Ice Fall to duża kaskada lodu - pierwszy odcinek drogi, na końcu której znajduje się obóz I. Powinien być zaporęczowany linami przez EPCC (Everest Pollution Control Committee). Od paru lat ze względów ekologicznych i bezpieczeństwa tylko park everestowski ma prawo to wykonywać. Dopiero powyżej obozu drugiego (6500 m) poręczowanie spada całkowicie na barki alpinistów.
- przekazał kierownik wyprawy Artur Hajzer (KW Katowice).
Jak zaznaczył inicjator i animator projektu "Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015", chodzenie po poręczówkach założonych przez Szerpów to nie jest to, o czym kadra Polskiego Związku Alpinizmu marzy najbardziej.
- dodał Hajzer.
Zdobywca sześciu ośmiotysięczników przyznał, że dzięki zastosowaniu formuły "przez żołądek do serca" współpraca z Szerpami poprawiła się.
- przekazał Hajzer.
Już w godzinach południowych nie jest wskazane schodzenie "żyjącym" Ice Fallem ze względu na zagrożenie lawin i seraków. Bardzo często spadają ogromne bryły lodu, wielkości wielopiętrowych bloków. Na poziomie 6000 m n.p.m. na nocleg zdecydowali się Mateusz Zabłocki (KW Warszawa) i Mateusz Grobel (KW Katowice), by osiągnąć lepszy efekt aklimatyzacyjny. Reszta dała wiarę dewizie "Idź wysoko i śpij nisko".
- dziwił się Hajzer.
W siódmej ekspedycji w ramach programu sportowego "Polski Himalaizm Zimowy 2010-2015" pod patronatem prezydenta Bronisława Komorowskiego, uczestniczą jeszcze: Agnieszka Bielecka (KW Wrocław), Andrzej Bargiel (TKN Tatra Team Zakopane), Artur Małek (KW Katowice) i Krzysztof Starek (KW Kraków).
Celem wyprawy na Lhotse jest m.in. sprawdzenie organizmów młodych, utalentowanych alpinistów na dużej wysokości oraz nabranie przez nich niezbędnego doświadczenia wysokogórskiego zanim zaatakują niezdobyte jeszcze zimą ośmiotysięczniki.