Kupując dziś chleb zapakowany w folię i pokrojony pokrojony, nie zastanawiamy się, ile wysiłku trzeba, aby bochenek trafił na sklepową półkę. A przecież „Do chleba rano wstawać trzeba”, głosi jedno przysłów. O tym m.in. stara się przekonać Piotr Mankiewicz, twórca i właściciel oryginalnego muzeum.

Ziarnko do ziarnka, a zbierze się miarka

Zbierała się przez kilkanaście lat. Właściciel firmy dostarczającej urządzenia piekarnicze i zapalony kolekcjoner wyszukiwał na giełdach starocie, w antykwariatach i gdzie tylko się dało pamiątki związane ze swoją branżą. Od maszyn przez kuchenne przedmioty codziennego użytku po pocztówki z I wojny światowej, które prezentowały frontowe piekarnie. W pewnym momencie uzbierało się tego tyle, że otwarcie muzeum (w 2000 r.) stało się już tylko naturalną konsekwencją.

Mankiewicz przeznaczył na nie część hal swojej firmy położonej na obrzeżach Radzionkowa, które po zamknięciu w 1996 r. kopalni – największego pracodawcy w okolicy – stało się lokalnym zagłębiem piekarniczym z kilkunastoma piekarniami i cukierniami.

Dziś, po rozbudowie i modernizacji, gości wita nowoczesna fasada, za którą kryje się historia piekarnictwa, ale też prawdziwe królestwo rozmaitości obejmujące nie tylko piekarnictwo. Właściciel, realizując swoje zbierackie pasje, musiał rozszerzyć nazwę placówki: dziś jej pełna nazwa brzmi Muzeum Chleba, Szkoły i Ciekawostek.

Cóż oglądać w muzeum, którego wiodący temat – chleb – jest zarazem tak powszedni? Urządzenia zgromadzone na zewnątrz nie wszystkim podpowiadają, z jaką tematyką zetkną się w środku, ale tuż za drzwiami, gdy zobaczą wyrzeźbione w mosiądzu bochenki, wszystko stanie się jasne.

Na czarnej roli biały chleb się rodzi

Na początek muzeum proponuje obejrzenie 20-minutowego filmu o chlebie. Znaczna jego część to ilustracje z przebogatej kolekcji obrazów, zdjęć i pocztówek z motywami chlebowymi, które przeplatają się z obrazkami z piekarni. Aż ma się ochotę spróbować wypieków samemu!

Okazja pojawia się niebawem – grupom muzeum proponuje własnoręczne ulepienie bułeczek i warkoczy z ciasta. Pachnące i rumiane będą czekały na koniec zwiedzania!

Naszą niewielką grupą zajmuje się sam właściciel, który bodaj najlepiej zna przeznaczenie rozmaitości poukładanych na półkach pod ścianami. Lubi zaskakiwać gości, co rusz wyciągając którąś z ciekawostek i zadając nieodmienne pytanie: – Do czego to służyło?

Piotr Mankiewicz wprawia turystów w zaciekawienie przedmiotami, które dawno temu wyszły z użycia. To rozmaite praktyczne patenty, których zastosowanie okazuje się dziś również zagadkowe jak eksperymentalna elektronika.