Mieszkał na Hawajach, w Indonezji, w Kalifornii i Nowym Jorku. Ostatecznie zdecydował się na Chicago. I właśnie tam organizowane są właśnie wycieczki, które biją rekordy popularności.

Do Chicago, bardzo polskiego miasta, Obama przeprowadził się po studiach w Kalifornii i Nowym Jorku, latem 1985 roku. On sam powtarza, że to właśnie miasto odegrało największy wpływa na jego osobowość i dalsze życie.

To samo mówią mieszkańcy Chicago, którzy traktują Obamę jak "swojego". Na wycieczce można poznać Zariffa, który prowadzi malutki, bardzo wąski gabinet fryzjerski. Przez 18 lat Obama tylko jemu powierzał swoje włosy. Teraz w oknie stoi krzesło, a pod spodem jest napis, informujący, że właśnie w nim siedział prezydent USA.

Zariff jest bardzo dumny z tego powodu i chętnie wszystkim opowiada, jak Obama po raz pierwszy odwiedził jego salon. - Był młody i bardzo zaniedbany. Jego włosy potrzebowały poważnej pomocy - wspomina.

Gdy prezydent USA nie musi być akurat w Białym Domu, chętnie przylatuje do Chicago, gdzie nadal znajduje się jego prywatne mieszkanie, w starej, willowej dzielnicy Kenwood. Teraz trzypiętrowy budynek jest pod specjalnym nadzorem. Podobno ma sześć sypialni, a przy każdej łazienka. Nie mogło zabraknąć piwnicy z 600 butelkami wina. Przed wejściem są masywne kolumny. Przez płot niewiele widać, za to rzucają się w oczy ochroniarze, którzy są bardzo czujni.

Nie to jednak miejsce omija wycieczka szerokim łukiem. Obama polityki uczył się w południowej części miasta. Ale okolica jest bardzo niebezpieczna. Handel narkotykami, kradzieże, gangi uliczne to codzienność tej dzielnicy.

Można za to odwiedzić salę balową w South Shore Cultural Center, gdzie małżeństwo Obama chętnie chodziło na tańce. Po raz pierwszy Michelle i Barack spotkali się w 1989 roku.

Podczas pierwszego roku swoich studiów prawniczych Barack latem praktykował w renomowanej kancelarii Sidley&Austinm. Jego opiekunką była wówczas Michelle Robinson. Na początku traktowała go szorstko, ale w końcu dała się namówić na randkę. - Pierwszy pocałunek smakował jak czekolada - napisał potem w swojej książce Barack Obama.

Jednym z ulubionych miejsc Obamy w Chicago była siłownia. - Nie miałem okazji poznać go osobiście, ale słyszałem od innych pracowników, że bardzo często tu przychodził, nawet wówczas gdy został już wybrany senatorem - powiedział Chris Trueman, jeden z trenerów. Obama nadal należy do klubowiczów. Miesięcznie płaci 175 dolarów za ekskluzywny karnet. - Jego córki znacznie częściej do nas zaglądają - powiedziała Erin Conley, pracująca w klubie.

Wycieczka prowadzi również do ulubionego lokalu prezydenta USA, gdzie zamawiał z upodobaniem steki z ziemniakami. Na deser najczęściej brał ciasto wiśniowe.

Odwiedzić można również księgarnię, w której Obama z zamiłowaniem kupował najnowsze pozycje literackie. - Co dokładnie kupował nie możemy zdradzić, ale wszyscy bardzo za nim tęsknimy - przyznała menedżerka księgarni Laura Prail.

Odkąd jednak przeprowadził się do Białego Domu, Obama bardzo rzadko znajduje czas, by przylecieć do Chicago. Żałują tego niemal wszyscy, ale i próbują... wykorzystać. Zaffir na przykład wymyślił już nawet fryzurę "a la Obama", dzięki której przyciąga znacznie więcej klientów. Takie ścięcie kosztuje 21 dolarów.

Obama więcej również nie płaci - zapewnił Zaffir, który teraz jeszcze raz na dwa tygodnie lata do Białego Domu, by zadbać o fryzurę obecnego prezydenta. A przynajmniej takie właśnie pogłoski krążą po Chicago. Czy są prawdziwe? Zaffir ich nie dementuje...