Dziennik Gazeta Prawana logo

Morderczy wysiłek i triumf nad Lodową Górą

19 czerwca 2008, 13:36
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Morderczy wysiłek i triumf nad Lodową Górą
Inne
"To była krótka, ale bardzo ciekawa, odkrywcza dla nas, a przede wszystkim szczęśliwa wyprawa" - podsumował jej kierownik Leszek Cichy po powrocie do kraju. 7 czerwca pięciu Polaków zdobyło najwyższy szczyt Arktyki - Gunnbjorns Fjeld (3694 m) zwany potocznie Lodową Górą.

Na wierzchołku stanęli: 57-letni Leszek Cichy, 48-letni Ryszard Rusinek, 44-letni Marek Kamiński, 42-letni Mirosław Polowiec i 25-letni student Uniwersytetu Jagiellońskiego Tomasz Walkiewicz.

Pierwsza w historii polska wyprawa na Lodową Górę "HiFlyer Polar Ice Expedition 2008", pod szyldem Polskiego Związku Alpinizmu, zaczęła się jak w filmach Hitchcocka, od trzęsienia ziemi, które z końcem maja nawiedziło Islandię.

"Jak się tak rozpoczęła, to musi dobrze się skończyć" - ocenił zdobywca Korony Ziemi Leszek Cichy po wylądowaniu w Reykjaviku.

(www.lodowagora.pl)

Leszek Cichy nie ukrywał dramatycznej sytuacji. "Zagrożeniem był brak widoczności. Nie mieliśmy punktu odniesienia, czy to jest metr czy 50 metrów. Do tego wiał silny wiatr, a śnieg zasypywał ślady. Nie było dyskusji. Choć szczyt był niemalże na wyciągnięcie dłoni, z wysokości 3420 m zaczęliśmy odwrót".

Jednak początek wspinaczki był dramatyczny. Marek Kamiński, jedyny człowiek na świecie, któremu udało się w jednym roku (1995) dojść samodzielnie do dwóch biegunów Ziemi, po dotarciu do bazy dziękował Bogu za szczęśliwe zejście: "Dobrze, że żyjemy". Pytany o warunki atmosferyczne w jakich odbywał się odwrót, przyznał, że "śmierć zajrzała w oczy". Jak dodał, dla niego trudność była tym większa, że od 10 lat raków nie miał na nogach.

(www.lodowagora.pl)

Ryszard Rusinek, który jesienią 2007 roku podczas wyprawy kierowanej przez Ryszarda Pawłowskiego na szóstą górę świata pod względem wysokości Cho-Oyu (8201 m) przeżył podobne warunki, wspomniał, że przy pierwszej próbie wejścia na Lodową Górę zabrakło około godziny.

"Wiedzieliśmy, że zbliża się załamanie pogody, ale liczyliśmy na krótszy czas wspinaczki. Przeliczyliśmy się i trzeba było uciekać przed śmiercią, zwłaszcza, że do bazy mieliśmy minimum pięć godzin marszu" - dodał Rusinek.

Mimo że Gunnbjorns Fjeld nie jest wysoką górą, to jednak na jej szczycie stanęło dotychczas niewiele osób, niespełna czterdzieści. Leszek Cichy podkreślił, że nie wysokość, a warunki atmosferyczne decydują o powodzeniu.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj