"Wszystko, co możemy robić, to naciskać na władze egipskie, aby jak najszybciej ten kryzys się zakończył, a z drugiej strony na dyrekcję lotniska, by zapewniła, na ile to możliwe, godne warunki tym, którzy się na nim znajdują" - powiedział w sobotę PAP rzecznik MSZ Marcin Bosacki.

Reklama

Jak zaznaczył sytuacja na miejscu jest trudna, ale nie ma zagrożenia bezpieczeństwa dla naszych rodaków. "Nic nikomu nie grozi, nie mamy takich sygnałów, ale sytuacja jest trudna - niezmiernie uciążliwa, dla tych ludzi, którzy już ponad 10 godzin są na lotnisku, zwłaszcza dla tych, którzy są tam z dziećmi" - powiedział Bosacki.

O blokadzie portu i braku możliwości opuszczenia go przez Polaków, którzy przyjechali na wypoczynek, nasi konsulowie dowiedzieli się od samych turystów w środku w nocy z piątku na sobotę. To polscy dyplomaci poinformowali egipskie władze bezpieczeństwa regionu Hurgada ok. 3 w nocy o zaistniałej sytuacji.

"Władze egipskie deklarują chęć jak najszybszego rozwiązania konfliktu, ale nie podają jakichkolwiek nawet przybliżonych terminów, w których uda im się ten kryzys zakończyć. Wszystko tak naprawdę zależy od zdolności negocjacyjnych władz egipskich i skłonności do kompromisu obu stron, czyli władz i Beduinów" - przyznał rzecznik polskiego MSZ.

Blokada lotniska Marsa Alam w Egipcie przysporzyła też kłopotów Polakom, którzy kończą swój wypoczynek w Egipcie. Z powodu strajku kolejna grupa - licząca ponad 150 osób - nie może wyjechać z tego kraju. Według informacji MSZ czekają oni w hotelach na odblokowanie portu lotniczego.

Reklama

"Tak jak w podobnych sytuacjach, jeśli wiemy o tym, że turyści są w hotelu i są szanse, że w najbliższych godzinach, dniu, czy dwóch będzie możliwość wylotu stamtąd, to nie ma powodu organizować innego transportu" - zaznaczył Bosacki.(PAP)

stk/ eaw/