- Największym zaskoczeniem dla turystów z Polski jest temperatura morza - opowiada Kazimierz Popławski, prowadzący portal eesti.pl.

- Linia wybrzeża jest bardzo długa, ma 4500 kilometrów, czyli ma mniej więcej tyle długości co kubańska. Jest to możliwe, bo w przeciwieństwie do naszego kraju, nie jest prosta, tylko posiada tysiące zatok, półwyspów, wysp i wysepek. Woda, która zatrzymuje się w takich zatoczkach szybko się nagrzewa. To, że w lato osiąga 25 stopni nie jest w Estonii dla nikogo zaskoczeniem - dodaje.

Po przyjeździe do miasta Kazimierz Popławski radzi szybko zorientować się o wypożyczalnię rowerów.

- Jest ich bardzo dużo, łatwo do nich dotrzeć przez dobrze zorganizowaną sieć informacji turystycznej, a obsługa mówi płynnie po angielsku - opowiada. Rower przyda się nam do podróży po mieście, ale i do wypadów poza nie. Bo i ile w samym mieście na plażach jest, jak to w stolicy kraju, sporo osób, to wystarczy dotrzeć do którejś z mniejszych miejscowości, by odnaleźć osłoniętą przez półwyspy zatokę, a tam plażę, na której będziemy albo sami, albo najbliższych sąsiadów będziemy mieć w sąsiedztwie kilkudziesięciu metrów. - Można też spokojnie korzystać z dobrze rozwiniętego transportu publicznego - opowiada.

- W lipcu w Estonii mamy białe noce. Ściemniać zaczyna się dopiero po północy, a wschód słońca też następuje szybko - opowiada Popławski - to sprawia, że Estończycy uwielbiają latem spędzać całe noce na powietrzu. Biwakują, rozpalają ogniska i grille, spędzają czas bawiąc się razem. To element ich kultury, nie wyobrażają sobie, by o tej porze spędzać czas inaczej.

W niemal wszystkich miejscach turystycznych obsługa mówi sprawnie po angielsku i rosyjsku, w niektórych miejscach porozmawiamy też po niemiecku. Część hoteli i restauracji wprowadziło też menu i spis podstawowych informacji w języku polskim. Bo podróżuje nas tam coraz więcej.

Potwierdzają nasze firmy. - Tallinn, dzięki wejściu tanich linii lotniczych, stał się popularnym miejscem wylotów typu City Break - mówi Joanna Woroniecka z Fru.pl. - Co ważne, obserwujemy, ze wylatujący traktują go jako kierunek turystyczny, bo pytają o nie tylko o lot, ale także o rezerwację hotelu w konkurencyjnej cenie. Pytają nas też co można zobaczyć na miejscu, na czym się skupić, jeśli mamy do dyspozycji trzy-cztery dni - dodaje. 

A atrakcji jest bez liku. Już sama dawna miasta powinna wśród miłośników Bałtyku wzbudzić pozytywne skojarzenia - Reval, a potem Revel, został zmieniony na Tallinn dopiero w 1917 roku.

Nad miastem góruje przepiękna, rozległa starówka. Warto zwracać uwagę na niuanse architektoniczne. Niemcy, Rosjanie, Szwedzi, Krzyżacy, Duńczycy, którzy władali miastem pozostawili swoje ślady. To sprawia, że mamy tu niezwykłe zderzenie kultur, niespotykane w żadnym innym miejscu na świecie. 

Wieczorami i nocami miasto żyje. Dla jednych atrakcją będzie możliwość wzięcia udziału w jednym z dziesiątek festiwali i festynów (w ten weekend odbywa się tam Festiwal Tańca i Śpiewu, podczas którego można będzie obserwować układy taneczne wykonywane jednocześnie przez kilkuset tancerzy), dla innych poznawanie nowej kuchni estońskiej, która zawiera w sobie elementy tradycyjne, skandynawskie oraz wpływy z przeróżnych, czasem bardzo odległych kultur kulinarnych. Jeszcze inni skorzystają z fantastycznych klubów, do których latem przyjeżdżają najlepsi DJ z całego świata.

Lot pomiędzy stolicami obydwóch krajów zajmuje tylko godzinę i czterdzieści pięć minut. Kosztuje niedużo - na sierpień można zarezerwować loty (w dwie strony) za 339 złotych. Nocleg (za trzy noce, dwie osoby kosztuje od 563 złotych w dwugwiazdkowym hotelu, po około 850-900 w czterogwiazdkowym. (dane za Fru.pl, 4 lipca 2014 roku)