W ich opisie wyczuwa się barwy, zapachy i smaki tego kraju: czerwień szafranu rosnącego na stokach abruzyjskiego Gran Sasso, aromat migdałów ze wzgórz Noto, cynamonowy smak czekolady z sycylijskiej Modiki. Panie piszą o tym, co je naprawdę zachwyca. Obraz południowoapenińskiej krainy, który wyłania się z kart ich przewodnika, jest przez to nieco subiektywny, ale za to z pewnością ciekawy. A co do subiektywizmu, to inaczej być nie mogło: nie da się na 400 stronach małego formatu wyczerpująco opisać najbogatszego turystycznie regionu świata.

Z tego skarbca ubyła nam niedawno jedna perełka: w kwietniu tego roku trzęsienie ziemi zrujnowało zabytki średniowiecznej Aquili. W przewodniku opisano je jeszcze w nienaruszonym stanie, natomiast we wstępie znalazła się wyczerpująca informacja o stanie zniszczeń poszczególnych obiektów.

Autorki książki poruszały się nie tylko po utartych szlakach turystycznych, lecz dotarły do miejsc, które nie utraciły jeszcze do końca klimatu dzikości: na Kalabrię i do wnętrza Sardynii. Odnotowały obecność tam „fascynujących mikrokosmosów”: w małych kalabryjskich miasteczkach mówi się jeszcze po grecku i albańsku, zaś mieszkańcy Sardynii posługują się własnym, odrębnym od włoskiego językiem. W głębi Sycylii kobiety siedzą w domach, zaś mężczyźni zajmują się „passeggiatą”, czyli spacerami po uliczkach, połączonymi z oplotkowywaniem przybyszów. Zwłaszcza jeśli są płci odmiennej. Męskie zachwyty nad urodą pań z północy, głośno i bez skrępowania wyrażane w dialekcie sycylijskim, cytuje – niewątpliwie z autopsji – jedna z autorek przewodnika. Patrząc na ich fotografie, skądinąd trudno się dziwić Sycylijczykom.

Książka ma swoje minusy. Czuje się, że panie nie miały okazji zaprzyjaźnić się z historią, dyscypliną wielce przydatną przy opisie włoskich ciekawostek. Gdyby było inaczej, zapewne zorientowałyby się, że „mniejszość Valdesi” (s. 267) to po prostu waldensi, o których uczyliśmy się w szkole na lekcji poświęconej średniowiecznym herezjom.

Podstawowe informacje o kulturze i obyczajach, zgodnie z konwencją serii, w której wydano przewodnik, dotyczą całych Włoch, jednak znalazły się tu także przydatne informacje o odrębności mieszkańców Południa. Ich rodacy z okolic Mediolanu czy Wenecji zwykli określać ich mało wdzięcznym słowem „terrone”. W wolnym tłumaczeniu znaczy to mniej więcej to samo, co nasz „czereśniak”. Ale we włoskiej wersji brzmi chyba mniej agresywnie. Ludzie z Południa zdążyli się już do niego przyzwyczaić.