Skąd się wziął śmigus-dyngus?

Michał Wójcicki | 2009-04-10 15:08 | Aktualizacja: 22:03

No i doczekaliśmy się. Po kilku dniach spędzonych na przygotowaniach do świąt Wielkiej Nocy zasiedliśmy do stołu, by zjeść z rodziną tradycyjne śniadanie. Ale niech nie da się zwieść ten, kto myśli, że pośpi spokojnie w poniedziałek. W lany poniedziałek...




Od zamierzchłych czasów Poniedziałek Wielkanocny zwany jest lanym poniedziałkiem. Wtedy to wszyscy od samego rana polewają się wodą w ilościach od symbolicznych po wręcz przemysłowe. Ale skąd się wziął ten obyczaj polewania bliźnich? Otóż jak większość polskich obrzędów wywodzi on swój rodowód z czasów słowiańskich. Wtedy to z dniem przesilenia wiosennego wypędzano zimę, by na jej miejsce przywitać nową porę roku. Wśród wielu obrzędów był zwyczaj śmigusowania. Brało się wtedy wiązkę wierzbowych witek i wzajemnie smagało się po nogach, pupach i gdzie popadnie.

Gdzieniegdzie przy okazji polewano się wodą, co z czasem przerodziło się we wspólne kąpiele. Później do śmigusa dołączył dyngus, czyli możliwość wykupienia się malowanym jajkami od polania. Gdy na naszych ziemiach pojawiło się chrześcijaństwo, misjonarze próbowali walczyć z tym zwyczajem. Jednak lud był za bardzo przywiązany do swojej tradycji, żeby dać sobie wyrugować ten zwyczaj. Kościół postanowił związać go z Poniedziałkiem Wielkanocnym, delikatnie przy tym zamieniając kąpiele na polewanie się wodą. Z czasem słowa śmigus i dyngus zlały się w jeden śmigus-dyngus, czyli wielkanocne polewanie.

Jak to zwykle z naszymi zwyczajami bywa, lany poniedziałek ma różne lokalne wariacje. Jednym z szerzej znanych jest Siuda Baba z okolic Wieliczki w Małopolsce. Siudą Babę odgrywa przebrany w kobiece fatałaszki mężczyzna z twarzą wysmarowaną sadzą. W ręce ma równie ubrudzony bicz, a na szyi zawieszone korale zrobione z kartofli. Siuda Baba chodzi po domach i smaruje sadzą twarze domowników. Zwyczaj ten prawdopodobnie pochodzi od jednej z wielickich legend. Siuda Baba mieszkała samotnie i strzegła ogniska poświęconego jednej z boginek. Raz do roku opuszczała świątynię i wyruszała na poszukiwanie swojej następczyni. Tak jak dziś chodziła cała umazana sadzą po wsiach (przez rok pilnowania ognia i nie mogła się umyć).

Innym zwyczajem, również z Małopolski, chodź znany też w okolicach Poznania, są Dziady Śmigustne. We wsi Dobre w okolicach Limanowej w nocy z niedzieli na poniedziałek pojawiają się postacie przebrane w łachmany i z zasłoniętymi twarzami, które wydając pomruki i polewając wodą, proszą o drobne datki. Tradycja Dziadów Śmigustnych sięga czasów najazdów tatarskich. Wtedy to z niewoli wrócili jeńcy z obciętymi językami i pokaleczonymi twarzami. Mieszkańcy wsi zajęli się nimi i na pamiątkę tego zdarzenia ich osada nazywa się Dobra.

W Polsce Centralnej jest zwyczaj chodzenia z kurkiem po dyngusie. Kogut jako symbol męskiej witalności był przywiązywany do drewnianego bogato przystrojonego wózka. Był na nim obwożony po wioskach, gdzie pianiem obwieszczał zmianę pogody na wiosenną. Z czasem żywego kuraka zastąpiono glinianym albo drewnianym. Rytuał miał za zadanie skojarzyć młode pary i zapewnić rodzinom zdrowie. Kurcarze mieli przy sobie wodę, którą polewali panny. Ta która została najbardziej zmoczona, z dumą mogła się uważać za najlepszą partię w okolicy.

W niektórych regionach Polski zwyczaj polewania się wodą nie jest praktykowany. I tak na przykład Kaszubi wolą w Poniedziałek Wielkanocny smagać się witkami wierzbowymi, tak jak drzewiej czynili to ich przodkowie.






zdjęcie autora

Autorem tekstu jest

Michał Wójcicki

Zobacz inne teksty autora »

Źródło: dziennik.pl
Podziel się:
Znajdź Dziennik.pl na:FBgoogle plusetwitter

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!
Prognoza pogody i program TV