Nie sądzę, by restrykcje na granicy były dużym problemem dla chińskiej turystyki. Chiny są zbyt duże i mają zbyt wielu ludzi. Chińczycy (z powodu pandemii) nie mogą jeździć za granicę, więc zamiast tego podróżują po kraju – mówi PAP Mo Lan z biura agencji turystycznej FNE Travel w Kantonie.

Reklama

Obowiązujący od prawie półtora roku zakaz wjazdu w celach turystycznych mocno uderzył jednak w firmy nastawione konkretnie na tego rodzaju klientów, takie jak FNE Travel. Według Mo przed pandemią w jej kantońskim biurze pracowało 25 osób. Obecnie zostało tylko sześć.

Już przed pandemią obcokrajowcy stanowili jednak stosunkowo mały odsetek turystów w Chinach. Z danych ministerstwa kultury i turystyki wynika, że w 2018 roku Chiny kontynentalne odnotowały 141,2 mln przyjazdów turystycznych z zagranicy. Większość z nich stanowiły jednak przyjazdy z Hongkongu i Makau, a tylko 30,5 mln dotyczyło przybyszów spoza ChRL.

W tym samym czasie resort naliczył aż ponad 5,5 mld podróży turystycznych obywateli Chin kontynentalnych wewnątrz kraju. W 2019 roku liczba ta wzrosła do ponad 6 mld, a turystyka wewnętrzna wygenerowała obroty ok. 5,73 bln juanów.

Covid-19 w Chinach

Z powodu Covid-19 w 2020 roku liczba podróży turystycznych wewnątrz Chin spadła o ponad połowę - do 2,88 mld juanów, a obroty pomniejszyły się o ponad 60 proc. - do 2,23 bln juanów. Po opanowaniu pierwszej fali zakażeń prasa ogłaszała powrót turystyki do stanu sprzed pandemii, ale podróże wciąż utrudniają nowe ogniska zakażeń.

Choć liczby infekcji wykrywanych w Chinach były niewielkie w porównaniu do danych z Europy czy USA, władze stanowczo na nie reagowały, by nie dopuścić do nawrotu pandemii na szeroką skalę. Media określały to jako zasadę "zero tolerancji" dla koronawirusa.

Gdy w maju w prowincji Guangdong, której stolicą jest Kanton, pojawiło się ognisko groźnego wariantu koronawirusa Delta, władze odwołały setki lotów i odradziły mieszkańcom niekonieczne wyjazdy. Podobnie postępowano w przypadku ostatniej fali zakażeń Deltą, która rozlała się na co najmniej 17 chińskich regionów.

Reklama

Wewnątrz Chin hotele, sklepy i miejsca turystyczne łatwiej odrabiają straty, jeśli nie ma przypadków Covid-19 w danym mieście czy prowincji. To ma wielki wpływ. W sierpniu z powodu rozprzestrzenienia koronawirusa w wielu miastach politycy zabronili podróżowania – zaznacza Mo.

W połowie sierpnia w Chinach było 29 obszarów uznawanych za strefy wysokiego zagrożenia epidemicznego i 105 stref średniego ryzyka. Poszczególne miasta i regiony nasiliły kontrolę i obowiązkowe badania osób, które przebywały na tych obszarach, a w niektórych miejscach zobowiązano je do dwutygodniowej kwarantanny.

Sierpień, letnie wakacje, to zawsze szczyt sezonu, ale teraz z powodu przypadków Covid-19 obroty spadły. W Sanyi obłożenie hoteli spadło do 20 proc., podobnie jak w Dali, Lijiangu i Shangri-la. W sierpniu zeszłego roku w Sanyi było ciężko znaleźć wolny pokój nawet przy stawkach rzędu 2-3 tys. juanów za noc – podkreśla Mo, opisując sytuację w popularnych miejscach turystycznych.

Chińskie władze nie dopuściły jak dotąd do użycia w kraju żadnej zagranicznej szczepionki przeciw Covid-19 i nie wpuszczają turystów, nawet jeśli są zaszczepieni. Sygnalizują też zamiar utrzymania w najbliższym czasie restrykcji na granicach. Według Mo Lan zakaz wjazdu dla turystów może zostać zniesiony najwcześniej w 2023 roku.