Dwóch poszkodowanych w ciężkim stanie oraz mężczyzna poruszający się o własnych siłach przebywają w szpitalu powiatowym w Zakopanem. Kolejny ciężko ranny turysta został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Nowym Targu.

Reklama

Jak powiedział PAP naczelnik Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego (TOPR) Jan Krzysztof, który brał udział w akcji pod Rysami, w zasięgu lawiny było sześć osób, ale lawina porwała pięcioro.

Nikt nie został przysypany śniegiem. Czterech turystów na pokładzie śmigłowca trafiło do szpitala. Piąta osoba poszkodowana nie doznała groźnych obrażeń i została śmigłowcem przetransportowana do Morskiego Oka, skąd dalej samochodem ratowniczym na dół. Szósty turysta znajdujący się w zasięgu lawiny nie został porwany i o własnych siłach zszedł na dół – relacjonował PAP naczelnik TOPR.

Turyści nie wędrowali na szczyt w jednej grupie. Były to dwie pary i dwóch pojedynczych turystów. W tym rejonie podczas zejścia lawiny nie było nikogo więcej. Turyści nie szli szlakiem, który przebiega tamtędy latem, lecz wędrowali tak zwaną Rysą.

Z ustaleń ratowników wynika, że trójka turystów, która najprawdopodobniej wyzwoliła lawinę, była już pod tak zwaną Przełączką w okolicach wierzchołka Rysów, kolejni byli około 150 m niżej, a następni jeszcze około 40-50 m poniżej. Cała szóstka znajdowała się w tak zwanej Rysie, czyli w żlebie, którym zimą turyści najczęściej chodzą na szczyt Rysów.

Turyści spadali kilkaset metrów w kierunku Czarnego Stawu. Doznali obrażeń wielonarządowych, urazów kończyn i potłuczeń. Naczelnik TOPR ocenił, że była to mała lawina jak na warunki tatrzańskie.