Skąd pochodzisz?

Vignesh Devraj Ramanathan: Z Indii. Dokładnie z Thrissur w stanie Kerala.

Jak to się stało, że znalazłeś się w Gdańsku jako wolontariusz?

Przed dwoma laty byłem wolontariuszem w Kapsztadzie, w czasie mistrzostw świata. Pracowałem tam w ochronie, opiekowałem się też VIP-ami. Bardzo mi się tam spodobało. Pomyślałem, że to jest to. Od tego czasu poszukiwałem podobnych wydarzeń. Odbywające się w Polsce mistrzostwa Euro 2012 były kolejną taką okazją. Zgłosiłem się tym chętniej, że jeszcze w Kapsztadzie poznałem dziewczynę z Polski i przed dwoma laty odwiedziłem wasz kraj. Zobaczyłem, że ludzie są tu bardziej przyjaźni niż w wielu innych krajach Europy, w których byłem. Kiedy więc dowiedziałem się, że będzie u was turniej, pomyślałem: lubię Polskę, nie wyobrażam sobie, by miało mnie tutaj zabraknąć w czasie turnieju. Po Gdańsku planuję pracować jako wolontariusz w Londynie, w czasie olimpiady. Zgłosiłem swoją kandydaturę, ale proces rekrutacji jeszcze trwa.

Skąd ta chęć pracy jako wolontariusz?

W Indiach jest bardzo rozwinięty system wolontariatu. Gdy studiowałem, pracowałem w tej roli w wielu miejscach. Bardzo mi się to spodobało: daje to dużo satysfakcji i poczucia spełnienia. I jeśli tylko znajdę pracę, która da mi środki do życia, chciałbym kontynuować wolontariat tak długo, jak się da. Także dlatego, że jest to świetny sposób podróżowania i poznawania ludzi, a przy okazji masz poczucie, że pomagasz i robisz coś pożytecznego.

Czym się zajmujesz na co dzień?

Tydzień przed przyjazdem do Polski skończyłem studia medyczne w Indiach.

Jako wolontariusz w Gdańsku masz zapewnione wyżywienie i nocleg, ale o pieniądze na podróż musiałeś się zatroszczyć sam?

Nie (śmiech), zrobił to mój ojciec. W Indiach mamy taką tradycję, że rodzice opiekują się dziećmi do czasu, aż te będą samodzielne finansowo. Z kolei, gdy rodzice się zestarzeją, dzieci muszą się nimi zająć.

Jak ci się podoba w Polsce?

Idziecie podobną drogą, jak inne europejskie kraje i choć system transportowy, o który, jak wiem, wszyscy się martwcie, nie jest tak sprawny, jak w wielu innych krajach, to nie jest z nim źle - wszędzie można dojechać, a przy tym transport jest w Polsce niewiarygodnie tani. Na przykład bilet na pociąg kosztuje u was pięć razy mniej niż na zachodzie Europy. W Indiach prowadzone są ogromne kampanie reklamowe, w których np. Wielka Brytania, Szwajcaria czy Francja promują swoje kraje zachęcając, by Hindusi przyjeżdżali do nich i ta reklama działa. Natomiast mało kto w moim kraju wie coś o Polsce, a tymczasem ona daje dokładnie te same doświadczenia, co kraje zachodniej Europy, a przy tym jest tu znacznie taniej i mam też wrażenie, że ludzie w Polsce są jakby bardziej pozytywnie nastawieni do świata.

A jak oceniasz organizację pracy gdańskich wolontariuszy?

Tutaj wszystko przebiega sprawniej niż np. w Kapsztadzie. Ale też w Gdańsku jest około 600 wolontariuszy, w Kapsztadzie było ich przynajmniej kilkanaście razy więcej.