Biura podróży oferują jedynie ubezpieczenie podstawowe. Możemy się z nim czuć bezpiecznie, jeśli nic poważnego podczas wakacji nam się nie przytrafi. Wystarczy na pokrycie kosztów leczenia po nadepnięciu jeżowca w Grecji – 110 euro, ukąszenia przez owada na Kubie – 30 euro, czy zatrzymania biegunki na Dominikanie – 207 euro.
Jeśli jednak podczas wojaży odniesiemy poważny uraz lub odezwie się choroba przewlekła, może się okazać, że ubezpieczyciel nie pokryje kosztów leczenia. Przekonał się o tym pan Marek, który trafił w Meksyku do szpitala z objawami zatrucia. W trakcie leczenia odezwały się jego kłopoty z sercem i po kilku dniach został przeniesiony na oddział kardiologiczny. Firma ubezpieczeniowa zapłaciła za leczenie zatrucia, a potem przestała przelewać pieniądze. Turysta musi z własnej kieszeni wyłożyć ponad 200 tys. zł.
– – wyjaśnia Agnieszka Florkiewicz, starszy specjalista ds. ubezpieczeń turystycznych Signal Iduna. – – dodaje. Zaznacza jednak, że jeśli ktoś cierpi na choroby przewlekłe, powinien wykupić ubezpieczenie dodatkowe.
Ważne jest też, by rozszerzyć polisę albo wykupić dodatkowe ubezpieczenie, jeśli na wakacjach chcemy się wspinać po skałkach, jeździć rowerem po górach albo uprawiać rafting. – – wyjaśnia Beata Kalitowska, dyrektor zarządzająca ERV w Polsce. – – dodaje.
Ubezpieczeniu nie podlegają szkody powstałe wskutek zamieszek, działań wojennych i terrorystycznych, na co warto zwrócić uwagę przy wyborze naprawdę ekstremalnej wycieczki.
Dobrze jest też zorientować się, jakie są koszty leczenia w kraju, do którego się wybieramy. Dla przykładu pomoc lekarska w razie złamania nogi na Majorce może kosztować 20 – 28 tys. zł, a ten sam uraz leczony w USA wraz z transportem wyniesie nawet 100 tys. zł.