Burmistrz Władysławowa Adam Drzeżdżon mówi jasno: – Plaża jest do plażowania, a nie do handlu.

Reklama

Dlatego na publicznych plażach Władysławowa obowiązuje zakaz handlu obnośnego. Po lody czy napoje trzeba się pofatygować do baru. Jak tłumaczy burmistrz, gdyby zezwolić na sprzedaż obnośną, nad morzem byłoby więcej handlarzy niż plażowiczów. A na piasku – papierów i puszek.

Nawet jednak przy plaży we Władysławowie nie wolno sprzedawać jednego: pizzy. Problemem są duże tekturowe opakowania. – Wystarczą takie dwa i śmietnik na 120 litrów jest zapchany – tłumaczy Tomasz Hapapniuk z firmy administrującej plażą. – A w Polsce jest taka kultura, że kiedy śmietnik jest pełen to kładą śmieci obok – dodaje. Nie może opróżniać śmietników częściej, bo nie zobowiązuje go do tego umowa z miastem. Nie postawi większych, bo pracownikom byłoby ciężko wymieniać worki.

Argumentacja urzędników z Władysławowa mogłaby śmieszyć, gdyby nie to, że podobną filozofią kieruje się większość nadmorskich miejscowości. W Gdańsku i Gdyni na plażach strzeżonych nie można palić i pić alkoholu. W Sopocie można, ale tylko w dzień. W nocy, jak wyjaśnia rzeczniczka prezydenta miasta Magdalena Czarzyńska-Jachim, obowiązuje zakaz, bo inaczej młodzi ludzie urządzają libacje i zostawiają po sobie sterty puszek, butelek i niedopałków.

Problem dało się rozwiązać w Mielnie. Co 50 metrów stoją popielnice, co 10 metrów – jest 120-litrowy śmietnik, a cztery razy dziennie plaża jest sprzątana ręcznie. – Zakazy? Przecież tego się nie da egzekwować – śmieje się Aldona Prusinowska, dyrektorka miejskiego ośrodka sportu i rekreacji, który zajmuje się plażą. Dla porównania w Sopocie, gdzie na piasku zalegają niedopałki, szkła i butelki po wódce, śmietniki stoją co 25 metrów, a ręczne sprzątanie odbywa się raz na dobę.

Marcin Fangler, pilot wycieczek zagranicznych, nie przypomina sobie podobnych zakazów w innych krajach. Zauważa jednak, że wielkie przestrzenie piaszczystych plaż dostępnych dla wszystkich to w Europie rzadkość. Duża część wybrzeża należy do hoteli i pensjonatów. – I tam jest czyściej niż na plażach publicznych – zauważa. Polskie gminy niechętnie jednak myślą o wprowadzaniu opłat za plażowanie.