Antonis Mavropoulos wrzucił na Facebooka zdjęcie karty pokładowej z godziną odlotu, by pokazać że faktycznie miał być pasażerem feralnego lotu - informuje CNN. Napisał, że gdy przybiegł do bramki lotniskowej był wściekły. "Boarding był już zamknięty i tylko mogłem obserwować ostatnich pasażerów, idących tunelem. Krzyczałem, by mnie też wpuścili, ale obsługa lotniska odmówiła" - dodał.

Znaleziono mu następny lot do Nairobi, ale zanim przeszedł do odpowiedniej bramki podszedł do niego jeden z lotniskowych ochroniarzy. "Powiedział mi po cichu, żebym nie krzyczał i podziękował Bogu, bo jestem jedynym, który nie znalazł się na pokładzie maszyny". Wtedy dowiedział się też o katastrofie Boeinga. Mavropoulos napisał też, że od razu powiadomił swoich przyjaciół, że żyje. "Potem zemdlałem, bo zorientowałem się, jak bardzo dużo szczęścia miałem" - dodał. 

Należący do Ethiopian Airlines Boeing 737 Max 8 rozbił się w niedzielę rano sześć minut po starcie z lotniska w stolicy Etiopii. Samolot leciał do stolicy Kenii - Nairobi. Na pokładzie było 149 pasażerów i 8 członków załogi. Przyczyna katastrofy nie jest znana.

Szef Ethiopian Airlines podał, że w samolocie, który rozbił się w niedzielę niedaleko stolicy kraju Addis Abeby, było 32 obywateli Kenii, 18 – Kanady, dziewięciu – Etiopii, po osiem osób z Włoch, Chin i USA, po siedem z Wielkiej Brytanii i z Francji, sześć z Egiptu, pięć z Holandii, po cztery z Indii i ze Słowacji, troje Austriaków, troje Szwedów, troje Rosjan, dwóch Marokańczyków, dwóch Hiszpanów oraz dwóch Polaków i dwóch Izraelczyków. Na pokładzie było też po jednej osobie z Belgii, Indonezji, Somalii, Norwegii, Serbii, Togo, Mozambiku, Rwandy, Sudanu, Ugandy i Jemenu.