W tym roku w mieście wprowadzono dodatkowe środki bezpieczeństwa.

W oczekiwaniu na moment inauguracji na placu przed ratuszem zebrały się tysiące osób ubranych na biało i wymachujących czerwonymi apaszkami. Po wystrzeleniu racy zgromadzony tłum wykrzykiwał: "Mieszkańcy Pampeluny, niech żyje św. Fermin!".

Wśród gości "chupinazo" był John Patrick Hemingway, wnuk pisarza Ernesta Hemingwaya, który w swojej powieści "Słońce też wschodzi" rozsławił to hiszpańskie święto.

Mimo radosnej atmosfery pewną dezorientacje wśród uczestników, szczególnie obcokrajowców, wywołał nowy, wprowadzony w tym roku zakaz wnoszenia szklanych butelek. Policja dokładnie sprawdzała zawartość toreb i plecaków osób, wchodzących na plac. Wyjątkowo uczestnicy pili wino z plastikowych butelek i bukłaków.

Po uroczystej inauguracji fiesta przeniosła się na inne ulice Starego Miasta, gdzie liczne bary serwują m.in. piwo i "calimocho", czyli drink składający się z wina i coca-coli zmieszanych w proporcji 1:1.

O godzinie 16.30 rozpoczął się marsz na 500-metrowym odcinku od ratusza w kierunku kaplicy św. Fermina, zwany "Riau-riau". Następnym ważnym punktem programu była parada kilkumetrowych, tekturowych figur z głowami nienaturalnych rozmiarów.

Bogaty program trwających do 14 lipca obchodów przewiduje ponad 520 atrakcji kulturalnych i muzycznych. W środę imprezy, w tym koncert orkiestry symfonicznej z Nawarry, zakończą się po północy. Jednak Hiszpanie, znani ze swojego temperamentu i zamiłowania do świętowania, z pewnością bawić się będą do rana.

Gonitwy byków, które są najbardziej oczekiwaną częścią fiesty, rozpoczną się dopiero w czwartek o 8 rano. Wtedy to setki śmiałków wybiegną na wąskie uliczki Starego Miasta, uciekając przed pędzącym stadem.

Od 1911 roku, gdy rozpoczęto prowadzenie statystyk, w biegach z bykami poniosło śmierć 15 osób.