Garść informacji na dobry początek

Filipiny dla Europejczyków zostały odkryte w XVI wieku przez Hiszpanów. Wtedy też nazwano je od imienia króla Filipa II. Nazwa się przyjęła i wyparła inne propozycje. Hiszpanie odpowiadają też za chrystianizację kraju. Dzisiaj Filipiny są praktycznie jedynym krajem, w którym jest tak wielu katolików (większy odsetek jest tylko znacznie mniejszym Timorze Wschodnim). Niech nie dziwią Was więc barokowe kościoły i uniwersytet prowadzony przez jezuitów z niewielkimi przerwami od XVI wieku.

Jeżeli chodzi o przepisy, to przy pobycie nieprzekraczającym 30 dni Polacy nie potrzebują wizy. Wystarczy paszport. Stosunkowo niedrogie loty na Filipiny  możecie dostać nie tylko do stolicy, czyli do Manili, ale także na Cebu, jedną z najpiękniejszych wysp archipelagu. Jeżeli chodzi o noclegi, macie pełen wybór. Najciekawsze są oczywiście bungalowy nad oceanem albo w dżungli, ale całkiem przyjemne, klimatyzowane apartamenty też się znajdą, zwłaszcza w większych miastach.

Najdziwniejsze miejsce na Filipinach

Filipińczycy je kochają. Turyści przyjeżdżają specjalnie, żeby je zobaczyć. Mowa o Czekoladowych Wzgórzach na wyspie Bohol. Niestety nie rosną na nich kakaowce. Nazwę zawdzięczają niezwykłemu kolorowi, jaki przyjmują w porze suchej. Zainteresowanie ludzi wzięło się być może z przedziwnej symetryczności. Tysiąc dwieście prawie identycznych pagórków robi niesamowite wrażenie, szczególnie, że stworzyła je sama natura. Będzie to świetny wybór na pierwszą wyprawę, ale i dogodna baza wypadowa – położenie w centrum regionu Visaya sprawia, że podróżowanie po okolicy jest szybkie i wygodne. Trzeba tylko wsiąść na pokład promu, aby dopłynąć m.in. np. na Cebu, Panglao, Siquijor czy Apo Island.

Jak powstały Czekoladowe Wzgórza?

Mieszkańcy chętnie dzielą się wiadomościami i snują opowiadania m.in. o pojedynku dwóch gigantów, którzy zostali przyjaciółmi, zamiast walczyć. Albo o nieśmiertelnym gigancie Arogo, który zakochał się w śmiertelnej Aloyi. Po jej śmierci gigant tak długo rozpaczał, że jego łzy wyschły w kształt stożków. Wiele teorii stworzyli też badacze i naukowcy – być może malownicze pasmo wzgórz to efekt procesu wietrzenia skał. Według innych przekazów mogły one powstać w wyniku wybuchu wulkanu.

Cebu

Cebu, najstarsze miasto Filipin, zostało okrzyknięte Królową Południa, a mieszkańcy z dumą opowiadają o jego długiej i bogatej historii. Gdy już tam traficie, koniecznie wybierzcie się na spacer po starym mieście, gdzie znajduje się mnóstwo zabytków z epoki kolonializmu. Wśród nich są m.in. fort San Pedro, bazylika Basilica del Santo Niño, gdzie w kapliczce obok znajduje się słynny Krzyż Magellana, symbol Cebu. W przerwie między zwiedzaniem a plażowaniem warto skusić się na lokalne dania. Są wśród nich rzeczy bardzo smaczne, a czasem też zaskakujące np. zupa z byczych jąder o właściwościach afrodyzjaku. Na deser polecamy halo-halo, czyli miks wszystkiego ze wszystkim. Może smakować rewelacyjnie... albo bardzo egzotycznie.

Atrakcją, którą kochają wszyscy tu przybywający są okoliczne plaże – piękne, szerokie, długie, piaszczyste, z przezroczystą wodą idealną do kąpieli. Warto podróżować wokół wyspy i poszukać swojej ulubionej – choć największą popularnością cieszy się Sumilon.
Raj dla miłośników zwiedzania i podróżowania

Na słynnej liście światowego dziedzictwa UNESCO znajdują się malownicze tarasy ryżowe. Najstarsze i chyba najpiękniejsze znajdują się na wyspie Luzon (ta sama, na której jest Manila) w miejscowości Banaue. Filipińczycy nauczyli się uprawy ryżu od Chińczyków jeszcze na początku naszej ery. W okolicy znajduje się parę innych, niemniej ciekawych miejsc, a wśród nich słynna Sagada z wiszącymi trumnami. Godne polecenia są także piękne ogrody w Davao, imponujące wulkany, jaskinie w Centralnej Kordylierze, ale i liczne perełki architektury – nie tylko azjatyckiej, ale i kolonialnej. Wśród nich są m.in. zabytki w miasteczku Vigan czy barokowy kościół św. Tomasza w Iloilo. Niezależnie, do w który zakątek Filipin się udacie, z pewnością będziecie oczarowani.