest dla mnie to, jaką postać miałabym zagrać, czy już wcześniej grałam kogoś podobnego, czy będzie to dla mnie nowe wyzwanie. Jednak podstawowym kryterium jest ekipa, to z kim będę pracowała.

Rozczarował cię kiedyś twój zawód?

- Cały czas mnie rozczarowuje (śmiech). Bywało tak, że miałam ochotę rzucić wszystko i nigdy już nie wracać. Czasem jest to też związane z propozycjami, które dostaję i które nie spełniają moich oczekiwań. Wiem, że aktor jest człowiekiem do wynajęcia. Robię też dużo innych rzecz: czytam audiobooki, śpiewam, dubbinguję. Mam pracę i to mnie uspokaja.

Przyzwyczaiłaś się już do popularności?

- Bywa różnie. Gdy wybieram się np. na premierę, to wiem, że będą tam dziennikarze i fotoreporterzy. Przygotowuję się do tego. Natomiast, gdy wymaga się ode mnie, żebym robiła spektakl z mojego życia prywatnego, nigdy się z tym nie zgadzam. Przecież widzę, że ktoś stoi pod moim domem i robi zdjęcia, gdy odprowadzam dziecko do przedszkola, gdy idę pobiegać i robię zakupy. Ludziom wydaje się, że mają prawo do tego, żeby mnie obserwować i oceniać moje życie prywatne.

Dlaczego zostałaś aktorką?

- Występy przed publicznością zawsze sprawiały mi przyjemność. Oczywiście było to podyktowane też młodzieńczym wyobrażeniem na temat tego zawodu. Doświadczenie później otworzyło mi oczy. W tym zawodzie bardzo rzadko bywa się artystą. Nie wiem, czy do tej pory mi się to udało. Tak naprawdę ten zawód to praca rzemieślnika. Poranne wstawanie, 12 godzin na planie, potem wieczorny spektakl. A trzeba jeszcze znaleźć czas dla rodziny. Dziecko i czas z nim spędzany są dla mnie najważniejsze.

Kim chciałaś być w dzieciństwie?

- Gdy byłam małą dziewczynką chciałam iść śladami rodziców i zostać lekarzem. Później chciałam być prawnikiem, architektem. Miałam dużo pomysłów na życie. Pomysł, że zostanę aktorką pojawił się w liceum. Wcześniej chodziło mi po głowie śpiewanie. Tak naprawdę niewiele robiłam w kierunku aktorstwa. W liceum zapisałam się tylko na zajęcia teatralne. Byłam nieśmiała. Nie jestem osobą, która rozpycha się łokciami. Gdybym nie dostała wsparcia, na pewno by mnie tu nie było.

Przed egzaminami do szkoły teatralnej miałaś swoich idoli?

- Wstyd przyznać, ale zdawałam do szkoły teatralnej, zupełnie nie wiedząc kim jest np. Roman Wilhelm czy zmarły niedawno Andrzej Łapicki. Oczywiście słyszałam o nich, ale nie wymieniłabym z pamięci wszystkich ról, które zagrali. Na początku bardzo mnie to stresowało. Na szczęście, z czasem, uzupełniłam tę podstawową wiedzę

Aktorstwo to częste podróże. Lubisz zwiedzać Polskę?

- Tak. Ze spektaklem "Zamknięty świat" objeździliśmy kawał Polski. Brałam buty do joggingu i czasem nawet zimą biegałam po różnych miastach i miasteczkach, w których byliśmy. Podoba mi się to, jak Polska się zmienia. To jest budujące.

Na wakacje wybierasz góry, Mazury czy morze?

- Bieszczady. Niedawno miałam okazję ponownie być tam przez kilka dni. To jest cudowny kawałek świata. Mimo tego, że coraz więcej ludzi się tam wprowadza, cały czas można czuć, że jest się bardzo blisko natury. Cisza, piękne niebo. Nigdzie nie ma takiego nieba nocą jak w Bieszczadach...