Na wyspę można pojechać chociażby tylko dla górskiej wspinaczki. I nie trzeba mieć wcale wielkiej kondycji, aby dostać się na szczyt dość wysokich, 1800-metrowych gór. Najtrudniejsze trasy prowadzą na Pico das Torres (1851 m n.p.m.) i Pico Ruino (1861 m n.p.m.), wznoszące się w centralnej części wyspy. Ale podjechać można całkiem blisko nich, gdyż autobusy lokalne docierają do najodleglejszych wiosek położonych wysoko w górach. Najlepiej wyruszyć na te szczyty z wioski Ribeiro Frio leżącej zaledwie 15 km od stołecznego miasta Funchal.

Wędrówka wzdłuż kanału

Ale góry to nie wszystko. W biurach informacji turystycznej i hotelach należy pytać o levadas. Od informatorów dostaniemy mapki z najlepszymi trasami.

Levadas to wąskie kanały wodne poprowadzone wzdłuż szlaków. Pewnie mają coś wspólnego z naszymi lewadami, kwietnymi grządkami przy chłopskich zagrodach. To słowo dziś zapomniane, choć obecne w wielkiej poezji. „Gdzie konwaliją woniące lewady biegną na skały, pod chaty i sady” – pisał o rodzinnym Krzemieńcu Juliusz Słowacki.

Lewady z Madery wykopano, by spływała do nich woda z deszczowej nawałnicy. Na wyspie powstała cała sieć takich spływów. Liczą sobie w sumie około 1600 kilometrów i ciągną się na sporych wysokościach. Wzdłuż kanałów wiodą też trasy turystyczne. Jak można się domyślić, nie są zbyt trudne. W hotelach recepcjoniści zwykli namawiać gości, by koniecznie wynajęli przewodnika. Nie ma powodu ulegać tym sugestiom, chyba że cierpimy na nadmiar pieniędzy. Na lewadach zgubić się nie da – po prostu idzie się wzdłuż kanału.


Na rozgrzewkę, od razu po przyjeździe, można wybrać szlak od Rabacal (zachodnia część wyspy) i wyruszyć na 15-minutową przechadzkę w kierunku wodospadu. Jeżeli czujemy się na siłach, możemy też wybrać marsz wzdłuż nieco dłuższej lewady znajdującej się w okolicy Porto Moniz. Kanały podchodzą też pod samo centrum Funchal. Z ogrodów Palheiro prowadzi ścieżka do Jasmin Tea Mouse. Szlak ten można wydłużyć, idąc półtora kilometra dalej, do Garden Tea Mouse. W zasadzie jest to przemiła wędrówka od herbaciarni do herbaciarni. Ale jakie cudne widoki!

Być na Maderze i nie wybrać się na lewadę to grzech. Zrozumie to każdy, kto dozna tego niezwykłego przeżycia połączonego z podziwianiem kwiatów, kontemplowaniem krajobrazów i wdychaniem zapachu dzikich lasów.

Przydrożne hortensje

Przewodnicy polecają szczególnie ogrody botaniczne w stolicy. Prawdę powiedziawszy, nie zrobiły one na mnie szczególnego wrażenia, gdyż cała wyspa okazała się jednym wielkim ogrodem. Najbardziej zadziwiają niebieskie i różowe hortensje rosnące przy drodze jak chwasty.

Poza zielenią jest oczywiście ocean. Przez większą cześć roku woda wokół Madery ma temperaturę 21 – 22 stopni C. W październiku i listopadzie – o dwa stopnie mniej. Miejscowi miłośnicy sportów wodnych nawet w zimie serfują po oceanicznych falach. Jednak kąpiel nie należy tutaj do najłatwiejszych, i to niezależnie od pory roku: wybrzeże Madery jest skaliste, pływanie utrudniają też wysokie fale.

Plaże

Choć nie znajdziemy tam zbyt wielu długich plaż, Portugalczycy dbają o to, by przybywający na Maderę turyści mieli gdzie bezpiecznie się wykąpać. Takim przyjaznym i pięknym miejscem jest wspomniane już Porto Moniz, położone w północno- zachodniej części wyspy. Ze stolicy można tam dojechać samochodem lub autobusem w godzinę i 15 minut, przecinając po przekątnej całą wyspę. Tamtejsze miejsca do kąpieli to starannie utrzymane plaże i betonowe mola, które ułatwiają dostęp do oceanu. Podobnych kąpielisk jest na wyspie dużo więcej, ale nie wszystkie są tak urocze. Może z wyjątkiem Porto Santo, wysepki położonej 45 km od brzegu Madery. Jeśli ktoś marzy o ciepłym piasku na plaży, powinien udać się właśnie tam.