W maju środowisko kapsztadzkich surferów zaszokowała wiadomość o zabójstwie jednego z nich. 38 letni David Wolfromm wracał właśnie z surfingu, kiedy został zaatakowany i postrzelony przez napastnika. Rannego mężczyznę wrzucono do bagażnika jego własnego samochodu, a oprawca wyruszył skradzionym wozem na przejażdżkę. Jak tłumaczył w sądzie, chciał zaimponować swoim "nowym" wozem znajomym dziewczynom. Kiedy już skończył "imponować", by zatrzeć ślady, podpalił samochód wraz z umierającym Wolfrommem w środku.

Fala morderstw w Kapsztadzie znacząco wzrasta z roku na rok - statystyki pokazują 70-procentowy wzrost zabójstw pomiędzy 2009/2010 a 2017/2018 rokiem. Przypadek morderstwa surfera nie jest odosobnionym zdarzeniem, media codziennie donoszą o kolejnych morderstwach, rabunkach i gwałtach.

Fala przemocy

W maju tego roku rząd prowincji Zachodniego Przylądka ujawnił statystyki, które pokazują, że pomiędzy listopadem 2018 a majem 2019 w prowincji popełniono 1875 morderstw (w samym kwietniu – aż 308 zabójstw).

W RPA, jak w każdym państwie, gdzie władza centralna nie funkcjonuje prawidłowo, możliwe do zagospodarowania obszary przejmują przestępcy. Tak było w Polsce w latach dziewięćdziesiątych, kiedy po upadku komunizmu nowa demokratyczna władza była zbyt słaba, by ograniczyć rozrost przestępczości i dopuściła do powstania takich tworów jak m.in. mafia pruszkowska czy wołomińska.

Podobnie było w amerykańskim Detroit, mieście – bankrucie. Tej smutnej prawidłowości nie oparło się i RPA, w szczególności w Kapsztad, który stał się centrum przerzutu heroiny. Słabość władzy centralnej i powszechna korupcja w służbach policyjnych wspomaga nieskrępowany wzrost przestępczości.

Cape Flats – wylęgarnia przestępczości

Wylęgarnią nowoczesnych południowoafrykańskich gangów są biedne dzielnice położone na rozciągającej się na południowy wschód od biznesowego centrum Kapsztadu przestrzeni, zwanej przez miejscowych The Flats. W czasach apartheidu na nieużytkach Cape Flats zrealizowano duże projekty mieszkaniowe. Przesiedlono tam usuniętych z centrum i zachodnich części Kapsztadu - w imię utrzymania czystego rasowo białego miasta - kolorowych (z angielskiego Coloured to wielorasowa grupa etniczna z Południowej Afryki, pochodząca z wielu populacji zamieszkujących region). W odróżnieniu do czarnych Afrykanów są chrześcijanami i mówią w języku afrikaans.

Wyrzuceni z miasta kolorowi zamieszkali duże osiedla pełne jedno i dwupiętrowych budynków i wąskich uliczek. Do nich szybko dołączyli Afrykanie, tworząc na zasiedlonych terenach własne, nielegalnie zbudowane osiedla, tak zwane townships. Tysiące mini-domków z blachy, kartonu i plastiku, bez dostępu do wody i kanalizacji, często nielegalnie podłączonych do elektryczności, pokryło równinę. Gęsto zaludnione Cape Flats leżą na ziemi nieprzyjaznej, jałowej. Są podzielone na osiedla - zamieszkałe bądź przez kolorowych, bądź czarnych Afrykanów.

Rasy się nie mieszają – tu często granicą jest linia kolejowa, albo autostrada. Społeczności mieszkają obok siebie, ale nie przeplatają się ze sobą. Kiedy jedzie się autostradą z lotniska, the Flats to pierwszy widok, który wita turystę. Miejska dżungla, miejsce, w którym gangi doskonale się czują, ich baza wypadowa i schronienie. Przy słabej, skorumpowanej policji gangsterzy są tu praktycznie bezkarni.

Gangi Kapsztadu

Oblicza się, że około 100 000 (!) mieszkańców Flats należy do około 130 różnych gangów. Część z nich kooperuje ze sobą, inne się zwalczają. Sojusze są niestabilne i często wczorajsi sojusznicy okazują się dzisiejszymi wrogami. Głównym powodem zatargów i tak zwanych turf wars (wojen o terytorium) jest kontrola rynku narkotykowego.

Przez południową Afrykę przechodzi droga przerzutu heroiny z Afganistanu do Europy. Wcześniejsze szlaki, jak bałkański, stały się mniej opłacalne z powodu uszczelnienia granic oraz toczących się konfliktów. Trasa wiodąca przez Afrykę okazała się bardziej opłacalna. Afgańska heroina jest przerzucana na wybrzeże Pakistanu, a dalej dużymi arabskimi łodziami motorowymi typu dhow płynie na międzynarodowe wody u wybrzeży Somalii, Kenii, Mozambiku czy Tanzanii. Tam małe łódki odbierają na środku morza narkotyki i przerzucają je na wybrzeże. Następnie heroina jest transportowana do większych punktów tranzytowych jak Durban, Johannesburg i Kapsztad. Do niedawna 90 procent narkotyku ruszało w dalszą drogę do Europy – teraz oblicza się, że jedna trzecia przemytu zostaje na południowoafrykańskim rynku. To olbrzymie pieniądze, na które jest wielu chętnych.

Broń na ulicach

Na ulicę trafia coraz więcej nielegalnego uzbrojenia. Gangi jak Americans, Numbers czy Sexi Boys chętnie sięgają po broń palną w walce o terytorium i wpływy. Zarabiane na heroinie pieniądze pozwalają gangsterom na korumpowanie funkcjonariuszy policji, wystarczy wspomnieć przykład byłego pułkownika policji Chrisa Prinsloo, który przyznał się do sprzedaży ponad 2400 sztuk broni gangom (pośrednikiem był licencjonowany handlarz broni). Policja zdołała z powiązać z tą bronią 1066 morderstw w samym Kapsztadzie.
Siły policyjne w Kapsztadzie są niedofinansowane i przepracowane. Tu jeden policjant przypada na 560 obywateli (w całym kraju – na 375). Premier Zachodniego przylądka Alan Winde powiedział, że oficerowie SAPS (South African Police Service) muszą zajmować się około dziesięcioma morderstwami dziennie!

Johannesburg – ekonomiczny hub, na którym przez lata ciążyło odium południowoafrykańskiej stolicy przemocy i zbrodni, nie trafił na listę 50 najbardziej niebezpiecznych miast świata. W Kapsztadzie, w przeciągu ostatnich 10 lat wskaźnik morderstw zwiększył się z 43 na 69 zabójstw na 100 000 mieszkańców. Miasto- Matka (Mother City), jak nazywają Kapsztad Południowoafrykańczycy, stało się najbardziej niebezpiecznym miejscem w RPA.