Listy najbardziej wiarygodnych biur podróży specjalizujących się w wycieczkach nie otwierają bynajmniej najwięksi touroperatorzy, jak Itaka, Neckermann, TUI czy Rainbow Tours. Najbezpieczniejsze jest Ecco Holiday, które jeszcze w 2012 r. było wymieniane przez ekspertów wśród tych, które mogą zniknąć z rynku – wynika z rankingu opracowanego na prośbę DGP przez TravelData.

Odpowiedź, dlaczego tak się stało, jest prosta. Nie tylko dobre wyniki finansowe decydują o stabilności firmy. – Największy wpływ na bezpieczeństwo klientów biura podróży ma relacja jego funduszy własnych do rozmiarów działalności turystycznej mierzonej przychodami ze sprzedaży imprez turystycznych. To jest kluczowym elementem dla stabilności biznesowo-finansowej danego touroperatora – tłumaczy Andrzej Betlej, ekspert TravelData.

Zamieszanie z wysokością gwarancji

Seria niewypłacalności biur podróży w 2012 roku jasno wykazała, że stopień ochrony interesów ich klientów jest odległy od wymagań europejskiej dyrektywy 314/90 w tym zakresie. W niektórych przypadkach pieniędzy z gwarancji nie starczyło nawet na pokrycie kosztów sprowadzenia turystów upadłych biur podróży z zagranicy, nie mówiąc już o zwrocie przedpłat za wycieczki, wniesionych przez klientów, którzy na nie ostatecznie nie wyjechali.

Utworzenie dualnego systemu ochrony, złożonego ze zmodyfikowanej gwarancji i Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego, miało pomóc rozwiązać problem. Fundusz nie powstał jednak do dzisiaj. Tym samym ochrona interesów klientów biur zawisła jedynie na rozporządzeniu ministra finansów z 19 kwietnia 2013 roku, które wprowadziło zasady obliczania minimalnych sum gwarancji dla organizatorów wycieczek.

Jego istotą jest wprowadzenie dużo wyższych minimalnych wymagań gwarancyjnych (149 tys. euro, a dla nowych podmiotów nawet 250 tys. euro) oraz zamiana 14-procentowej gwarancji uzależnionej od obrotów historycznych (przeważnie sprzed dwóch lat) na 12-procentową, ale naliczaną od obrotów deklarowanych na nadchodzący rok turystyczny. W praktyce okazało się jednak, że przepisy umożliwiają różne interpretacje tego zapisu, a ponadto nie zawierają sankcji za ich nieprzestrzeganie. W rezultacie niektóre biura wykupują gwarancję od obrotów historycznych, ale w wysokości 12 proc., a nie dawniej obowiązujących 14 proc.
Dla klientów oznacza to tylko jedno: zwiększenie ryzyka, że nie zostaną zaspokojone ich roszczenia w razie bankructwa touroperatora. Obecnie średnia gwarancja dużych touroperatorów wynosi ok. 14 proc. obrotów z 2013 roku, co odpowiada około 12 proc. obrotów z roku obecnego. Pojawia się pytanie, jak przepisy rozporządzenia potraktują nowe biura, które mogą pojawić się np. w 2015 roku. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że również one skorzystają z niedoprecyzowania regulacji, w efekcie czego ich klienci będą chronieni mniejszymi niż obiektywnie potrzebne gwarancjami.

ZOBACZ TAKŻE: Jak oszukują biura podróży? Kruczki w umowach >>>