Cena niższa niż średni dom w Warszawie. Gdzie tkwi haczyk?
Makri to blisko 100 hektarów dzikiego, śródziemnomorskiego piękna ulokowanego na lśniących wodach Morza Jońskiego, zaledwie 4 kilometry od wybrzeża Grecji kontynentalnej. Na wyspie nie ma hoteli, tłumów turystów, portu ani jakiejkolwiek nowoczesnej infrastruktury. Jedyne ślady ludzkiej obecności to ruiny dawnej kaplicy, zbiornik na deszczówkę i skromny dom.
Wyspa ma trafić pod młotek w listopadzie tego roku. Cena wywoławcza wynosi zaledwie 247 000 euro (1 045 575,70 złotych). Dla porównania, to niespełna połowa średniej ceny domu w Warszawie, która osiągnęła pułap 2,3 - 2,4 miliona złotych.
Dlaczego rajska wyspa, sąsiadująca z posiadłościami emira Kataru, kosztuje tak niewiele?
Biurokracja, długi i dekrety prezydenckie
Przeszłość Makri usłana jest skomplikowanymi bataliami sądowymi. Jak informują loklane media, 1991 roku zakupił ją biznesmen Stefanos Liovaros, jednak dziś obiekt znajduje się w rękach syndyków. Plany przekształcenia tego miejsca w luksusowy kurort spaliły na panewce.
Jak informuje oficjalne ogłoszenie, projekt budowy ośrodka wypoczynkowego "został wstrzymany z powodu poważnych ograniczeń prawnych i środowiskowych". Potencjalny inwestor musi liczyć się z prawdziwym polem minowym. "Nieruchomość jest również obciążona hipotekami, roszczeniami podatkowymi, spornymi umowami najmu, działaniami wierzycieli i długotrwałymi sporami prawnymi z udziałem państwa greckiego" - czytamy.
Kluczowe obostrzenia i wyzwania dla kupującego
Makri jest obszarem o wyjątkowym znaczeniu ekologicznym, kontrolowanym przez Unię Europejską. Wyspa jest klasyfikowana jako teren leśny, co drastycznie ogranicza wycinkę i jakiekolwiek przekształcenia gruntu. Greckie przepisy dotyczące ochrony linii brzegowej należą do najbardziej surowych w Europie. Z powodu biurokracji "jakakolwiek budowa prawdopodobnie będzie wymagała dekretu prezydenckiego".
Od 8 milionów do ułamka wartości
To nie jest pierwsza próba sprzedaży Makri. W ciągu ostatnich pięciu lat jej cena szybowała na fali spekulacji. W ofertach internetowych żądano za nią nawet 8 milionów euro. W 2022 roku zorganizowano aukcję z ceną wywoławczą 1,5 miliona euro - jednak i wtedy nie znaleziono chętnego.
Sytuacja ta doskonale obrazuje specyfikę tamtejszego rynku dóbr luksusowych. W ogłoszeniu znajdziemy wymowne podsumowanie. "Makri stało się symbolem szerszej rzeczywistości otaczającej prywatne wyspy w Grecji: chociaż często są reklamowane na arenie międzynarodowej jako ultraluksusowe aktywa, w praktyce ich posiadanie i zagospodarowanie może być niezwykle trudne" - czytamy.