Można powiedzieć, że filmując Paryż, kino hollywoodzkie stworzyło prawdziwy gatunek. Od filmów niemych, przez "Amerykanina w Paryżu" Vincente Minnellego, filmy Ernesta Lubitscha, czy Woody'ego Allena... Paryż ma w sobie coś, co Amerykanów fascynuje - ocenia komisarz wystawy "Paris vu par Hollywood" ("Paryż widziany przez Hollywood") Antoine de Baecque, podkreślając, że włącznie do "O północy w Paryżu" (2011 rok) Woody'ego Allena, Paryż jest bohaterem ponad 800 amerykańskich produkcji.

Zdziwione spojrzenie Audrey Hepburn ściągającej okulary w filmie "Szarada" (1963 rok) Stanleya Donena zostało wybrane na afisz wystawy nie bez powodu. Hepburn była jedną z najczęściej portretowanych na tle Paryża hollywoodzkich aktorek, a i sam film - jednocześnie komedia, romans i thriller, wskazuje, że Paryżem Amerykanie zainteresowani byli nie tylko ze względu na jego romantyczny wizerunek

Tyle w teorii. Bo jeśli organizatorzy bezpłatnej wystawy starają się wskazać różne powody, dla których Paryż fascynuje, nie ukrywają, że to bardzo fotogeniczne miasto zajęło tak ważne miejsce w amerykańskiej kinematografii właśnie ze względu na jego stereotypową romantyczność. Tym bardziej, że w rzeczywistości ulice Paryża stały się tłem amerykańskich produkcji dopiero od początku lat 60' ubiegłego wieku. Wcześniej Paryż rekonstruowano w hollywoodzkich studiach.

Amerykańskie filmy, których akcja toczy się w Paryżu są ogólnie rzecz biorąc bardzo do siebie podobne. To znaczy, z francuskiego punktu widzenia, to Paryż zabytków, czy symbolicznych miejsc, jak Wieża Eiffla i Montmartre - komentuje Antoine de Baecque.

Dowiadujemy się z nich więcej o amerykańskiej reprezentacji Paryża, niż o samym mieście - tłumaczy komisarz wystawy, potwierdzając, że amerykańscy filmowcy przez długie lata obrazowali Paryż, jako miasto wolnej miłości.

Purytańska Ameryka rzeczywiście często używała Paryża, aby mówić o tematach, których na swoim terytorium tak łatwo poruszać nie mogła. W "Love in the Afternoon" (1957 rok), Billy Wilder tłumaczył na przykład, że francuska stolica różni się od innych wielkich miast tylko dwoma małymi szczegółami.

Miasto to przypomina każde inne, jak Londyn, Nowy Jork, czy Tokio, poza dwoma wyjątkami. W Paryżu ludzie lepiej jedzą i uprawiają miłość. Niekoniecznie lepiej, ale na pewno częściej. Robią to bez względu na czas i miejsce, na lewym brzegu Sekwany i na prawym brzegu i pomiędzy nimi - oceniał słynny reżyser.

Wizję tę potwierdza francuska aktorka Leslie Caron, która zagrała m. in. w "Amerykaninie w Paryżu" (1951) i w "Gigi" (1958) Vincente Minnellego.

Dla Ameryki Paryż był w latach 50. ucieleśnieniem glamouru. Historie, które działy się w Paryżu musiały być wobec tego przyjemne, romantyczne, wspaniałe - wspomina celebrowana w wystawie 81-letnia Caron.

Pomimo tego, że z biegiem lat, prócz romantycznych komedii i filmów o kankanie nakręcono w Paryżu także filmy akcji, nawet najnowsze amerykańskie produkcje, jak "Moulin Rouge" Baza Luhrmanna czy wspomniana już "O północy w Paryżu" Allena, wracają do stereotypu miasta miłości, dzięki, któremu Paryż od końca lat 1940. pozostaje najczęściej odwiedzanym miastem świata.

Podzielona na cztery części wystawa jest gratką nie tylko dla kinomanów. Prócz wizji miasta w filmach niemych, w komediach romantycznych, musicalach i filmach akcji, wystawiono także kreacje haute couture, które zagrały w filmach o Paryżu - głównie modele Huberta de Givenchy dla Audrey Hepburn, a także rzadkie materiały archiwalne, na przykład rozmowę z Alfredem Hitchcockiem zarejestrowaną w różnych miejscach francuskiej stolicy.

Wystawa w paryskim ratuszu potrwa do 15 grudnia.