Pawełek opłynięcie Hornu planował od kilku lat. "Nie pozostało już na świecie wiele białych plam lub niepodjętych wyzwań. Jednym z nich jest wyprawa odkrytą łodzią pontonową wokół przylądka z Atlantyku na Pacyfik" - tłumaczył przed rozpoczęciem wyprawy, którą porównywał do zdobycia K2, najtrudniejszego szczytu w Himalajach. "Pokonanie tej trasy gwarantuje zapisanie się złotymi zgłoskami w historii morskich podbojów. Moją ambicją jest, żeby ten zaszczyt przypadł polskiej załodze i banderze" - dodawał.

Reklama

Polski śmiałek, który 10 lat temu samotnie przepłynął pontonem Atlantyk, bardzo szybko przekonał się, że Horn zasłużenie cieszy się wśród żeglarzy złą sławą. W Puerto Williams, gdzie zaplanował rozpoczęcie i zakończenie rejsu był gotowy do drogi tydzień przed wyruszeniem. Dostał wtedy zgodę na wypłynięcie, ale z powodu nagłej zmiany pogody musiał zostać w porcie. "Na Hornie zapowiedzieli dzisiaj wiatr o prędkości 40-50 węzłów w porywach do 90. Sytuacja zmieniła się diametralnie. Nie wychodzę z Puerto Williams. Czekam na poprawę pogody" - relacjonował wtedy.

Na kolejną szansę musiał czekać kilka dni. W końcu wypłynął wieczorem i zgodnie z planem po około 24 godzinach rejsu miał wrócić do Puerto Williams. Ale pogoda znów pokrzyżowała mu plany: z powodu silnego wiatru i wysokich fal żeglarz zakończył wyprawę dobę później.

Taki przebieg rejsu Pawełka nie był zaskoczeniem dla kontradmirała Czesława Dyrcza, grotmaszta Bractwa Kaphornowców, czyli elitarnej grupy polskich żeglarzy, którzy opłynęli Horn. Sam kontradmirał Dyrcz dokonał tego dwukrotnie: po raz pierwszy na "Darze Młodzieży” podczas rejsu dookoła świata w latach 1987 - 1988 i drugi raz na „Iskrze” w latach 1995 - 1996.

"Wokół przylądka Horn panują warunki ekstremalne, niemal ciągły sztorm, fale na 15 m" - opowiadał DZIENNIKOWI. I dodał, że o tym, czym jest Horn, najlepiej świadczy liczba ofiar, które tam zginęły. "Zatonęło tam ponad 700 wielkich żaglowców, zginęło 10 tys. ludzi. To miejsce jest jednym wielkim cmentarzyskiem" - mówił kontradmirał. Właśnie dlatego szef Bractwa Kaphornowców nie zachwyca się dokonaniem Arka Pawełka. "To, co zrobił, jest wyczynem, ale takie wyczyny to igranie z życiem" - tłumaczył. "Żeglarze, którzy mają pokorę wobec morza, wiedzą, że w ten sposób z Hornem się nie igra".