- Komfort, hotele z najwyższej półki? Tak, ale niekoniecznie, ten mamy na co dzień. Teraz chcemy płacić za przygodę, niezwykłe przeżycia, dotarcie do miejsc, których nie ma w przewodnikach – zapewnia w rozmowie z Dziennik.pl Jarosław Kałucki, rzecznik Travelplanet.pl.

Nic dziwnego, że coraz bardziej liczą się teraz oryginalne programy tematyczne, niebanalna fabuła i celebryta znany nie tylko w swojej branży. - Z jednej strony pozwala to na elastyczność, swobodę poruszania się, ale – co nie mniej ważne – daje poczucie bezpieczeństwa - dodają przedstawiciele biur podróży. A firmy prześcigają się w wymyślaniu coraz to bardziej ciekawych propozycji.

Co oferują?

- A konkretne przykłady? Jakie są dokładnie pomysły na wakacje inne niż wszystkie? – dopytujemy.

- A choćby rowerowy downhill w najgłębszym na ziemi kanionie Colca w Peru. Ale żeby było o czym wnukom opowiadać, downhill odbywa się w towarzystwie odkrywcy kanionu, Jerzego Majcherczyka – odpowiada Jarosław Kałucki. Patrycja Huras, manager wypraw w Zingtravel.pl dodaje: - Podróż po USA śladem gatunków muzycznych. W Nowym Orleanie można posłuchać jazzu, w Memphis – country, a np. w Nashville – bluesa. – Drogie, luksusowe hotele to w tym wypadku byłoby faux pas. Muszą być klimatyczne, dostosowane do charakteru miejsc, które są korzeniami tych gatunków muzyki – zastrzega.

- Podróż koleją transsyberyjską nad Bajkał. Mjanma z Mrauk U i wioskami mniejszości Chin. Gruzja off road z trekingiem i jazdą konną w Tuszetii – kolejne przykłady jednym tchem wylicza Marcin Dębski z TravelArchitecs. Piotr Malicki, właściciel biura PlanetEscape: - Argentyna z końskiego grzbietu, safari między parkami narodowymi, które obserwuje się z helikoptera albo balonu. Albo wyprawa do Korowajów, czyli ludzi-drzew, która wymaga przedzierania się przed busz oraz zatrudnienia tragarzy i miejscowych z meczetami – to tylko cześć zrealizowanych już pomysłów.

Ostatnio Piotr Malicki szukał nawet plaż na Malediwach, które nie mają zbyt grubego piasku ("by dzieci nie porysowały kolan"), z kolei Patrycja Huras przygotowała wyprawę do Japonii, która omijała wszystkie turystyczne "must see". Klienci zażyczyli sobie, by poznać kraj od strony życia codziennego, najlepiej z perspektywy zadomowionych tam Polaków. Dwa tygodnie oprowadzał ich więc po kraju absolwent japonistyki, bloger piszący o Japonii, który mieszka tam od czterech lat, a wcześniej ożenił się z Japonką.

Ale wcale nie muszą to być tak odległe kierunki - zastrzegają przy tym nasi rozmówcy. Bywa, że Polacy szukają też wycieczek po Europie, w których najważniejszy jest właśnie ciekawy program. To może być: zwiedzanie Szwajcarii przez Grand Tour of Switzerland, czyli trasą będącą odpowiednikiem legendarnej amerykańskiej Route 66 czy też np. trekking przez rumuńską część Karpat lub do Santiago de Compostela. Rowerem po Istrii albo znad Wigier do Wilna śladami Mickiewicza – przykładów też nie brakuje.

Dlaczego?

- Dziś, gdy wycieczki zagraniczne – nawet te egzotyczne – są w przystępnych cenach nawet dla średnio zarabiających Polaków (w ciągu dekady tempo wzrostu cen ofert biur podróży było cztery razy mniejsze niż tempo wzrostu przeciętnych płac w Polsce) trudno chwalić się wypadem do Egiptu, Grecji czy Hiszpanii. No, chyba że w Egipcie będziemy nurkować, a w Grecji surfować na desce pod okiem instruktorów, których nazwiska lub osiągnięcia skojarzą nawet ci, którym takie sporty są zupełnie obce – tak ten fenomen tłumaczy Jarosław Kałucki.

Coraz częściej ważnym elementem, jak podkreśla, jest obecność eksperta, który a to poprowadzi lekcje salsy – najlepiej na Kubie albo np. jogi – to już w Indiach. Równie dobrze może być np. enolog, który na winnym szlaku nad Renem, Mozelą, Rodanem, w regionie Rioha, ale również u sąsiadów na Słowacji, opowie o specyfice produkowanych tam win. - Wszystko po to, by potem móc taką wiedzą błysnąć w towarzystwie, snując wakacyjne wspomnienia - dodaje.

Inna sprawa, że taki oryginalny wypad zagranicę to coraz częściej także prezent. – Ostatnio jeden z największych hitów, sprzedawanych na prezent, są wyprawy do Szkocji szlakiem whisky. Pięciodniowy wypad kosztuje 4 tys. zł, a najczęstszym argumentem, jaki pada jest: "Bo, proszę pani, nie kupię mężowi kolejnego drogiego zegarka" – dodaje Patrycja Huras z Zingtravel.pl.

Wbrew pozorom jednak, w przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych, gdzie indywidualny travel planning nie jest niczym nadzwyczajnym, w Polsce to nadal zjawisko stosunkowo młode, zauważa na koniec Marcin Dębski z TravelArchitecs. – Z roku na rok co raz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że można podróżować inaczej niż na typowe all inclusive, a podróże szyte na miarę, to już nie tylko oferta dla najzamożniejszych – od razu jednak zastrzega. – To kwestia świadomości i pewnych nawyków, które się zmieniają, bo zaczęliśmy pragnąć czegoś innego. Czegoś co jest niemasowe, tylko zindywidualizowane. Wierzę, że największy boom na tego rodzaju sposób podróżowania dopiero przed nami.