Pierwsze dwa kroki pod zawieszonym wysoko nad głową sklepieniem z gęstego listowia i szybo zrozumiemy, czym jest osławione azjatyckie "zielone piekło". Wąska ścieżka nie jest nawet stroma, ale wszystkich, którzy na nią wstąpią w jednej chwili zalewa pot. Kolejny krok i zaczyna brakować tchu w piersiach. Jeśli w ciągu kolejnych kilku minut się nie przyzwyczaimy, wystąpią jeszcze zawroty głowy i kołatanie serca... Sport ekstremalny w saunie? Prawie. W temperaturze zaledwie 30 st. Celsjusza, ale w powietrzu, którego wilgotność dochodzi do 100 proc.

Ale wkoło jest zielono

Charakterystyczny półmrok, jaki panuje w deszczowych lasach, jest scenerią dla niewiarygodnej akustycznej jatki. Na spragnionych kontraktu z dziewiczą naturą mieszczuchów dźwięki spadają niczym lawina. Przenikliwe wrzaski małp i skrzeczenia ptaków z trudem wybijają się nad donośne tło, które w tym koncercie tworzą bzyczenie i cykanie owadów.

Obok klimatu to właśnie insekty są głównym powodem, dla którego wielu śmiałków po chwili spędzonej w parku, wraca do swojej kwatery, pakuje się i wyjeżdża, nie zasmakowawszy nawet prawdziwej dżungli.

Robale zawładnęły tą krainą bezdyskusyjnie. Zamiast dzikich słoni, tapirów, mrówkojadów czy gibonów w kolorowych folderach reklamowych należałoby pokazywać właśnie insekty (robaki, owady, stawonogi) - ogromne i osobliwe w formie skolopendry, przedziwne skaczące pająki, jadowite skorpiony i złowieszcze ćmy... Form, w jakich występują, w Taman Negara nie liczy się już w tysiącach, a prawdopodobnie w milionach.

Tylko motyli jest tutaj ponad tysiąc gatunków, zaś największe mrówki mają po 8 cm długości i wyglądają jak skaczące po ziemi ludzkie palce. Aby uwolnić się od tego widoku i przekonać się, jak wygląda życie w wyższych partiach lasu, można wybrać się na wycieczkę Canopy Walk.

Ten system mostków linowych leży blisko od dyrekcji parku w wiosce Kuala Tahan. Zawieszone kilkadziesiąt metrów nad ziemią przeprawy linowe są uznawane za najdłuższe na świecie (450 m). Niestety w sezonie (luty - sierpień), gdy okolicę nawiedza najwięcej turystów, przejście chybocącymi się kładkami trwa koszmarnie długo. Ze względów bezpieczeństwa może na nich przebywać określona liczba osób, a to oznacza, że na swoją kolej trzeba poczekać niekiedy 30-60 minut.


Ahoj przygodo!

Największym utrapieniem dla zapuszczających się w malajskie ostępy są pijawki. Dla niczego nieświadomych przybyszów z cywilizowanego świata widok karmiących się ich krwią robali zawsze jest szokiem. Ugryzień tych pierścienic w ogóle nie czuć. Ich wydzielina zawiera substancje, które najpierw działają jak znieczulenie miejscowe, a potem środek przeciwzakrzepowy. W efekcie po dniu wędrówki można odkryć w ubraniach, a także bezpośrednio na własnej skórze od kilku do kilkunastu tych krwiopijców.

Mimo upału, wilgotności i tyleż niespodziewanych, co gwałtownych ulew, a także wszelkiej maści nieprzyjaznych i dokuczliwych stworzeń, Taman Negara cieszy się wśród turystów ogromną popularnością. Oprócz przyjezdnych z całego świata chętnie przyjeżdżają tu również Malezyjczycy. Wszystkich przyciąga fakt, że okoliczne wapienne wzgórza porasta najstarszy na świecie las deszczowy.

Taman Negara nie zmieniło się od 130 milionów lat! W tym czasie tutejszy ekosystem nie został zakłócony żadną katastrofą ekologiczną, geologiczną ani klimatyczną. Nie należy się więc dziwić, że wielu przybyszów bliżej zaczyna się przyglądać temu co pełza u ich nóg (czasami się do nich przysysa), zwisa, skacze po gałęziach tudzież fruwa nad głową.

Dla prawdziwych twardzieli zarezerwowane są wyprawy w głąb dżungli. Aby dotrzeć do tego "matecznika mateczników", trzeba wynająć przewodnika. W drogę wyruszają zwykle grupy pięcio-, sześcioosobowe. Takie espady trwają zwykle cztery dni, ale są też wersje ekstremalne dziewięciodniowe, podczas których śmiałkowie wypuszczają się na odległy o 55 km od dyrekcji parku masyw Gunung Tahan (2187 m n.p.m.). Jego nazwę należy tłumaczyć jako Górę Cierpienia, co doskonale oddaje też charakter wycieczek w tamte okolice. Aczkolwiek "per aspera ad astra", jak mawiali starożytni Rzymianie. Większość uczestników takich wypraw to zaprawieni w boju amatorzy wspinaczki skałkowej, dla których wapienne ściany Gunung Tahan to... prawdziwy raj.

Uczestnikom "wycieczek" w ostępy Taman Negara nie mogą przeszkadzać ani robaki, ani brak jakichkolwiek wygód. Na kilka dni mają szansę niemal całkowicie uwolnić się od cywilizacji. Rzadko jednak rezygnują z kamer czy aparatów fotograficznych. Mają świadomość, że tylko decydując się na taką formę zwiedzania parku, mogą natknąć się na ślady na wpół legendarnego już władcy tej ziemi - tygrysa indochińskiego oraz także krytycznie zagrożonego wyginięciem nosorożca sumatrzańskiego.


Safari z dmuchawką

Mniej zdesperowani i odważni, a bardziej uzależnieni od wygód, mogą wybrać się do dżungli na jedną noc, by spróbować podejrzeć małpy, mrówkojady, a przy odrobinie szczęścia tapiry. Dla żółtodziobów nocleg pod chmurką dostarczy sporo emocji, a przy odrobinie szczęścia również wrażeń ze spotkania z przedstawicielami miejscowej fauny. Do obserwowania zwierząt służą specjalne kryjówki nazywane bumbun. Wszystkie usytuowane są w pobliżu polan, na które nocą przychodzą żerować zwierzęta.

Wszyscy, którzy chcą nocować na terenie parku, muszą zgłosić się do biura dyrekcji. Jedna noc w bumbunie kosztuje 5 ringitów od osoby. Dodatkowe trzeba zapłacić za możliwość fotografowania i filmowania.

Chętnych zabierają na miejsce przewodnicy. Warunki, jakie panują w kryjówkach, są więcej niż skromne. Należy ze sobą zabrać śpiwór, wodę i jedzenie. Szczególnie warto zadbać o to ostatnie, bo bardzo chętnie dobierają się do niego miejscowe szczury. Na spotkanie z bezczelnymi gryzoniami tak czy owak należy się przygotować. Jeśli na ich widok zareagujemy zbyt żywiołowo, to innych mieszkańców Taman Negara już tej nocy nie zobaczymy.

Na pocieszenie można za to wybrać się w gościnę do plemienia Batek (Bateq). Jego przedstawiciele wiodą żywot koczowników, pokonując co dziennie kilometry w najodleglejszych ostępach najstarszych lasów na Ziemi. Na szczęście jedna z wiosek w pobliżu Kuala Tahan ma już właściwie charakter stały. Przebywając u Bateków wysłuchamy opowieści starszyzny, dowiemy się, jak rozpalić ogień bez użycia zapałek, a także nauczymy strzelać z długiej dmuchawki. Komplet można zresztą kupić na pamiątkę.

Odwiedziny u rdzennych mieszkańców Taman Negara należy potraktować jako obowiązek. Turyści przynoszą dochód mieszkańcom wiosek, ale ta sprawa ma szerszy wymiar. Wdzierająca się w ostępy dziewiczej puszczy cywilizacja powoli, acz nieuchronnie niszczy takie wyjątkowe miejsca, a wraz z nim ich rdzennych mieszkańców. Bateków jest już tylko 700.


Informacje praktyczne

DOJAZD

Połączenia lotnicze Malaysia Airlines z Frankfurtu do Kuala Lumpur.

TRANSPORT LOKALNY

Komunikacja kolejowa stoi na bardzo wysokim poziomie, a standard usług jest nawet lepszy niż w wielu krajach europejskich (w tym w Polsce). Podobnie jest z komunikacją autobusową.

WYŻYWIENIE

Obiad w muzułmańskiej lub hinduskiej restauracji kosztuje 8-10 RM.

NOCLEGI

Za nocleg w jedynce w podrzędnym hotelu trzeba zapłacić 20-30 RM. Łóżko w sali wieloosobowej w guest house'ie kosztuje 8 RM.

KLIMAT

Równikowy. Temperatura przez cały rok -- około 30 stopni. Ulewne deszcze równikowe (zenitalne) występują zwykle po południu.

WALUTA

1 ringbit (RM) = 0,292 USD.

WIZA

Polacy nie potrzebują wizy do Malezji. Na każdym przejściu granicznym otrzymują pozwolenie na trzymiesięczny pobyt w tym kraju. Wymagany okres ważności paszportu przy wjeździe wynosi 6 miesięcy.

WAŻNE ADRESY

Ambasada Malezji w RP
ul. Gruzińska 3,
Warszawa
tel. 022 617 31 44
022 617 44 13
faks 022 617 62 56
e-mail: mwwarsaw@it.com.pl

Ambasada RP w Malezji
No 10, Lorong Damai 9,
Off Jalan Damai, 55000 Kuala Lumpur
P.O. Box 10052, 50704 Kuala Lumpur, Malaysia
tel. (00 603) 2161 08 05, 2161 07 80
faks (00 603) 2161 07 79, 2164 9924
e-mail: polamba@tm.net.my, www.kualalumpur.polemb.net