Chociaż chrześcijanie są mniejszością w Goa, dawniej kolonii portugalskiej, to Boże Narodzenie jest jednym z najważniejszych świąt obchodzonych w tym regionie. - Najważniejsze jest tutaj Ganeśćaturthi, święto boga słonia Ganeśa, ważne jest również święto świateł, Diwali, ale Boże Narodzenie znowu robi się popularne - powiedział pan Singbal, właściciel założonej w 1936 roku księgarni znajdującej się naprzeciwko kościoła Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia w Pandźim.

W czasach globalnego kryzysu przyjeżdża tu tak dużo turystów, dla których jest tu bardzo tanio, że trzeba im zapewnić jakąś dodatkową rozrywkę - tłumaczy Mario Fernandes, miejscowy działacz społeczny. Świętom towarzyszy festiwal muzyczny Sunburn (Opalenizny), gdzie grają zagraniczne gwiazdy muzyki elektronicznej i popu.

Droższe hotele już od początku grudnia zmieniają wystrój na świąteczny. Królują sztuczne choinki przystrojone bombkami i czerwoni Mikołajowie zabawiający gości. Oświetlone kolorowymi lampkami sklepy, kuszą świątecznymi promocjami.

Tutaj w Pandźim (stolica Goa - przyp. red.) święta odbywają się w hotelach. Niektóre ulice wyglądają jak podczas karnawału, a to przecież nie jest nasza tradycja - zaznacza Singbal. Zdaniem księgarza bardziej tradycyjne obchody Bożego Narodzenia można zobaczyć na południu Goa.

Święta obchodzimy w domu, wśród rodziny, a nie na ulicy - potwierdza jeden z pracowników księgarni, który jest katolikiem. W święta mieszkańcy Goa tłumnie odwiedzają kościoły. O północy odprawiana jest uroczysta msza z kolędami. Jednak największą atrakcją okazują się, bardzo podobne do polskich, bożonarodzeniowe szopki. Budują je także prywatne osoby, takie jak Melany Pinto, który wystawia swoje dzieła co roku w przydomowym ogrodzie w dzielnicy Miramar.

Oprócz tego, w drugi dzień świąt odbywa się tam małe przedstawienie. Zazwyczaj jedna z historii dotyczy miejscowej legendy, a kolejne są opowieściami wigilijnymi.

Boże Narodzenie sprowadzili do Goa Portugalczycy, którzy z krzyżem w jednej dłoni i mieczem w drugiej w XVI wieku podbili ujście rzeki Mandovi. Ich panowanie trwało, aż do 1961 roku, kiedy premier Jawaharlal Nehru tydzień przed świętami nakazał inwazję na portugalską enklawę, która przez prawie 14 lat nie chciała dobrowolnie przystąpić do federalnych Indii. Portugalczycy sprawowali realną kontrolę nad tym terytorium tylko do początku XVIII wieku, dlatego trwająca około 36 godzin operacja "Vijay" zakończyła się pełnym sukcesem wojsk indyjskich.

Jednak kultura portugalska jest wciąż bardzo silna w Goa, co odróżnia ten stan od reszty Indii. - Dzielnica łacińska to taka mała Portugalia. Pełna jest kamienic i willi w stylu europejskim - tłumaczy lokalna dziennikarka Nomratha Fernandes. Na każdym kroku można tu spotkać barokowe kościoły. Najsłynniejsze znajdują się w Starym Goa, które obecnie wygląda jak miasto bez domów. Pod koniec XVI wieku Stare Goa miało 200 tys. mieszkańców, ale miasto zostało przetrzebione przez epidemie cholery w XVII wieku Ludzie nie wrócili do tego miasta, ale wiele budynków mieszkalnych zostało przeniesionych do Pandźim.

"Wśród Goańczyków panuje pewien rodzaj silnego, lokalnego nacjonalizmu. My raczej nie postrzegamy siebie jako obywateli Indii - ocenia Nomratha. Są tu rodziny, które w domu mówią tylko po portugalsku i są głęboko wierzącymi katolikami" - podkreśla. Każdego dnia o siódmej wieczorem, w Jardin de Garcia De Orta, parku w centrum Pandźim, na dźwięk dzwonu kościelnego spacerujący ludzie zatrzymują się lub wstają z ławek. Niektórzy zaczynają się głośno modlić po portugalsku lub tylko składają dłonie do modlitwy. Dzwony o siódmej wieczorem można usłyszeć w całym północnym Goa.

Goa jest portugalskie, ale tylko jeśli mówimy o dużych miastach i wsiach rozsianych wzdłuż wybrzeża - oponuje księgarz Singbal, który miał 17 lat, kiedy Goa stała się częścią Indii. - Im dalej od wybrzeża tym więcej ludzi wyznaje hinduizm i kraj bardziej przypomina Indie - dodaje. Zaznacza, że katolików na Goa było około 40 proc., a obecnie stanowią około jedną czwartą ludności. Proporcje zmieniły się, ponieważ do pracy w kopalniach węgla i turystyce przyjeżdża dużo ludzi spoza stanu.

W języku konkani Boże Narodzenie to "Navalam". Konkani, czyli "język wybrzeża", zapisywane jest w kilku systemach pisma: w północnoindyjskim devanagari, czcionką języków drawidyjskich z południa oraz alfabetem łacińskim. Taka otwartość jest charakterystyczna dla Goa.

Mimo krwawej chrystianizacji regionu (Portugalczycy palili hinduskie świątynie), nie dochodzi tutaj do poważnych konfliktów na tle religijnym. Zwyczaje religijne przenikają się i nikogo nie dziwią np. "zagor", czyli ludowe przedstawienia muzyczno-wokalne, opowiadające historie jednocześnie z Biblii i świętych tekstów hinduistycznych.

W wiosce Sukur, blisko Pandźim, Mario Fernandes razem z dziećmi występującymi w jego teatrze oraz lokalną społecznością buduje największego w Indiach Świętego Mikołaja. - Ma mieć przynajmniej 7,5 metra. Budowany jest z bambusa i drewna przez miejscowych rzeźbiarzy, którzy są hindusami. Pracują po nocach, żeby zdążyć na święta - opowiada. - To jest taki świecki Mikołaj. Ma zjednoczyć społeczność okolicznych wiosek wokół wspólnego projektu - podkreśla. Przy okazji powstaje ekologiczna szopka, pokazująca czyste Goa z przeszłości i współczesne Goa zatruwane przez kopalnie węgla.