Michał Wójcicki: Na pewno wiele osób zastanawia się, dlaczego Włoch opuścił słoneczną Italięi postanowił osiedlić się w zimnym słabo rozwiniętym kraju. Jak pan trafił do Polski?

Paolo Cozza: Kilkanaście lat temu przyjechałem tu z moimi kolegami w poszukiwaniu żubrów. Usłyszeliśmy, że żyją one w Białowieży i koniecznie chcieliśmy je zobaczyć. To był mój pierwszy cel turystyczny, ale jak zobaczyłem Polskę to już się w niej zakochałem. Mieszanka tej dzikości z żubrami, lasami... to jest to, co lubię.

Jakie więc są pana ulubione miejsca w Polsce poza Białowieżą. Miasta czy raczej zacisza w pobliżu natury?

Uwielbiam lasy i jeziora, dlatego bardzo podobają mi się Mazury. Z miast najbardziej lubię Wrocław, Kraków i Gdańsk z ich Starówkami, i rynkami pełnymi straganów. Mają taki specyficzny, studencki klimat i są bardzo otwarte na turystów. Życie tam nie toczy się w takim szaleńczym tempie, jak np. w Warszawie. A jeśli o nią chodzi, to uważam, że w porównaniu do innych stolic w Europie jest naprawdę fajnym miastem. Może nie jest to najpiękniejsze miasto w Polsce, ale ma swój urok.

A sami ludzie: czy Polacy bardzo różnią się od Włochów?

To, co jest wspólne dla obu narodów, to na pewno jedzenie, picie, imprezy i gościnność. Polacy i Włosi mają też podobny światopogląd. Natomiast to, co Włochów od Polaków różni, to spontaniczność. W pierwszej chwili, gdy poznaje się Polaka, wydaje się on bardziej zamknięty. Ale po pięciu minutach jest już wyluzowany i jest prawie jak Włoch. Oba narody są podobne do siebie i dobrze się czują w swojej obecności.

Jest pan kucharzem, więc nie może zabraknąć pytania o kulinaria. Czy smakuje panu włoskie jedzenie w polskim wydaniu?

Wy, Polacy polonizujecie włoskie jedzenie i myślę, że nawet nieźle wam to wychodzi. Kuchnię włoską charakteryzuje prostota. Natomiast polskim kucharzom wydaje się, że włoskie dania nie mogą być aż tak proste. Dodają do nich różnych przypraw i koniecznie chcą coś skomplikować. I dopiero takie włoskie jedzenie gotowane po polsku jest akceptowane dla Polaków. Potem, gdy jadą do Włoch, są zdziwieni, bo to, co im podaje kelner, w ogóle nie przypomina im tych włoskich potraw, które znają z Polski.

Rozmawiałem z wieloma włoskimi kucharzami, którzy mają swoje restauracje w Polsce i mówili, że jak próbują gotować po włosku, to od razu tracą klientów. Żeby nie zbankrutować, muszą bardziej rozgotowywać makaron i całkiem zmieniać potrawom smak. Ale to jest kompromis jeszcze do zaakceptowania dla Włocha. To, co się robi z włoskim jedzeniem w Stanach Zjednoczonych czy w Niemczech, to już jest dla nas za wiele.

Skoro pan sporo podróżuje po Polsce, to czy spotkał pan się z jakimiś turystycznymi absurdami w naszym kraju?

Absurdem jest personel, który wygląda jakby miał klienta gdzieś. W restauracjach, hotelach brakuje tej serdeczności, która jest słynnym elementem tego kraju. Przecież grzeczność jest bardzo ważna w takich zawodach, jak recepcjoniści, kelnerzy, barmani. Jednak zdarza się, że kontakt jest na tyle zimny, że klient się zastanawia, „po co ja mam tutaj wracać?”.

Restauratorzy narzekają, że nie mają klientów, zrzucają wszystko na kryzys, a wystarczy tylko trochę lepiej zadbdać o klientów. To jest bardzo duża różnica w porównaniu z Włochami. Tam personel cały czas stara się, by klient był jak najbardziej zadowolony, by wrócił w następne wakacje i stał się stałym klientem.

Bardzo mnie też dziwi zakaz nawiązywania przez personel prywatnych rozmów z klientami. Tłumaczą się, że są w pracy, ale przecież ta praca właśnie na tym polega. We Włoszech często jest tak, że wraca się w jakieś miejsce nie ze względu na jedzenie, warunki czy obsługę, ale dlatego, że zaprzyjaźniliśmy się z barmanem lub kelnerem. A przecież taki wracający klient to czysty zysk.

Czy myśli pan, że właśnie z tego powodu Włosi niezbyt chętnie przyjeżdżają do Polski?

Włosi słabo znają Polskę. Nie ma dobrej reklamy, która by im wasz kraj przybliżyła. Ci, którzy tu dotarli, przede wszystkim poznali Kraków. Znają to miasto ze względu na papieża Polaka, ale też dzięki dobrej komunikacji z Włochami. To miasto ma też dobrze zorganizowane zaplecze turystyczne, dzięki temu można naprawdę miło się w nim poczuć. Kolejnymi miastami znanymi Włochom są Wrocław i Warszawa.

W przypadku dalszych rejonów, jak np. Mazury, to zwykły Włoch nie ma nawet pojęcia, że istnieją. Polacy powinni wykorzystać to, że Polska staje się dla Włochów coraz atrakcyjniejszym krajem i trochę się wysilić, by ich zachęcić do odwiedzin.

A jakie miejsce we Włoszech poleciłby pan na spędzenie wakacji?

Dorosłym, którzy nie przejmują się brakiem luksusów polecałbym Sycylię, Sardynię, Kalabrię, czyli południe Włoch i wyspy. Południe jest zdecydowanie fajniejsze, jeśli chodzi o krajobraz, natomiast infrastruktura turystyczna jest tam jeszcze niezbyt rozwinięta, więc należy się spodziewać niespodzianek.

Natomiast dla rodzin z dziećmi wybrałbym wybrzeża Adriatyku. Może nie jest pierwszej czystości, ale z fajnymi piaszczystymi plażami. więc dzieci mogą się nad nim bezpiecznie bawić. Poza tym jest tam dobra infrastruktura turystyczna.