Obładowanym samochodem - 300 kg sprzętu plus 5 osób - dotarliśmy do Moskwy, wcześniej zahaczywszy o Kijów. W Moskwie zbliża sie Nowy Rok, więc wystawy sklepów świecą dekoracjami z Nowym Godem. Mamy mały problem z bagażem.Okazało się, że nie ma wagonu cargo do Chabarowska, a tak w ogóle to nie wiadomo, czy nie ma, bo jedni mówią, że jest, drudzy, że nie.

p

Na wszelki wypadek dałem dobrą wódkę naczelnikowi pociągu, który będzie jechał do Chabarowska. Rosja to kraj wielu możliwości… zobaczymy. Następnego dnia mamy się dowiedzieć. Bagaż musi jechać z nami, inaczej nie zdąży na samolot, który odlatuje do Magadanu 18 stycznia.

Dziewczyny dzisiaj wracają do Kijowa. Miały wracać tym samym samochodem, którym przyjechaliśmy. Niestety Krzysiek przegapił jedną sprawę: nie przepisał notarialnie auta na żonę i gdyby wracała, musiałaby je zostawić na granicy. Krzysiek dodatkowo musi wyczarować z budżetu 200 dolarów na dwumiesięczny postój samochodu.

O 21.00 wyjeżdżamy z Moskwy i przez 6 dni będziemy jechać do Chabarowska, miasta nad Amurem graniczącego z Chinami.

Zdążyliśmy złożyć papiery na podróżowanie po Rosji - tak zwana rejestracja. Moja ekipa logistyczno-filmowa, czyli Krzysiek i Marcin, będzie tu do 1 marca, ja planuję wrócić 20 kwietnia. Wizy w Rosji są na 90 dni, ale ja mam roczną specjalną wizę, którą załatwił mi sam dyrektor Intouristu Polska, a nie jest to łatwa sprawa... W Intourist Rosja już doskonale wiedzą o moich ekspedycjach. To oni uratowali moją wyprawę, kiedy byłem chwilowo zatrzymany na Morzu Białym u ujścia rzeki Ponoj. Powiedziałem, że nazywam się Gienieczko, na co stwierdzili: "A, to wy, podróżnik…"

Na razie trochę odpoczywam, gdyż przez 4 dni brałem antybiotyk (teraz już tylko witaminy). Po prostu się rozchorowałem. Myślę, że to także stres dał o sobie znać. Nawałnica różnych pytań i problemów zazwyczaj zwala się przed taką wyprawą.

Przez najbliższe dni będziemy podróżować wzdłuż Rosji. Wchodzimy w zamrażarkę Syberii. Temperatura dzisiaj w Moskwie wynosi minus 15 stopni, w Sejmczanie nad Kołymą - minus 56 stopni. Rożnica kolosalna, a podróż koleją to aklimatyzacja i pogłębianie rosyjskiego światopoglądu.

Kiedy mówię, że jedziemy na Kołymę, Rosjanie odpowiadają w dwóch słowach: „oczień stresznie”. Kiedy w Rosji źle się żyje, czy to w Irkucku, czy to w Krasnojarsku, czy też w Moskwie, ludzie mówią: "Nie przejmuj się, na Kołymie jest gorzej".

Dla mnie to kolejny etap zgłębiania wiedzy o tym imperium. Ludzie mnie pytają: "co myślisz o kryzysie gazowym". Wzruszam ramionami, ale już wiem, że gaz będzie tematem rozpoczynającym moją kolejną książkę. Teraz zaś myślę już tylko o Kołymie. Wytyczyłem cele na ten rok. Czas je zrealizować.

Najbliższa relacja z pierwszej części syberyjskiej ekspedycji Marcina Gienieczki już w sobotę 17 stycznia w dodatku do DZIENNIKA "Podróże"