Mnisi przyjeżdżają do Polski na zaproszenie Fundacji Sam Dżub Ling, która zajmuje się nie tylko promowaniem kultury i tradycji Tybetu, ale także pomocą w zakresie zdrowia i edukacji.

Zniszczony klasztor

Historia klasztoru Lhodak Gaden Dhonnyiling jest bardzo ciekawa. Jest jednym z 13 klasztorów powstałych za czasów V Dalajlamy. Został założony w roku 1649 w miejscowości Lhodak Dhuwa Dzong we wschodnim Tybecie. W krótkim czasie stał się ważnym ośrodkiem studiów buddyjskich okręgu Lhokha przyjmującym studentów z 18 regionów Tybetu. W klasztorze mieszkało ponad 350 mnichów studiujących i praktykujących sutrę i tantrę.

W 1959 roku został kompletnie zniszczony przez oddziały Chińskiej Armii Wyzwoleńczej. Mnisi brali czynny udział w ruchu oporu podczas pacyfikacji regionu Lhokha. Większość zginęła, a okupanci skonfiskowali cenne obiekty kultu religijnego.

Kilku ocalałych z pogromu mnichów podążyło w ślad za XIV Dalajlamą podczas jego ucieczki do Indii. W 1993 r. zapadła decyzja o odbudowie klasztoru. Nową siedzibą stała się kolonia tybetańska Dekyiling w pobliżu miejscowości Dehradun w indyjskim stanie Uttarakhand. 24 listopada 1996 roku Jego Świątobliwość Dalajlama zainaugurował i wyświęcił niewielki klasztor. Nowy budynek jest kopią oryginalnej siedziby klasztoru w Tybecie.

Obecnie mnisi starają się o powrót do Tybetu. Władze Chińskiej Republiki Ludowej zezwoliły na odbudowę części zniszczonych klasztorów, jednak konsekwentnie odmawiają zgody na rekonstrukcję Lhodak Gaden Dhonnyiling. Podczas ubiegłorocznej podróży do Tybetu przełożonemu klasztoru udało się uzyskać zgodę miejscowych władz chińskich na rekrutację dwóch mnichów, którzy obejmą pieczę nad ruinami dawnej siedziby.

Przyjeżdżają po pomoc

Celem wizyty mnichów w Polsce nie jest wyłącznie prezentacja kultury i tradycji Tybetu. Najważniejszym celem zarówno mnichów, jak i fundacji jest uzyskanie pomocy oraz zgromadzenie funduszy na pomoc medyczną przede wszystkim dla dzieci z wioski tybetańskiej Golok.

Do obecnej akcji włączyły się różne instytucje, począwszy od prezydenta Gdyni Wojciecha Szczurka, który patronuje temu przedsięwzięciu w ramach tygodnia prezentacji kultur Dalekiego Wschodu. Inne instytucje to Centrum Gemini, galeria Malarze Gdyni, Fotoplastikon, Teatr Miejski w Gdyni, Żydowski Instytut Historyczny, teatr Kamienica Emiliana Kamińskiego, Sarsteed, a także artyści oraz wiele innych osób.

Wiele osób zapewne zapyta, dlaczego mamy pomagać akurat Golokowi? Jest wiele miejsc na świecie, w których potrzebna jest pomoc. Odpowiedź jest prosta: Polacy, podobnie jak Tybetańczycy, borykali się z biedą, poniżaniem, chorobami oraz analfabetyzmem. Nasze doświadczenia pozwalają nam pomagać. Znamy drogę do tego, jak poradzić sobie z wyniszczającymi chorobami, jak rozwijać szkolnictwo, jak dbać o tradycję i religię.

Śmierć w raju

Wioska Golok jest przepięknym miejscem, położonym w dolinie między górami. Płynie przez nią rzeka, która na wiosnę, kiedy topnieją śniegi, przybiera i niebezpiecznie wyrywa się z brzegów. Ten czas oprócz ciężkich zim to najtrudniejszy okres w życiu mieszkańców wioski. Wąskie górskie drogi stają się wtedy nieprzejezdne. Do wioski w żadnym okresie nie docierają autobusy, nie ma tam żadnej komunikacji. Mieszkańcy zdani są tylko na siebie.

Większość mieszkańców wioski to nomadzi, którzy kiedyś przez cały rok wraz ze stadem jaków przemieszczali się w kolejne miejsca. Teraz na jesieni wracają do wioski, do swoich domów, aby znowu na wiosnę wyruszyć ze stadami. Razem z nimi wracają jaki, które ciężkie zimy spędzają na parterach domów, dając tym samym ciepło.

Dla nas, zmęczonych cywilizacją, spragnionych spokoju, jest to niezwykle urokliwe i zaczarowane miejsce. Cisza, leniwie pasące się jaki i owce, gdzieniegdzie przebiegające dzikie zwierzęta, radośnie bawiące się dzieci, otwarci na nas mieszkańcy wsi i powiewające na zboczach flagi modlitewne to dla nas obraz sielanki. Jeśli jednak przyjrzeć się bliżej, zobaczymy, z jak wieloma problemami stykają się mieszkańcy tej wsi.

W Golok nie ma lekarza, nie ma też specjalisty od medycyny naturalnej. Do najbliższego lekarza jest około 300 km, co oznacza, że na motorze lub samochodem w warunkach górskich jedzie się około sześciu, siedmiu godzin. Na dodatek służba zdrowia jest tam płatna i prawie nikt nie może sobie na nią pozwolić. Nie ma tam obowiązkowych szczepień, więc szerzą się różne choroby. Jedną z najdotkliwiej atakujących jest gruźlica, kolejna to wirusowe zapalenie wątroby, inne to choroby przewodu pokarmowego – różnego rodzaju choroby pasożytnicze.

Dzieci mieszkające w tamtym regionie od samego początku stykają się z tymi chorobami ponieważ wielopokoleniowe rodziny żyją razem, nikt nie wie, na co choruje, nie ma izolacji zdrowego od chorego. Nie mają wiadomości na temat pierwszej pomocy przedmedycznej, na temat chorób, nikt nie uczy ich zdrowego odżywiania, bo warunki, w jakich żyją, nie sprzyjają bogatej diecie. Większość mieszkańców wsi to analfabeci.

Przyjdź na spotkanie z kulturą tybetańską

Organizatorzy spotkań z kulturą tybetańską bardzo liczą na to, że wiele osób zrozumie, jak ważna dla tych dzieci jest każda złotówka, która pomoże im wyzdrowieć i kształcić się.

Golok leży kilka tysięcy kilometrów od Polski, ale każdy z nas może ten dystans zmniejszyć, pomagając w różny sposób, czy to fundując stypendia, czy przekazując pieniądze na leczenie, czy też odbywając podróż do tamtego regionu. O takich podróżach mówi się, że są podróżami życia.